Reklama

Orina Krajewska: Córka Małgorzaty Braunek nie tylko o rodzinie

Córka Małgorzaty Braunek zagrała w serialu "Cisza nad rozlewiskiem" aż dwie role. Tylko nam Orina Krajewska zdradziła, jak trafiła do "Rozlewiska" oraz jak współpracuje się ze swoją artystyczną rodziną.

Orina Krajewska po urodzeniu przez pół roku nie miała imienia! Jej rodzice czekali na przyjazd buddyjskiego lamy, aby on wskazał im imię dla córki. Zaproponował Orinę - oświeconą miłość.

Agata, pani bohaterka w "Ciszy nad rozlewiskiem", to kontrowersyjna postać.

- O tak, i za to ją lubię. Dała się poznać jako dziewczyna zaradna, twardo stąpająca po ziemi, a jednocześnie pełna tęsknoty za normalnym związkiem. Wydawało się już, że wszystko to znalazła u Kuby (Antek Królikowski), czas pokazał jednak, że nie stanowią idealnej pary. Przyłapanej na zdradzie, o zgrozo, we własnym domu, kazał jej iść precz, więc... sobie poszła.

Reklama

A wróci?

- Mam nadzieję. Tyle było smutku, żalu w tym pożegnaniu, że wierzę w jej szczere intencje i w to, że kiedyś wreszcie zdoła odnaleźć ten swój "kawałek ogródka" i poukładać relacje z najbliższymi.

Jak to się stało, że dołączyła pani do ekipy serialu?

- Przyjechałam na plan odwiedzić mamę (Małgorzata Braunek - przyp.red) i trafiłam na przygotowania do scen retrospektywnych. Nie wiadomo było jeszcze, czy zagra w nich Mama, czy może jej serialowa córka, Małgosia (Joanna Brodzik) i wówczas reżyser, Adek Drabiński, wpadł na pomysł, że najlepiej, jak zrobię to ja. I w ten sposób nieoczekiwanie wystąpiłam jako Bronia. Agatą stałam się później, dopiero w czwartej części i tym sposobem, jako jedyna, miałam w tym cyklu dwie różne role! Jak widać, w aktorstwie wszystko jest możliwe.

Rodzice odradzali je pani?

- Zwłaszcza Mama - dobrze znała blaski i cienie tego zawodu, ale nie stawiała sprawy na ostrzu noża. Po maturze więc zrobiłam sobie rok przerwy, zamieszkałam w Paryżu i tam właśnie dojrzała we mnie myśl, by pójść jednak w tym kierunku. Ale zamiast wrócić, zrobiłam na przekór - pojechałam jeszcze dalej, do Londynu, gdzie skończyłam szkołę aktorską. Nie pod okiem rodziny, zdana na własne siły, wiele się nauczyłam, nawiązałam kontakty. Mam tam swojego agenta, latam na castingi, raz na jakiś czas uczestniczę w warsztatach, żeby ciągle się rozwijać.

Zawsze może pani zagrać u brata, reżysera Xawerego Żuławskiego, to swój!

- Swój, ale bardzo wymagający. Dla wszystkich, a dla mnie w szczególności, raczej nie mam u niego taryfy ulgowej (śmiech). Pewnie kiedyś zrobimy coś razem.

Oboje z bratem nosicie oryginalne imiona...

- Jego imię stało się popularne wśród małych chłopców, na moje jeszcze nie nadszedł czas. Tylko raz natknęłam się na swą imienniczkę, zgłosiła się do mnie dziewczyna mówiąc, że tak właśnie nazwano jej chrześnicę. To imię było zmorą mojego dzieciństwa, wyróżniało mnie wśród dzieci, o co miałam do rodziców żal. Dziś jestem im wdzięczna za niebanalny gust i to, że mnie nim obdarowali.

Rozmawiała Jola Majewska-Machaj

Tele Tydzień
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy