Reklama

Naya Rivera wciąż poszukiwana. Nad "Glee" ciąży klątwa?

Fani i przyjaciele gwiazdy serialu "Glee" Nai Rivery, która zaginęła w środę, 8 lipca, na jeziorze Piru, nie tracą nadziei na to, że aktorka odnajdzie się cała i zdrowa. Trwające przez cały czwartek poszukiwania aktorki nie przyniosły jednak żadnego skutku, a władze i policja już uznały Riverę za zmarłą.

Policja już uznała Nayę Riverę za zmarłą

"Zakładamy, że doszło do wypadku i aktorka utonęła w jeziorze. Naszym celem pozostaje zabranie pani Rivery do domu i jej rodziny" - powiedział podczas zorganizowanej w czwartkowe popołudnie konferencji prasowej zastępca miejscowego szeryfa Chris Dyer. Opublikowane zostało też nagranie, na którym widać jak na nadbrzeżu pojawia się samochód aktorki, która później idzie razem z synem, by wypożyczyć łódź pontonową. To najprawdopodobniej ostatnie nagranie żywej Rivery.

Do tragicznego w skutkach wypadu na jezioro Piru doszło w środę po południu. Łódź, którą wynajęła Rivera, została odnaleziona przez inną osobę pływającą łódką po jeziorze. W środku był syn aktorki, czteroletni Josey Hollis. Śpiący chłopiec nie miał żadnych obrażeń. Opowiedział policjantom przybyłym na miejsce, że jego mama wskoczyła do wody i nigdy z niej już nie wypłynęła. Gwiazda serialu "Glee" przyjeżdżała tu od lat i traktowała jezioro jako swoje sanktuarium.

Reklama

Funkcjonariusze przyznają, że odnalezienie ciała może zakończyć się bezowocnie, ponieważ poszukiwania są niezwykle skomplikowane.

"Jest tam mnóstwo drzew i roślin, a te znajdujące się pod wodą mogą spowodować zaplątanie. Jest to niebezpieczne dla nurków i czyni poszukiwania skomplikowanymi. Jeśli ciało zaplątało się w coś pod wodą, może nigdy się nie wyłonić. Nie wiemy" - powiedział sierżant Kevin Donoghue w rozmowie z magazynem "People". Jak dodał, poszukiwania odbywają się praktycznie jedynie na podstawie dotyku, ponieważ widoczność jest prawie zerowa.

"W obliczu braku jakichkolwiek poszlak skupiamy się obecnie na poszukiwaniach w wodzie. Mogło dojść do jakichś dolegliwości zdrowotnych. Po prostu nie wiemy. Nie dowiemy się, dopóki jej nie znajdziemy" - wyjaśnił sierżant.

Informacja o zaginięciu Nai Rivery sprawiła, że wróciły głosy o klątwie ciążącej nad obsadą serialu "Glee". W 2013 roku odnalezione zostało ciało aktora Cory'ego Monteitha, który w serialu wcielał się w jedną z głównych ról. Przyczyną jego śmierci było przedawkowanie narkotyków. Aktor zmagał się z uzależnieniem od lat, a w wieku 15 i 19 lat został wysłany przez matkę na kuracje odwykowe.

W 2018 roku samobójstwo popełnił inny gwiazdor "Glee", Mark Salling. Oskarżony o posiadanie dziecięcej pornografii nie doczekał wyroku, jaki miał zapaść sześć tygodni później.

W 2014 roku samobójczą śmiercią zginęła również Nancy Motes, przyrodnia siostra Julii Roberts, która pracowała przy serialu "Glee" jako asystentka produkcji. W pozostawionym liście pożegnalnym winą za swoje samobójstwo obarczyła gwiazdę "Pretty Woman", która, jak mówiła wcześniej Motes, przez całe życie nie szczędziła jej przytyków z powodu jej nadwagi.

W ostatnich tygodniach nie zabrakło też kontrowersji związanych z inną gwiazdą "Glee", aktorką Leą Michele. Reakcją na jej zaangażowanie w akcję #BlackLivesMatter były oskarżenia ze strony czarnoskórej koleżanki z planu o to, że zamieniła jej życie w prawdziwe piekło.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Naya Rivera | Glee

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje