Reklama

"Nasz nowy dom": Kolejne wyzwania przed ekipą programu

Choroba architekta, nieprzejezdna droga na górę, skrajne warunki pogodowe. Z czym jeszcze przyjdzie się zmierzyć ekipie programu "Nasz nowy dom"?

Katarzyna Dowbor z rodziną ze wsi Zagorzyce Górne


W środowym odcinku "Naszego nowego domu" wybierzemy się na Podkarpacie. W malowniczo położonej wsi Zagorzyce Górne mieszka pan Mariusz z żoną Dominiką i czwórką dzieci: synami - Sewerynem, Dominikiem i Stasiem oraz córką Amelką.

Reklama

Sześć lat temu pan Mariusz uległ poważnemu wypadkowi, miał złamany kręgosłup w dwóch miejscach, przeszedł już operację, ale czeka go kolejna. Wcześniej był stolarzem, teraz ze względu na stan zdrowia nie może podjąć stałej pracy. Stara się dorabiać, ale głównie rodzina utrzymuje się z zasiłków i świadczeń na dzieci. Marzeniem pana Mariusza jest powrót do pracy i gruntowny remont domu. Chociaż budynek z zewnątrz jest zadbany to warunki, w jakich żyje rodzina, są naprawdę bardzo trudne.

Sześcioosobowa rodzina mieszka w dwóch pomieszczeniach, bez kanalizacji, bieżącej wody i łazienki. Jak przyznała pani Dominika: "Na XXI wiek dzieci nie powinny się wychowywać w takich warunkach". Budynek jest nieocieplony, a do ogrzewania służy stary nieszczelny piec i niebezpieczna koza. Dzieci nie mają miejsca do nauki, ani wypoczynku.

"Kochani, przeraziło mnie i zasmuciło to, że tak kochającej się, fajnej rodzinie (...) ktoś mówi, że może wam zabrać dzieci, bo nie macie warunków mieszkaniowych. To jest dla mnie nie do pomyślenia. Ja się z tym po prostu nie zgadzam. W domu jest czysto (...), doceniam to i widzę, że pani się bardzo stara. Widać, że państwo o to dbają i gdyby było państwa na to stać, to byście ten dom wyremontowali. Natomiast jest tu wiele problemów" - zauważyła Katarzyna Dowbor.

Nie spodziewaliśmy się, że pojawi się jeszcze jeden. Rozchorował się architekt Wojtek Strzelczyk. Na szczęście z pomocą zdalną przybędą Martyna Kupczyk i Maciek Pertkiewicz. Cała ekipa połączy siły, aby w pięć dni wyremontować dom pana Mariusza i pani Dominiki. Szczególnie trudne zadanie czeka szefa prac budowlanych Artura Witkowskiego.

W czwartek przeniesiemy się z kolei do wsi położonej jeszcze wyżej. W Dąbrówce Starzeńskiej u szczytu górskiego zbocza stoi mały drewniany domek pani Jadwigi.

Kobieta wróciła tu ze swoją jedenastoletnią córką Martyną z ośrodka interwencyjnego, do którego uciekła przed agresywnym mężem alkoholikiem. Pani Jadwiga zdobyła się na odwagę, wystąpiła o rozwód, a ojciec dziewczynki otrzymał nakaz eksmisji. Martynka najbardziej boi się tego, że mężczyzna kiedyś wróci i będzie chciał zrobić im krzywdę. Teraz mama z córką próbują ułożyć sobie życie na nowo. Nie jest im łatwo. Ze względu na leczoną depresję i związaną z nią nadwagę, pani Jadwiga ma problem ze znalezieniem pracy. Ledwo wiąże koniec z końcem. Utrzymuje się z zasiłków, trochę pomaga jej koleżanka.

W tej sytuacji nie ma szans na odłożenie środków na remont. A ten naprawdę jest konieczny. Bale, z których wybudowany jest dom, są spróchniałe, nie ma kanalizacji ani szamba. Toaleta jest na zewnątrz, a mama i córka myją się w misce. Na podłodze nie ma wylewki, przez dziurawe ściany i okna do środka wdziera się chłód. Za źródła ciepła służą stary piec kaflowy i kuchnia, w której trzeba palić nawet latem, ponieważ ogrzewa również wodę doprowadzoną do jedynego kranu. Martyna nie tylko nie ma swojego pokoju, ale nawet łóżka. Śpi z mamą na rozkładanym fotelu, a uczy się przy niewielkim stole ustawionym w rogu pokoju. Wielkim marzeniem dziewczynki jest zaproszenie do siebie koleżanek, ale nie chce, żeby zobaczyły jej dom. "Jak mam lekcję zdalne to nie włączam kamerki, bo wstydzę się tego, jak mieszkam" - przyznaje Martyna.

"Bardzo dużo w życiu przeszłyście i tak naprawdę zaczynacie nowe życie. (...) Ten dom jest w stanie strasznym i cały czas przypomina wam to, co się tu działo. Martynko, ty powinnaś mieć swoje miejsce (...), zapraszać koleżanki (...). W tym domu trzeba zrobić ogromny remont, a ja ledwo wdrapałam się tu pustym samochodem z napędem na cztery koła. Wyobrażacie sobie, że tu muszą wyjechać robotnicy wielkimi samochodami?" - zastanawia się Katarzyna Dowbor.

Jak nasza ekipa da sobie radę z remontem w tak ekstremalnych warunkach? Droga prowadząca do domu jest stroma, śliska i gliniasta, zwykła ciężarówka pod nią nie podjedzie. Sprzęt i wszystkie materiały budowlane wciągnąć będzie musiała koparka. Jak zażartował szef ekipy budowlanej Artur Witkowski: "Prościej będzie (ten dom) rozłożyć i wyremontować na dole". Ale jak nie my, to kto?

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nasz nowy dom

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje