Reklama

Medycyna jest mu obca

Choć prywatnie mdleje na widok krwi, doskonale radzi sobie jako chirurg w serialu "Na dobre i na złe". Zobaczymy go i w nowych odcinkach. Jako świetny fachowiec pomagać będzie chorym, a jako przystojny mężczyzna uwodzić kobiety, także mężatki.

Czy po konsultacjach medycznych na planie serialu czuje się pan bardziej wartościowym chirurgiem szpitala w Leśnej Górze?

Reklama

Grzegorz Daukszewicz: - Oczywiście! Prywatnie jestem kompletnie zielony w kwestiach medycyny. Naprawdę nie mógłbym być chirurgiem, bo ręce mi się trzęsą i jestem fajtłapą. Podziwiam ciężką pracę chirurgów. Gdyby nie konsultanci, nie wiedziałbym, co mam robić ze skalpelem w dłoni.

Adam Krajewski jest chirurgiem naczyniowym. Pamięta pan pierwszą operację w Leśnej Górze?

- Pewnie! Byłem wtedy strasznie zestresowany. Nie wychodziło mi nawet zakładanie rękawiczek chirurgicznych. A trzeba je włożyć szybko, mechanicznie wręcz. Zaliczyłem kilka dubli. A gdy dostałem pierwsze narzędzie do ręki, stałem jak głupi. Na stole leży człowiek, wszędzie zakrwawione opatrunki. Niby wiadomo, że to fikcja, a jednak. Trzymasz ostry skalpel. Jeśli za bardzo wczujesz się w rolę, może być różnie...

Ale na widok krwi pan na pewno nie mdleje?

- Cudzej - nie. Natomiast na widok własnej przy pobieraniu, mdlałem od małego. Dziś, gdy oddaję krew, też się odwracam.

W dzieciństwie bawił się pan w lekarzy czy policjantów?

- W policjantów. Medycyna nigdy mnie nie interesowała, za dużo wkuwania i stresu. W końcu chodzi tu o ludzkie życie.

Bycie policjantem też bywa bardzo stresujące...

- Ale inaczej! Za tym idzie jakaś brawura, a przy stole operacyjnym sobie nie poszalejesz. Poza tym mam zaprzyjaźnionego chirurga, który w ogóle nie ma życia prywatnego, przynajmniej tak mówi. Jest lekarzem z powołania, często siedzi w szpitalu prawie przez dobę. Śpi po kilka minut, w przerwach. Dziękuję bardzo!

Widzowie polubili doktora Krajewskiego.

- Bo mój bohater wzbudza kontrowersje. Na początku miałem go za czarny charakter, gorszy niż Falkowicz. Teraz widzę, że to zwykły młody chłopak - aż dziw, że taki młody może być chirurgiem.

Magia kina!

- Krajewski cały czas się uczy, dojrzewa. Przy okazji popełnia błędy. Nie jest jednak takim cynikiem jak Falkowicz. Poza tym jest z innej bajki niż reszta młodych lekarzy. Wiki, Przemek, Hana, Agata tworzą zgraną paczkę. Adam jest arogancki i butny, ale to ktoś więcej niż lowelas, za jakiego niektórzy go uważają. Ma mroczną przeszłość, o której z czasem dowiemy się więcej, proszę oglądać!

Co robi pan poza planem?

- Większość wolnego czasu spędzam z moją narzeczoną Marią. Ostatnio byliśmy na Wyspach Kanaryjskich, a dokładnie na Fuerteventura. Było świetnie! Lubię też grać na gitarze. Jestem muzykiem-samoukiem.

Zagra też pan w filmie Jana Komasy "Miasto44". Czy udział w historii o Powstaniu Warszawskim to pasjonująca podróż w czasie?

- Jak najbardziej. Temat Powstania Warszawskiego jest mi bardzo bliski, więc czuję się zaszczycony, że mogę brać udział w tak ważnym projekcie.

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje