Reklama

Reklama

"Masterchef": Gotowanie nigdy nie jest nudne

"Gotowanie nigdy nie jest nudne" - przekonuje Anna Starmach, a Michel Moran zauważa, że do programu "MasterChef" zgłaszają się coraz młodsi kucharze. W niedzielę, 4 września, wystartowała 5. edycja kulinarnego show, którego finał rozegra się w Kolumbii.

"Gotowanie nigdy nie jest nudne" - przekonuje Anna Starmach, a Michel Moran zauważa, że do programu "MasterChef" zgłaszają się coraz młodsi kucharze. W niedzielę, 4 września, wystartowała 5. edycja kulinarnego show, którego finał rozegra się w Kolumbii.
Anna Starmach i Michel Moran poznali już zwycięzcę 5. edycji "MasterChefa" /Gałązka /AKPA

Jak przekonuje PAP Life Anna Starmach, program "Masterchef" nie bez przyczyny śledzą miliony Polaków. "Gotowanie nigdy nie jest nudne, bo ciągle trafiamy na nowe produkty i nowe przepisy" - przekonuje Starmach. Dodaje też, że w programie znalazła się fantastyczna czternastka szefów kuchni z dużą wyobraźnią.

Co ciekawe, w nowej edycji formuła programu uległa zmianie. "Ktoś ma fartuch, ktoś nie ma fartucha, a zaraz potem znowu go ma. Nigdy więc nie wiadomo, kto tak naprawdę znajdzie się w finale, czy kto wróci do programu" - opowiada PAP Life Starmach.

Reklama

Żeby było jeszcze ciekawiej, uczestnicy kulinarnego show zostali zabrani do Kolumbii. Starmach przyznaje, że wtedy zaczęła się prawdziwa rywalizacja. "Któż nie marzył o tym, żeby polecieć do Ameryki Południowej, spróbować tego wszystkiego i zobaczyć to na własne oczy. Kolumbia okazała się krajem, w którym zakochał się każdy z ekipy, z uczestników i z jurorów" - przekonuje jurorka.

W jednym z odcinków zmagania uczestników oceniać będą dzieciaki z programu "Masterchef junior", w innym szef kuchni z Francji. Rywalizujący kucharze będą również gotować dla Joanny Krupy.

Michel Moran przyznaje, że zaskoczył go wiek uczestników, który z edycji na edycję jest coraz niższy. Poza różnorodnością uczestników, była też różnorodność w ich stylu gotowaniu. "Megaskomplikowane, wyszukane smaki, nowy sposób gotowania. Ta różnorodność była bardzo ciekawa. Czasami trudno było nam ocenić, co było lepsze, dlatego że mieliśmy dwa całkowicie różne sposoby gotowania" - ocenia Moran.

Okazuje się, że jeśli chodzi o płeć, była podobna liczba rywalizujących kobiet i mężczyzn. "Są mocne babki, a faceci w tym roku są mocno wyluzowani, śmieszni, więc wprowadzają akcent humorystyczny" - zdradza Starmach.

Jurorzy programu poznali już zwycięzcę. "Ta osoba, choć nie była moim faworytem od początku programu, była znakomita" - ocenia Moran. Starmach dodaje, że na początku programu zawsze ma kilku swoich faworytów, którzy zazwyczaj trafiają do finału. "W tym roku jest totalny galimatias. Nic, z tego co przepowiadałam, się nie sprawdziło. Osoba, która wygrała ten program to było olbrzymie zaskoczenie, nawet dla niej samej, bo brakowało jej - tej osobie - wiary w siebie. W pewnym momencie był nawet moment załamania i nie wiedzieliśmy, czy ta osoba dostanie wiatr w żagle. Na szczęście zdobyła kulinarny Mount Everest" - opowiada jurorka.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: MasterChef

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama