Reklama

Marta Żmuda Trzebiatowska: Kobieta tornado

Marta Żmuda Trzebiatowska została mamą, a jej życie nabrało zawrotnego tempa! Nowa rola w serialu "Na dobre i na złe" okazała się bardzo wymagająca, ale popularna aktorka takich wyzwań się nie boi.

Marta Żmuda Trzebiatowska dołączyła do stałej obsady "Na dobre i na złe"

Oprócz serialu, Marta Żmuda Trzebiatowska gra w Teatrze Kwadrat, pracuje w dubbingu i planuje nowy film.

Reklama

Chirurg Hania Sikorka to druga rola, jaką aktorka gra w "Na dobre i na złe". W 2005 roku wcieliła się w Dzidkę Fryckiewicz w 233. odcinku serialu. Tym razem zagości w Leśnej Górze na dłużej i spotykać się będzie na planie m.in. ze swoim mężem, Kamilem Kulą, czyli serialowym Szczepanem Lipskim.

Do pracy w swojej mistrzowskiej szkole w Leśnej Górze zatrudni ją profesor Falkowicz (Michał Żebrowski). Już podczas pierwszej operacji pod okiem profesora Hania zabłyśnie jako świetny chirurg. Michał (Mateusz Janicki) zarzuci jej jednak, że za bardzo się stara i zachowuje się, jakby brała udział w zawodach. Zaczną się kłopoty?

Kilka lat temu powiedziałaś, że granie w telenowelach cię nie interesuje. Co sprawiło, że zdecydowałaś się na rolę pani doktor w "Na dobre i na złe"?

- Gdybyś zapytał mnie o pracę w serialach, kiedy byłam jeszcze studentką szkoły teatralnej, to pewnie odpowiedziałabym, że nie będę w nich w ogóle grać. (śmiech) Człowiek jednak dorasta, dojrzewa i zmieniają mu się poglądy na pewne sprawy. Nie bez znaczenia był fakt, że obecnie robi się bardzo dobre seriale, niekiedy nawet lepsze od fabuł. Poza tym "Na dobre i na złe" zawsze mi się podobało. Na tę produkcję trochę namawiała mnie również moja agentka oraz mój mąż, który występuje w tym serialu już kilka lat.

Które cechy charakteru twojej bohaterki Hani Sikorki podobają ci się najbardziej?

- Hania to kobieta tornado, mistrzyni pakowania się w tarapaty. Mówi dużo i szybko, przez co czasami powie o dwa zdania za wiele. Do tego to bardzo ambitna i uparta osóbka: "to ten typ kobiety, który jak sobie coś postanowi, to i diabła do pomocy zagoni", jak powie o niej później Falkowicz. Przyznam, że bardzo ją polubiłam i mam ogromną radość z odkrywania tej postaci.

Przygotowując się do tej roli, korzystałaś z pomocy medycznych konsultantów?

- Tak. Czytając scenariusze poszczególnych odcinków, zawsze pilnie wykonuję "pracę domową" i wnikliwie sprawdzam wszystkie nowe medyczne terminy. Czytam o przyczynach i objawach chorób, o których jest mowa w tekście. Na planie jest oczywiście konsultant, więc wszyscy aktorzy korzystają z jego wskazówek. Opanowanie medycznej terminologii nie jest jednak łatwe, tym bardziej że moja postać jest gadułą i w związku z tym mam sporo tekstu do nauczenia. Do tej pory nigdy nie miałam problemów z zapamiętaniem swoich kwestii, ale tym razem jest mi trudniej i potrzebuję więcej czasu, żeby przyzwyczaić się do tego "medycznego języka".

Nie boisz się, że praca na planie serialu sprawi, że ucierpi na tym twoje życie rodzinne?

- Gdyby tak miało być, to nie przyjęłabym tej propozycji, więc odpowiadam na twoje pytanie - jestem spokojna. Macierzyństwo okazało się dla mnie tak ważne i wyjątkowe, że chcę ten szczególny moment celebrować i przeżyć go w sposób, jaki sobie wymarzyłam.

Rozmawiał Artur Krasicki

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Marta Żmuda Trzebiatowska | Na dobre i na złe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje