Reklama

Marta Dąbrowska: Chora na miłość

Jej bohaterka z serialu "Na dobre i na złe" coraz bardziej intryguje. Kinga, którą gra, jest chora z miłości do doktora Falkowicza i posuwa się o krok za daleko. Co o swojej postaci sądzi sama aktorka?

Pochodzi pani z rodziny z tradycjami artystycznymi. Czy wybór zawodu był w pani przypadku oczywisty?

Reklama

Marta Dąbrowska: - Nie byłam przymuszona do tego zawodu, raczej odwodzona. Ale z drugiej strony nie znałam innego świata - plan filmowy i scena teatralna to był mój chleb powszedni. Tata był dyrektorem Teatru Studio, a mnie, małą dziewczynkę, fascynował ten świat, ludzie teatru. Potem to się przekształciło w ogromną pasję. Skupiłam się tylko na tym, nawet za cenę zaniedbania obowiązków szkolnych.

Czy z perspektywy czasu aktorstwo było odpowiednim wyborem?

- Bywają momenty, zwłaszcza po przegranych castingach, że mam chwile zwątpienia. Na szczęście szybko przechodzę nad tym do porządku dziennego. Nigdy nie miałam planu B na życie. Zdawałam co prawda na dziennikarstwo, bo nie dostałam się do Akademii Teatralnej. Na szczęście byłam na liście tuż pod kreską, więc gdy ktoś poszedł do innej szkoły, wskoczyłam na wolne miejsce. Wiem, że nic innego, żadna praca, nie dałaby mi takiego spełnienia jak aktorstwo.

Obecnie można panią oglądać w serialu "Na dobre i na złe". Jaką osobą jest Kinga?

- Na pewno jest kontrowersyjna. To dziewczyna chora z miłości, szaleńczo zakochana w doktorze Falkowiczu. Posunęła się do szantażu, aby wziąć z nim ślub, ale kieruje nią miłość. Na pewno nie radzi sobie z tym uczuciem, cały czas jest przestraszona. Staram się jej bronić. Sceny są tak fantastycznie napisane, - Wielką radość sprawia mi, gdy ktoś ceni moją pracę że mogę dać mojej postaci wiele kolorów.

Dołączyła pani do serialu, który kręcony jest od piętnastu lat. Jak została pani przyjęta?

- Ekipa jest wyjątkowo zgrana. Naprawdę lubię przyjeżdżać na plan, spotykać się z ludźmi, od pań charakteryzatorek po dźwiękowców.

Jakim partnerem na planie jest Michał Żebrowski?

- Bardzo fajnym. To profesjonalista. Zawsze przed sceną mocno dyskutujemy, jak ją zagrać. I to jest bardzo twórcze. Cieszę się, że na niego trafiłam.

Jest pani także aktorką teatralną. Jak wygląda ten sezon teatralny?

- W poprzednim sezonie miałam dwie premiery - "Quo vadis" i "Karnawał" Mrożka. Sam Mrożek od czasu do czasu bywał u nas, albo jego asystent nagrywał nasze pytania i potem przekazywał nam jego odpowiedzi. Jak dobrze policzę, to chyba pół zeszłego sezonu spędziłam w teatrze.

Wyobraża sobie pani swoją pracę bez teatru?

- Nie, bo teatr daje mi doświadczenie i radość. Choć nie uważam, że serial jest gorszą formą.

Rozmawiała Edyta Karczewska-Madej.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje