Jeszcze dziesięć lat temu uważała się za wybrankę losu. Maria Pakulnis (59 l.) umiała docenić to, co w dorosłym życiu jej ofiarował: kochającego męża, udanego syna. Szczęśliwa, wspierająca się rodzina miała być rekompensatą za bolesne doświadczenia pani Marii w dzieciństwie. Trudno określić je mianem beztroskich. Mała Marysia wychowywała się bowiem w domu, gdzie brakowało miłości, ciepła, ale także - pieniędzy.Wydarzenia z tamtych lat, dawno już wyparte, wracają czasem w snach pełnych lęków. Znów jest małą dziewczynką, głodną, samotną, wystraszoną... Nie da się tego wymazać z pamięci, nawet gdy jest się już dojrzałą kobietą, popularną aktorką. Ukojenie przychodziło, gdy pani Maria pomyślała o domu, jaki udało jej się stworzyć z mężem, reżyserem Krzysztofem Zaleskim. Przeżyli razem szczęśliwie ponad ćwierć wieku. Doczekali się syna Jana (24 l.).
Długo wydawało się, że nie może ich spotkać nic złego. Kochali się i robili wiele planów: domek letniskowy z ogródkiem na Mazurach, skąd pochodzi pani Maria.Może podróż dookoła świata? Albo otwarcie własnej restauracji. Pani Maria słynie bowiem nie tylko z elegancji, urody i talentów artystycznych, ale także wyjątkowych umiejętności kulinarnych.Aktorzy stołecznego teatru Ateneum, z którym aktorka była związana przez wiele lat, nie mogli się nachwalić jej śledzi w buraczkach albo lasagne po bolońsku, jakimi byli częstowani w gościnnym domu gwiazdy na warszawskich Kabatach. - Marysia ma obsesję, że jej bliscy i przyjaciele mogą chodzić niedożywieni. Stanie na głowie, by wszystkich nakarmić i pomóc im, gdy tego potrzebują. Bardzo zależy jej na tym, by ludzie wokół niej nie mieli trosk i czuli się wyjątkowi - opowiada jedna z aktorek teatru Ateneum. Dodaje też, że pani Maria nigdy nie miała zbyt wybujałych ambicji aktorskich. Nie zależało jej na tym, by mieć status gwiazdy, grać tylko główne role w filmach. Pragnęła zwykłej normalności, bo ona cieszyła ją najbardziej.

Ale jesienią w 2008 roku spadł na panią Marię wielki cios. Po wielu miesiącach trudnej i bolesnej terapii mąż artystki przegrał walkę z nowotworem mózgu. Pani Marii zawalił się świat. - Przez cały ten czas, kiedy opiekowałam się chorym mężem i potem, kiedy umarł, płynęły do mnie słowa otuchy, wsparcia, współczucia. Tyle ciepła, tyle przyjaźni... To bardzo pomogło mi przetrwać tamten okres - artystka opowiada o tych najtrudniejszych w życiu chwilach.

W zmierzeniu się z osobistą tragedią pomocna okazała się... praca. Syn Jan zdał maturę, poszedł na studia. A pani Maria rzuciła się w wir aktorskich zajęć. Role w teatrach Kamienica i Komedia, w serialach "Wiadomości z drugiej ręki" i "Nad rozlewiskiem" pozwoliły jej oderwać się od bolesnej rzeczywistości. - Kiedy się kocha swoją pracę, to pomaga ona żyć, mobilizuje, każe być odpowiedzialnym za to, co się robi... - mówi aktorka. I szczerze dodaje: gdyby nie praca, to pewnie bym zwariowała...Agnieszka Kamińska








