Reklama

Małgorzata Socha: Życie to ciągłe kompromisy

Gwiazda "Przyjaciółek" i "Na Wspólnej" latem ubiegłego roku urodziła córeczkę. Nadal jednak jest na topie. W szczerej rozmowie opowiada, czy bycie mamą oznacza sporo wyrzeczeń.

W nowej serii "Przyjaciółek" w życiu Ingi zaczęła się rewolucja. Po pierwsze: przeprowadzka.

Reklama

Małgorzata Socha: - Śmieję się, że są to zmiany lokalowe dosłownie i w przenośni, bo Inga robi przede wszystkim porządki w swoim życiu. Odcina pępowinę, która łączyła ją z byłym mężem. Staje się stanowcza i samodzielna. Jestem pewna, że wyjdzie na prostą.

Poznała też przystojnego mężczyznę...

- Na jej drodze stanął sąsiad, Szymon. Z Filipem Bobkiem, który go gra, dobrze się znamy, to nasz kolejny wspólny projekt i cieszę się z tego spotkania. Zapewniam, że w tym wątku będzie się dużo działo.

Gruszewska musi znaleźć pracę?

- Za namową przyjaciółek pójdzie na kurs i spróbuje swoich sił w nowej dziedzinie. Jakie efekty to przyniesie - widzowie przekonają się już wkrótce.

Jej córeczka Hania dobrze zniesie te zmiany?

- Będzie wprost zachwycona. Dzieci w takich sytuacjach odnajdują się najlepiej.

Podziwia pani Ingę jako samotną matkę?

- Nie jest moim ideałem, jeśli chodzi o postawę życiową. Uważam, że ta postać powinna być dużo bardziej wyrazista, ale jako samotna mama w trzeciej transzy w końcu zacznie walczyć o siebie.

A inne jej wady?

- Niepoprawny romantyzm. Zawsze widzi tylko pozytywy, nie dostrzega negatywów. Jest zbyt dużą optymistką i często z tego powodu cierpi.

Wolałaby pani, by Inga dawała pani większe możliwości aktorskiej ekspresji?

- Ona taka ma być, to jest wpisane w scenariusz. Istnieją rożne postaci do zagrania, na szczęście (śmiech).

Co, pani zdaniem, jest najtrudniejsze w roli mamy?

- Pogodzenie życia zawodowego z macierzyństwem. Bycie mamą staje się ważniejsze od pracy. Tak przynajmniej powinno być. Z drugiej strony trzeba pracować, by móc utrzymać rodzinę. Zawsze jest coś za coś. To bywa trudne, ale z czasem do wielu rzeczy można się przyzwyczaić i wszystko sobie ułożyć.

Czyli posiadanie dzieci to nieustające kompromisy?

- Nie, życie to ciągłe kompromisy. Macierzyństwo polega na dokonywaniu wyborów, na każdym kroku. Najważniejsze, by były one jak najlepsze dla dziecka.

Zrezygnowałaby pani z pracy?

- Czasami dochodzę do wniosku, że owszem.

Jak zatem wspomina pani powrót na plan po urlopie macierzyńskim?

- Nie było mi łatwo.

Fani "Na Wspólnej" martwią się, że małżeństwo Hofferów wisi na włosku...

- Kamil mocno przeżył śmierć pacjentki i strzelaninę. W tym samym czasie Zuza skoncentrowała się na opiece nad Ulą. Za wszelką cenę chce, by stworzyli prawdziwą rodzinę. Wszystko się wyjaśni. Bądźmy dobrej myśli, Hofferowie zawsze mogą na sobie polegać.

Twórcy serialu pokazują, że z adopcją wiążą się problemy.

- Cieszę się z tego faktu, bo im trudniej, tym lepiej dla aktora. To sprawia także, że serialowe wątki stają się wiarygodne.

Rozmawiała Małgorzata Pokrycka.

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Kurier TV

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Malgorzata Socha | Mąłgorzata Socha | życia | socha

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje