Reklama

Magdalena Zawadzka: Kobieta spełniona

Kobieta wielkiej skromności i wielkiego serca. We wszystkim szuka pozytywów. Mówią o niej: anioł w ludzkim ciele. Trudno z tym polemizować.

Jest kobietą ciepłą i pogodną. Nigdy nie narzeka, przyjmuje życie z całym jego bogactwem. Magdalena Zawadzka (69 l.) nie raz już zmagała się z przeciwnościami losu, ale nigdy się nie poddała. Nadal robi to, co kocha najbardziej. I śmiało może nazywać siebie kobietą spełnioną...

Reklama

Emanuje pani wspaniałą dojrzałością kobiety spełnionej.

Magdalena Zawadzka: - Najwyższa pora. Mamy tylko jedno życie, więc trzeba je przeżyć najlepiej jak potrafimy. Powinniśmy znajdować czas i energię na swoje pasje. Robić to, co kochamy najbardziej...

... i udowadniać, że poradzimy sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu?

- Tak, chociaż czasami życie daje nam się wyjątkowo we znaki! Nawet do tego stopnia, że możemy stracić wiarę i jakąkolwiek nadzieję. Pięć lat temu, gdy zmarł mój mąż, przeżywałam najcięższe dla mnie chwile i jeżeli nadal mogę nazywać się osobą spełnioną, to wyłącznie dlatego, że miałam bardzo szczęśliwe życie - zarówno prywatne, jak i zawodowe. I to ono właśnie jest podstawą mojej przyszłości. Nawet gdy to co najpiękniejsze skończyło się i już nigdy nie wróci.

Skąd znalazła pani w sobie siłę po tak wielkiej stracie?

- Nie jestem silna, tylko walczę ze wszystkimi swoimi słabościami. Nie pozwalam sobie też na narzekanie. Wiem, że najłatwiej jest oczekiwać pomocy od innych. Ale zawsze uważałam - i nadal uważam - że trzeba liczyć przede wszystkim na siebie. A bycie samodzielną daje wielką satysfakcję.

Kiedyś świat wyglądał zupełnie inaczej. Ludzie nie wymagali od siebie i od rzeczywistości aż tak wiele.

- Tak samo wymagali, mieli takie same ambicje i spełniali się we wszystkich dziedzinach. Ale byli bliżej siebie, rozmawiali, częściej spotykali się ze sobą i mieli więcej czasu na życie.

To jak w takim razie odnajduje się pani we współczesnej rzeczywistości?

- Nie mam wyjścia! Trzeba iść z duchem czasu. Dlatego, tak samo jak inni, korzystam z telefonu komórkowego, z komputera. Latam samolotami i jeżdżę szybkim i dobrym samochodem. Staram się nie narzekać na rzeczywistość. Nie zamartwiam się, że jest tak, a nie inaczej. We wszystkim staram się odnajdywać pozytywne aspekty.

I chyba właśnie za to optymistyczne podejście tak bardzo uwielbiają panią mężczyźni.

- A o to trzeba byłoby już ich zapytać. Ale od razu dodam, że jestem odporna na komplementy.

Co różni dawnych mężczyzn od dzisiejszych?

- Ludzie zawsze są tacy sami. Tak samo kochają, nienawidzą, popełniają błędy. Gdybyśmy na przestrzeni wieków mogli się zmieniać, stawalibyśmy się coraz lepsi. A tak nie jest. Zmieniają się tylko obyczaje.

Zatem jak zabiegają o panią dzisiejsi wielbiciele?

- Przede wszystkim dostaję od nich kwiaty. Ale to co dla mnie najważniejsze, to piękne listy i słowa. A one jak wiadomo potrafią zdziałać cuda. To zaczyn do tego, aby każdy kolejny dzień był piękny i udany.

Pani Magdaleno, w jaki sposób udało się pani pogodzić pracę z wychowaniem syna na tak wartościowego i mądrego mężczyznę?

- Tak jak każdej matce... Nie demonizujmy naszego zawodu. Są kobiety, które pracują jeszcze ciężej, mają mnóstwo przeróżnych zobowiązań i kilkoro dzieci na głowie. A poza tym według mnie w wychowaniu nie ma żadnych reguł. Czasami, jak to w moim przypadku było, wystarczy dobry przykład dawany dziecku i dom, w którym wszyscy się kochają i szanują.

Pani na szczęście się to udało.

- Cieszę się, że mój syn jest takim człowiekiem, jakim go sobie wymarzyłam. To bez wątpienia mój największy sukces. Jestem z niego szalenie dumna. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że podziwiam go za wiele jego dokonań - i to nie tylko zawodowych.

A co ze ślubem pani syna? Odbył się już?

- Tak, ale wolałabym o tym nie mówić. Przyznam tylko, że czasami we wspomnieniach wracam do miejsca, gdzie się odbył. Bo Tajlandia jest cudowna. Wyjechaliśmy z kraju, dzięki temu uniknęliśmy niezdrowej sensacji, która nikomu z nas nie była potrzebna.

Zmieniły się jakoś wasze relacje, gdy syn założył własną rodzinę?

- W ostatnim czasie mieliśmy dla siebie mało czasu. Ale doskonale go rozumiem. Mamy wprawdzie inne zawody, ale pracujemy w podobny sposób. Niemniej jednak tak samo się kochamy, szanujemy, dbamy o siebie i myślimy o sobie. Jesteśmy dla siebie najważniejszymi ludźmi na świecie.

Spotykacie się na niedzielnych obiadach?

- To w naszym przypadku byłoby szalenie trudne do zrealizowania. Obydwoje w niedziele często pracujemy. Dlatego też nie mamy o to do siebie żadnych pretensji. Spotykamy się natomiast w każdej wolnej chwili. Nie ma dla nas najmniejszego znaczenia czy jest to niedziela, czy też inny dzień tygodnia.

A jak czuje się pani jako teściowa?

- Ja już jakiś czas temu powiedziałam synowi, że będę kochała wszystko to, co on będzie kochał...

Jest pani zatem bardzo wyrozumiałą matką...

- Nie wtrącam się w decyzje syna. To zupełnie nie leży w mojej naturze. Nienawidziłam tego, gdy byłam młodą dziewczyną. Dlatego teraz nie chcę powielać błędów moich rodziców.

A co pani dało macierzyństwo? Coś istotnego?

- Trzeba przeżyć to na własnej skórze, żeby to w pełni zrozumieć. Macierzyństwo to jeden z najpiękniejszych stanów w życiu kobiety. Nie wiem, jak mogłam żyć bez dziecka. Dopiero po urodzeniu syna zrozumiałam, że moje życie do jego przyjścia na świat, to było zupełnie inny rodzaj szczęścia. Dziecko dało mi pełnię szczęśliwego życia.

Alicja Dopierała

Najlepsze programy, najatrakcyjniejsze gwiazdy - arkana telewizji w jednym miejscu!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Świat & Ludzie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Zawadzka | Zawadzkie | Kobieta spełniona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje