Reklama

Magda Gessler: Czuję się jak na środku oceanu

Magda Gessler znana jest z tego, że nie przebiera w słowach. W „Kuchennych rewolucjach” ostro przywołuje do porządku właścicieli restauracji, kucharzy i kelnerów. Nie inaczej postąpiła w czwartek wieczorem, kiedy pojawiła się w relacji na żywo na instagramowym koncie Agaty Młynarskiej. Tym razem zrugała jednak Polaków, którzy nie przestrzegają zaleceń dotyczących niewychodzenia z domu bez wyraźnej konieczności. I stwierdziła, że jeśli tak dalej pójdzie, to sytuacja w Polsce będzie przypominać to, co stało się we Włoszech.

Magda Gessler

"Rozmawiałam dziś z dyrektorem jednego z najważniejszych szpitali zakaźnych w Polsce, był przerażony, kiedy wyjechał w teren. Przed jednym z dyskontów znanej sieci w kropeczki zobaczył tłok w kolejce. Powiedział, że te dwumetrowe odległości nie mają znaczenia. Po szynkę? Warto? Dlaczego musimy się tłoczyć, ludzie chyba to kochają, a tu chodzi o życie naszych bliskich (...) Czy to jest jakieś wyzwanie? Ruletka? Żyj albo nie żyj?" - irytowała się w rozmowie z Młynarską restauratorka. I dodała, że jej zdaniem Polsce wciąż grozi włoski scenariusz. "Jeśli ruszymy na święta, to mamy gwarantowany na koniec maja rozkwit jak we Włoszech" - powiedziała.

Gessler stwierdziła też, że postawa naszych rodaków byłaby inna, gdyby wprowadzono surowsze kary. Tak, jak w Kanadzie, gdzie aktualnie przebywa jej mąż. "Mimo że jest tam dużo mniej zgonów, wprowadzono wojsko, które pilnuje, żeby nie wychodzić z domu, a za przyjęcia, w których uczestniczą więcej niż cztery osoby są kary 50 tysięcy dolarów. Może takie kary trzeba u nas wprowadzić, żebyśmy zrozumieli, jakim zagrożeniem jest koronawirus".

Reklama

Według Magdy Gessler sytuacji nie sprzyja polskie zamiłowanie do tradycji. "Przez Wielkanoc, przez naszą obyczajowość, chęć podzielenia się jajkiem albo wypicia jednego, możemy stracić przyszłość" - stwierdziła restauratorka. I dodała, że ma dla Polaków radę. "Żebyśmy zminimalizowali świąteczne oczekiwania, żeby to było bardziej w duszy niż na stole, żebyśmy nie stali w kretyńskich kolejkach, bo będziemy mieć produkt, a nie będziemy mieć zdrowia".

Magda Gessler zwróciła też uwagę, że powinniśmy mieć na uwadze nie tylko zdrowie, ale również to, że brak dyscypliny pogrąży polską gospodarkę. "Jeżeli będziemy się zachowywać tak idiotycznie jak dzisiaj przed dużymi sklepami, to będzie to trwało do Gwiazdki. Ja jestem pracodawcą, utrzymuję moich pracowników, ale jak tak dalej pójdzie, to nie będzie mnie na to stać" - wyjaśniła. Podkreśliła również, że emisję jej programu zawieszono z troski o restauracje, które przeszły metamorfozę, a których z powodu pandemii klienci nie mogliby odwiedzić. "Wstrzymaliśmy 'Kuchenne rewolucje' aż do jesieni, więc dajcie nam szansę, żeby to się skończyło" - powiedziała.

Zapytana przez Agatę Młynarską o to, kiedy polskie restauracje wrócą na rynek, Gessler przyznała, że nie ma pokrzepiających prognoz. "Restauracje zostaną na szarym końcu, bo są ważniejsze rzeczy, które muszą funkcjonować. Przykro mi to mówić, ale restauracje są w tym momencie biznesem drugorzędnym i wiele z nich nie ma szans na zaistnienie w ciągu roku". Właścicielom lokali gastronomicznych poradziła, by przestawili się na robienie posiłków na wynos. "Choć to ma szansę powodzenia w dużych miastach, bo na wsiach i w małych miasteczkach restauracja to jest miejsce najmniejszej potrzeby rodzinnej" - przyznała.

Powiedziała też, że w trudnym czasie kwarantanny odkrywa w sobie ogromne pokłady siły, o które się nie podejrzewała, jednak nawet ona obawia się o przyszłość swoich biznesów. "Czuję się jak na środku oceanu, woda jest ciepła, umiem pływać, nie ma rekinów, ale nie wiem jak daleko jest do brzegu, czy podpłynie do mnie jakiś statek, czy helikopter zrzuci mi linę... Jak długo wytrzymam? Nie wiem" - powiedziała smutno restauratorka.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Magda Gessler

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje