Reklama

Reklama

Maciej Zakościelny szalał na deskorolce

Maciej Zakościelny wybrał się ze starszym synem, 5-letnim Borysem, do skateparku w swoim rodzinnym mieście, czyli Stalowej Woli. W tych okolicznościach naszły go wspomnienia, gdy jako młody chłopak szalał na deskorolce. W tej pasji, jak wyznaje na Instagramie, nieraz dawał się ponieść brawurze.

Maciej Zakościelny wybrał się ze starszym synem, 5-letnim Borysem, do skateparku w swoim rodzinnym mieście, czyli Stalowej Woli. W tych okolicznościach naszły go wspomnienia, gdy jako młody chłopak szalał na deskorolce. W tej pasji, jak wyznaje na Instagramie, nieraz dawał się ponieść brawurze.
Maciej Zakościelny /AKPA

Maciej Zakościelny wzdycha, że jego syn ma nieporównywalnie lepsze warunki do jazdy na hulajnodze, niż on, gdy przed laty robił ewolucja na deskorolce. "Co my byśmy dali, aby mieć chociaż kawałek takiego Skate Parku, kiedy zaczynaliśmy (chyba jako jedni z pierwszych) jazdę na streecie w naszym rodzinnym mieście. Jedna skocznia własnoręcznie zrobiona ze sklejki i ochraniacze na piszczele, których też wtedy nigdzie nie mogliśmy dostać, aby już się nie kaleczyć przy slajdach" - aktor pisze na Instagramie.

Wyczyny Zakościelnego były tyleż efektowne, co niebezpieczne. "Schody, murki, rurki, jazda trzymając się autobusu - to był sztos" - wspomina amant polskiego kina. Ta brawura miała swoje konsekwencje. W jednym z wywiadów Zakościelny wyznał, że zaliczył kiedyś wywrotkę, która skończyła się połamaniem palców u ręki. Z tego powodu przez pewien czas nie mógł kontynuować lekcji gry na skrzypcach.

Reklama

Wśród różnorodnych zainteresowań Macieja były również treningi karate i motocykle. O tej drugiej pasji opowiedział kilka dni temu na Instagramie. Szczytem jego marzeń była motorynka.

"Pamiętam swoją pierwszą jazdę 'motorynką', miałem chyba 6 lat. Kumpel powiedział: naciskasz sprzęgło, wrzucasz bieg, puszczasz wolno sprzęgło i dodajesz gazu. Pomyślałem, daj już człowieku się 'karnąć', bo nie wytrzymam. Boże, jaka to była podnieta wsiąść i ruszyć. Kumple stali i patrzyli, a ja ruszyłem (chyba za trzecim razem się udało. Jadę i słyszę, żebym wracał. No to zawracam tyle, że drogi zabrakło, taki miałem promień skrętu" - relacjonował Zakościelny.

PAP life
Dowiedz się więcej na temat: Maciej Zakościelny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL