Reklama

Liszowska: Jestem temperamentna

Szczęśliwa jest wtedy, gdy może być aktywna. Joanna Liszowska jako jurorka w "Got To Dance. Tylko Taniec" i Patrycja w "Przyjaciółkach" z pewnością nie narzeka na nudę. Ale pełnię szczęścia czuje przy córce i mężu.

- Decyzję, gdzie zamieszkamy, będziemy podejmować, gdy Emma będzie starsza, bo rodzina jest dla mnie najważniejsza - mówi Joanna Liszowska, o swoim życiu pomiędzy Polską a Szwecją, gdzie mieszka jej mąż Ola Serneke.

Reklama

Patrycja bardzo się zmieniła po pierwszym sezonie "Przyjaciółek"?

- Staram się, aby pozostałą tą samą dziewczyną, którą widzowie poznali w pierwszym sezonie serialu. Dlatego nadal tryska energią i nie brakuje jej temperamentu. Staną przed nią jednak bardzo duże wyzwania, które stanowić będą próbę dla związku z ukochanym, a także dla jej optymistycznego podejścia do życia.

Prywatnie pani chyba też nie brakuje temperamentu?

- Tak, jestem osobą temperamentną i często rozpiera mnie energia. Nawet, gdy zmęczona całym dniem przychodzę wieczorem do teatru. Wystarczy, że przekroczę próg i automatycznie nabieram energii. Uwielbiam to, co robię i tę adrenalinę związaną z wyjściem na scenę. Dodatkowo, podobnie jak grana przeze mnie Patrycja, staram się patrzeć na świat optymistycznie. Wielokrotnie w swoim życiu przekonałam się, że pozytywne myślenie przyciąga pozytywne rzeczy.

Serialowe przyjaciółki znają się jeszcze z czasów liceum - czy w pani przypadku tego rodzaju relacje przetrwały?

- Utrzymanie takich relacji jest bardzo trudne i zależy od wielu czynników. Ale mam dwie bliskie koleżanki, jeszcze z czasów podstawówki, z którymi staram się utrzymywać kontakt. Już na etapie liceum nasze drogi się rozeszły, więc było nam o wiele ciężej pielęgnować tę relację. Obie mają mężów obcokrajowców i mieszkają za granicą. Natomiast zawsze staramy się sygnalizować przybycie do Polski i od czasu do czasu udaje nam się spotkać.

Między aktorkami przyjaźń jest możliwa? Nie ma zazdrości o role?

- To zależy wyłącznie od człowieka. Nie ma znaczenia, jaki kto wykonuje zawód, bo zazdrość o sukces może pojawić się w każdym środowisku. Jeśli ktoś jest pogodzony ze sobą, wie, kim jest i czego chce od życia, to niezależnie od tego, jak układa mu się w życiu zawodowym, będzie życzliwy dla ludzi. Środowisko, w którym pracuję, jest dość specyficzne i nietrudno tu o zawiść czy zazdrość, ale to kwestia relacji między ludźmi, a nie między aktorkami.

Rozmawiała Paulina Masłowska

Na co do kina?

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje