Reklama

Liber: Jestem jak generał

Liber, czyli Marcin Piotrowski, zdobył już serca wielu fanek. Artysta opowiada o swoich pozamuzycznych pasjach, podejściu do popularności, a także zdradza zawodowe plany na najbliższą przyszłość.

"Tele Tydzień": Zebranie swojej drużyny do "Bitwy na głosy" kosztowało cię dużo wysiłku?

Reklama

Liber: - To nie było proste zadanie. Śpiewających ludzi jest sporo, ale ja szukałem takich, którzy w głosie mają coś przyciągającego uwagę, coś zaskakującego. Poza tym liczyła się osobowość. Poszukiwałem osób, które napędzą atmosferę. Wszystko musi stanowić spójną całość, a nad tym ja sprawuję silną władzę.

Masz w sobie tyle siły, aby poskromić to całe towarzystwo?

- Oczywiście, nie mam z tym problemu. Już na etapie castingów mianowałam siebie generałem. Rzuciłem słowo 'generał' dla żartu, a moja drużyna to podłapała i tak już zostało.

Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką?

- Kultura hiphopowa spowodowała, że stałem się muzykiem. Nie należałam do dzieci, które występują na scenie, śpiewają, recytują. Byłem nieśmiały. Interesowała mnie piłka nożna i parę innych rzeczy. Miałem jednak wielką pasję, która zdominowała moje życie - pisałem wiersze. Dostałem bzika na punkcie rymowania.

Twierdzisz, że nie potrafisz śpiewać? Zaskakująca szczerość!

- Nie udaję kogoś, kim nie jestem. Nut nie znam do dziś, śpiewać nie umiem. Ale rozpoznać, co jest dobre w muzyce, potrafię. Nie zawsze trzeba mieć papier na coś, co się lubi robić. Ja mam papiery na zupełnie coś innego.

Na co?

- Jestem po technikum energetycznym. Później ukończyłem akademię rolniczą na wydziale inżynierii. Poznałem fajnych ludzi i studenckie życie - nie zamieniłbym tego na nic innego. Ale już na studiach wiedziałem, że nie będę pracował w zawodzie.

Jak rodzice przyjęli twoją decyzje, że zostaniesz muzykiem?

- Szczerze? Do czasu pierwszego sukcesu słyszałem: 'Ścisz to!'. Miałem w pokoju wielkie głośniki i całe dnie potrafiłem pisać teksty przy włączonej muzyce. Gdy rodzice zobaczyli, że to ma sens, zaczęli bardzo mnie wspierać.

Podobno masz wielu fanów. Jak się z nimi kontaktujesz?

- Przede wszystkim na moim portalach społecznościowych. Staram się być aktywny, wrzucam sporo zdjęć, dzielę się swoimi przemyśleniami.

Od lat jesteś związany z wokalistką Sylwią Grzeszczak, dlaczego tak rzadko razem pojawiacie się publicznie?

- Nie czujemy potrzeby afiszowania się razem. Trzeba oddzielać pracę od życia prywatnego.

Twoje najbliższe plany?

- Chcę nagrać płytę z Rafałem Brzozowskim, z którym nagrałem już wiele piosenek. Są na płycie 'Magia Footbolu', którą wydałem w maju. Dwie są też na płycie Rafała, jedna 'Katrina', będzie drugim singlem promującym płytę.

Rozmawiała Edyta Karczewska.

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje