Katarzyna Glinka: Marzę o roli dramatycznej

Zrobiła sobie przerwę od "Barw szczęścia", aby odpocząć od swojej bohaterki. - Ale po wakacjach Kasia Górka wróci i to w dramatycznych okolicznościach - zdradza Katarzyna Glinka. Aktorka jednak chciałaby grać nie tylko w serialach. - Marzę o roli dramatycznej - mówi.

Katarzyna Glinka na premierze sztuki "DalidAmore, czyli kochaj, całuj i płacz" w Teatrze Kwadrat (kwiecień 2018)

Katarzyna Glinka gra głównie w serialach ("Barwy szczęścia", "Na dobre i na złe", "Tancerze"). Ma na swym koncie także role w filmach, zazwyczaj komediowych, jak "Na układy nie ma rady", "7 rzeczy, których nie wiecie o facetach", "Wkręceni", "Na układy nie ma rady", "Och, Karol 2" czy "Wyjazd integracyjny".

Reklama

Aktorka brała również udział w popularnych programach telewizyjnych, m.in. "Gwiazdy tańczą na lodzie", "Taniec z gwiazdami" czy "Twoja Twarz Brzmi Znajomo".

- Teraz marzę o roli dramatycznej - mówi Glinka.

Tymczasem aktorka wraca na plan "Barw szczęścia".

W nowych odcinkach szykuje się pani wiele scen z Marietą Żukowską, która gra Bożenę, pracującą w służbach.

- Nasze drogi rzeczywiście się przetną. Scenarzyści "Barw szczęścia" bardzo się postarali, aby powrót Kasi do kraju obfitował w pełne emocji wydarzenia. Mam dużo trudnych scen do grania, bo w życiu mojej bohaterki będzie się teraz sporo dziać!

Pamięta pani ten moment, gdy postanowiła zostać aktorką?

- To nastąpiło dość późno, w liceum. Zapisałam się do kółka teatralnego w moim rodzinnym Dzierżoniowie i po cichu, nieśmiało zaczęłam marzyć o szkole teatralnej. Nikomu o tym nie mówiłam i tak naprawdę bardzo się tego wstydziłam.

Dlaczego? Czy w Dzierżoniowie nikt nie miał takich marzeń?

- Teraz świat jest globalną wioską, ale w tamtych czasach z mojej miejscowości najdalej jechało się do Wrocławia, a nie do szkoły w Łodzi czy Warszawie. Takie myślenie było przez moich rówieśników odrzucane i wyśmiewane i ja się z tym trochę kryłam, wolałam nie opowiadać, jak daleko sięgają moje marzenia.

A rodzice co na to?

- Mamie, nauczycielce historii, pomysł się podobał. Tata, mocno stąpający po ziemi ekonomista, z początku nie był zachwycony, bo wiedział, że życie aktora nie jest usłane różami. Chyba bał się, że spotka mnie rozczarowanie, ale gdy dostałam się na studia, był ze mnie bardzo dumny.

Po skończeniu szkoły teatralnej myślała pani: "Mam świat u stóp!" czy: "Co ja zrobiłam?!"?

- Skończyłam szkołę z wyróżnieniem, więc najpierw sądziłam, że zawojuję świat. A potem dotarło do mnie, że nie dostałam żadnej propozycji współpracy z teatrem, a kolejną myślą było, że teraz się zaczną schody. Z ogromnej euforii wpadłam w przerażenie, że nie mam pracy. To był dla mnie trudny czas.

I co pani zrobiła?

- Wyjechałam na pół roku do San Diego w USA. To była świetna decyzja. Pracowałam jako kelnerka w restauracji, ale miałam też kontakt z tamtejszymi filmowcami. Bardzo dobrze czułam się wśród Amerykanów, pasowała mi ich mentalność. W Polsce po studiach wszyscy mi mówili: "No, to teraz ustaw się w kolejce i długo, długo stój, bo dopiero zaczynasz i nic nie umiesz". W Stanach, gdy opowiadałam, że jestem po łódzkiej szkole filmowej, spotykałam się z dużym zachwytem. Moi rozmówcy potrafili mnie bardzo dowartościować, mówiąc: "O, to musisz być świetna!". Moje samopoczucie ,natychmiast się poprawiało. Dlatego teraz uważam, że tak właśnie należy wychowywać dzieci, motywując je i chwaląc, a nie podcinając im skrzydła. Gdy wróciłam ze Stanów, byłam tak podbudowana, że znów zrobiłam rundę po teatrach i tym razem dostałam dwie propozycje pracy.

Wykorzystuje pani te doświadczenia, wychowując syna?

- Tak. Przykładam dużą wagę do tego, aby mój sześcioletni Filip miał poczucie, że jest wspaniały taki, jaki jest, i że to jedyne w swoim rodzaju i bezcenne.

Co lubicie razem robić?

- Podróżować! Filip już jako maluch był w Tajlandii i w Afryce, oczywiście w tych najbezpieczniejszych klimatycznie regionach, w Stanach Zjednoczonych i Meksyku. Widzę, że go to bardzo rozwija. Gdy wracamy, wklejamy do albumu notatki i zdjęcia, a potem planujemy kolejną podróż. Lubimy też jeździć na rowerach, gramy w tenisa i planszówki, chodzimy nad Wisłę. Filip kocha też gotować, to jest nasza wspólna pasja.

Jako Kasia Górka zdobyła pani dużą popularność. Zdarzają się zaskakujące dowody sympatii ze strony fanów?

- Widzowie traktują mnie jak kogoś bliskiego, jakbym była członkiem ich rodziny. Bywa, że nagle na ulicy podchodzą i zaczynają mnie ściskać. To, owszem, miłe, ale trochę kłopotliwe. (śmiech)

Rozmawiała Katarzyna Ziemnicka


Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Glinka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje