Reklama

Jerzy Stuhr: Wielka siła w słowach

Aktor, reżyser i... bajkopisarz! To gorący okres dla Jerzego Stuhra - po premierze kontrowersyjnego "Obywatela" czas na "Rewizora". Jak się jednak okazuje, działalność pozasceniczna jest dla artysty równie ważna. Komu pomaga w wolnym czasie?

To nie pierwsze spotkanie Jerzego Stuhra z "Rewizorem" z tym arcydziełem rosyjskiej dramaturgii. Gogolowski "Rewizor" nie traci na aktualności od prawie 180 lat. Aktor wcielił się w postać Horodniczego w 1980 roku w krakowskim Starym Teatrze. Teraz powrócił w tej samej roli, a także został reżyserem tego najważniejszego premierowego spektaklu Teatru Telewizji w tym roku (premiera 24 listopada o 20:25 w TVP1).

Reklama

Wygląda na to, że temat ponadczasowych ludzkich przywar i układów funkcjonujących w społeczeństwie, jest mu ostatnimi czasy szczególnie bliski. Prawie miesiąc po premierze jego najnowszego filmu "Obywatel" nie milkną dyskusje, jakie wywołał ten obraz.

Jerzy Stuhr chciał być głosem swojego pokolenia, jednak zarzuca mu się, że przedstawił nasze społeczeństwo jako antysemickie i ksenofobiczne. Wiele scen z życia filmowego Jana Bratka to historie z życia aktora.

Zapytany, czy to jego dzieło życia, odpowiedział: - Tak uważam. Na pewno był też dla mnie najtrudniejszym filmem, pod względem technicznym, bo to obraz historyczny.

Jerzy Stuhr nigdy nie odcina się od przeszłości, która go ukształtowała. W 2011 roku zdiagnozowano u niego nowotwór krtani. Kiedy udało mu się wyjść z tej trudnej próby obronną ręką, postanowił pomóc ludziom, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Tak powstało krakowskie Centrum Psychoonkologii, które udziela pacjentom po diagnozie oraz ich najbliższym, niezbędnej opieki psychologicznej.

Choć wcześniej nie bardzo wierzył, że w zwykłych słowach może tkwić tak ogromna siła, teraz przekonał się, jaką mogą mieć moc i postanowił zrobić także coś dla najmłodszych. Właśnie ukazała się książka "Kto tam zerka na Kacperka?" autorstwa Jerzego Stuhra i jego córki Marianny. Aktor przyznaje, że jego obowiązkiem było co wieczór opowiedzieć swoim dzieciom historię bohatera, który miał na imię Kacperek.

- Wymyślałem jego przygody po spektaklu, w samochodzie, bo maluchy inaczej nie chciały iść spać - wspomina. Teraz dorosła już Marianna zilustrowała bajeczkę o ciekawskim chłopcu, a syn Maciej nagra ją w formie audiobooka.

NHL

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje