Reklama

Jasiek Mela w "Tańcu z gwiazdami"!

- Nie jestem celebrytą - twierdzi Jasiek Mela, który prowadzi Fundację "Poza Horyzonty". Mając 13 lat uległ chłopak ciężkiemu wypadkowi - poraził go prąd i amputowano mu lewe podudzie oraz prawe przedramię. Jesienią zobaczymy go w show "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami".

Obecnie Jasiek Mela chodzi dzięki temu, że ma protezę. Nie przeszkodziło mu to w 2004 roku - wspólnie z Markiem Kamińskim - zdobyć oba bieguny, zaś w 2008 roku Kilimandżaro.

Reklama

PAP Life - Czuje się pan najsłynniejszym podróżnikiem wśród osób mających problemy ze zdrowiem? Specjalnie nie używam słowa niepełnosprawnym, gdyż nie wiem, czy to adekwatne określenie w pana przypadku.

Jasiek Mela: - Nie lubię słowa niepełnosprawny, jak i popularny. Podchodzę do tej tzw. sławy z dużym dystansem. Od lat staram się, aby nie pochłonęły mnie media. Ten świat medialny jest dosyć dziwny, próżny. Staram się kontakt z dziennikarzami traktować jako element pracy, wyłącznie jako użyteczne narzędzie.

Dzięki mediom jest głośno o pana Fundacji "Poza Horyzonty".

- I dlatego zgadzam się na różne propozycje mediów, w tym na przykład udział w show "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami" w jesiennej jego edycji.

Do tego tematu jeszcze wrócimy, ale skoro w naszej rozmowie pojawił się temat fundacji, to może przybliżmy jej historię. Powstała w 2008 roku.

- Początki na pewno były bardzo trudne. Wspólnie z przyjaciółmi założyłem ją w czasie kryzysu. Wiele osób nam odradzało, twierdziło, że to najgorszy moment na ruszanie z nią. Doszedłem jednak do wniosku, że możemy nie robić nic, albo tyle, ile możemy. Może mam szczęście, że wyszło. A skąd się wziął pomysł na nią? Zainspirowały mnie spotkania z ludźmi, którym brakuje czegoś w życiu. Może to być brak finansów na zakup protezy. Nie chcę jednak, aby nasza organizacja stała się takim punktem do wydawania darmowych protez. Staramy się ludzi, którzy się do nas zgłaszają - głównie są to osoby po amputacjach - odpowiednio motywować do życia. Szczegóły dotyczące naszej organizacji znajdują się na stronie internetowej pozahoryzonty.org.

Nie jest tajemnicą, że uwielbia pan podróże i to niemal od dziecka. Jak można wyczytać w życiorysie "urodzony 30 grudnia 1988 roku w Gdańsku, ale wychował się w Malborku. Od końca 2009 roku mieszka w Krakowie".

- Tak, kocham podróże, zresztą to, co opisują media to tylko te głośne wyprawy, jak podróż na biegun. Jednak najbardziej sobie cenię udział w podróżach, na które sam zapracowałem. Oczywiście świat interesuje zawsze to, co najwyższe, najdalsze, itd.. Dla mnie jednak dużo większym wyzwaniem niż na biegun jest np. wyprawa autostopem po Norwegii czy samotny wyjazd do Azji na cztery miesiące. W takich przypadkach muszę przecież wszystko sam ogarnąć organizacyjne, sfinansować. Dlatego potem mam większą satysfakcję, jeśli tego typu projekt uda się zrealizować.

Czy teraz udaje się panu jechać na takie prywatne wyprawy, czy ta rozpoznawalność, medialność jest tak duża, że jest to niemożliwe?

- Na szczęście nie jestem celebrytą, nie zaczepiają mnie ludzie na ulicy. Mogę prowadzić normalne życie. Od ponad roku planuję z tatą wyjechać na Syberię. Chcemy zobaczyć zamarznięty Bajkał oraz odwiedzić łagry, do których była zesłana moja babcia. Nie ukrywam, że potem chciałbym wykorzystać to doświadczenie, aby zorganizować wyprawę z osobami niepełnosprawnymi przez wspomniane jezioro, gdy jest skute lodem. Takich i innych planów mam w głowie kilka. Jak to się mówi, z każdego szczytu widać trzy kolejne.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W 2013 roku w kinach pojawił się fabularny film "Mój biegun", opowiadający historię Jaśka Meli, najmłodszego w historii zdobywcy dwóch biegunów, który mając 13 lat uległ poważnemu wypadkowi. Zobacz zwiastun:

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Mówi pan, ze nie jest celebrytą. Jednak udział we wspomnianym show tanecznym na pewno nie pomoże panu w zachowaniu prywatności. Dlaczego zdecydował się pan na udział w tym przedsięwzięciu?

- Decyzja na tak była dla mnie bardzo trudną. Już sama propozycja bardzo mnie zaskoczyła. Zgodziłem się, bo właśnie przez największe media można docierać najdalej do ludzi, a chcę motywować ludzi do wiary w swoje możliwości pokazując, że i bez nogi można tańczyć. Poza tym mój udział na pewno będzie miał jakiś sens, bo połowę dochodów z każdego odcinka przekażę mojej fundacji. Czyli zostaną przeznaczone na realną pomoc osobom po amputacjach, które tego bardzo potrzebują. Powoli zbieram pieniądze na domek pod Krakowem, więc drugą połowę przeznaczę na to.

Odniosłem wrażenie, że jest pan osobą, które ceni sobie swoje życie prywatne. Zgadzają się na udział we wspomnianym programie ryzykuje pan, że będzie ona mocno ograniczana. Media jeszcze bardziej zainteresują się, kim jest Jasiek Mela.

- Jestem niemal pewien, że to zainteresowania będzie tylko chwilowe. Będzie nadawany program i chwila koniecznego szumu, a potem znów spokój. Negatywne komentarze pod moim adresem pojawiają się niemal od zawsze. Niestety, wiele osób w naszym społeczeństwie szuka tylko dziur w całym. Nie ma sensu się tym przejmować. Jeśli wiem, że działam uczciwie, to ludzie mogą sobie mówić co chcą. Spodziewam się uwag w stylu, że w programie mogę liczyć tylko na punkty przyznawane z litości. Wierzę, że oceniane będą jednak tylko moje umiejętności taneczne.

A jakie ma pan doświadczenie w tańcu?

- Praktycznie zerowe, więc będzie to dla mnie duże wyzwanie. Ale jak da się wejść bez nogi na Elbrus czy przebiec maraton, to z pewności można i tańczyć.

Rozmawiał Rafał Czerkawski (PAP Life)

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje