Reklama

Jan Tomaszewski: Głupota komentatorów

Za którą drużynę będzie trzymał kciuki legendarny bramkarz Jan Tomaszewski, uczestnik piłkarskich MŚ RFN 1974 (trzecie miejsce Polski) oraz srebrny medalista olimpijski z Montrealu (1976), podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Brazylii?

Jedzie pan na mundial do Brazylii czy wybiera telewizor i kapcie?

Reklama

Jan Tomaszewski: - Zostaję w kraju, choćby z uwagi na obowiązki polityczne.

A obowiązkiem będzie również obejrzenie każdego spotkania?

- Nie. Nastawiam się raczej na mecze z udziałem potentatów. Potyczki zespołów, które dostały się na MŚ z geograficznego klucza, mniej mnie interesują. Ale nie twierdzę, że to niesprawiedliwy klucz. Jest słuszny chociażby przez wzgląd na popularyzację futbolu na świecie, bo ci najsłabsi też się pokażą w trzech meczach. To przyciągnie na stadiony wielu młodych ludzi.

Historia pokazuje, że ci maluczcy lubią jednak płatać figle...

- To prawda. Bo te słabsze ekipy szykują się na mecze grupowe. Stąd właśnie niespodzianki. Potentaci z kolei muszą oszczędzać szczyt formy na później, mając na uwadze siedem spotkań. Żarty kończą się dopiero na 1/8 finału. Klasyczny przykład mieliśmy na poprzednim mundialu, w RPA, gdzie Hiszpanie rozpoczęli rywalizację od 0:1 ze Szwajcarią, a później sięgnęli po tytuł. Bo Szwajcarzy od początku byli w stuprocentowym gazie.

"W gazie" od początku muszą być gospodarze, kibice mają w końcu swoje żądania. Brazylijczykami znów dyryguje Luiz Felipe Scolari, który doprowadził ich do złota MŚ w 2002 r. Wierzy pan w takie magiczne powroty?

- Przede wszystkim - Brazylia będzie grała w dwunastu. Mają Neymara, spółkę i swoją publiczność, są więc dla mnie głównym faworytem. Gdy chodzi o drużyny europejskie, lidera upatruję w Niemcach. Schweinsteiger, Goetze i inni grają przecież w Bayernie Monachium, który pod batutą Pepa Guardioli przeszedł na system gry Barcelony. Tzn. potrafi długo przetrzymywać piłkę, szukając dogodnej okazji lub decydować się na prostopadłe podanie do skrzydła. A co do Scolariego? Kto by Brazylijczyków nie prowadził, zawsze mają kłopot bogactwa. Kluczowa sprawa: jak pocelują z formą. Ona musi rosnąć z meczu na mecz, nie powinni się popisywać od początku. Nie chodzi o to, by spotkanie otwarcia z Chorwacją wygrać 10:0. Trzeba strzelić 1-2 bramki i kontrolować wydarzenia.

Która grupa jest najciekawsza?

- Mnie się wydaje, że "D" z Anglią, Włochami, Urugwajem i Kostaryką. Każda z tych drużyn może przejść dalej, a ja boję się o Anglików, bo ta ich reprezentacyjna piłka coś podupada.

A kiedy my znów zagramy na wielkiej imprezie?

- Uważam, że dostaniemy się na ME 2016, o ile Adam (trener Nawałka - przyp. red.) uzbiera 7 punktów w pierwszych meczach - z Gibraltarem na wyjeździe oraz Niemcami i Szkocją u siebie.

Mecze woli pan oglądać wśród ludzi czy w samotności?

- Zawsze oglądam w samotności, nie lubię podpowiadaczy. Wystarczą mi ci z telewizora. Kiedy gra nasza drużyna, zawsze spodziewam się głupoty wielu naszych komentatorów. Każdy chce się popisać i każdy chce się podlizać. Efektem tego podlizywania jest dziś 77. miejsce naszej reprezentacji w rankingu FIFA. Ostatnio podniecaliśmy się remisem z niemiecką młodzieżówką.

Rozumiem, że nie spodziewa się pan zaproszeń do telewizyjnego studia?

- Nie, nie spodziewam się. Jestem politykiem, nie mógłbym ich przyjąć. Chyba że vis-a-vis mnie usiadłby Roman Kosecki (śmiech).

Rozmawiał Wojciech Koerber.

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Super TV

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje