Reklama

Jan Suzin: Wielka klasa i niezwykły głos

Spiker, prezenter telewizyjny i konferansjer o wdzięku przedwojennego arystokraty. Jego charakterystyczny, niski głos znali chyba wszyscy widzowie TVP. Przez cztery dekady Jan Suzin przeczytał dla nas tysiące filmów.

Jan Suzin był jednym z najsłynniejszych spikerów w historii TVP

- Siedząc przed mikrofonem, nie wolno sobie wyobrażać, że mówi się do milionów, lecz zawsze do jednego człowieka - przekonywał.

Legendarny spiker, konferansjer, głos Dziennika Telewizyjnego oraz wyczekiwanych w napięciu przez cały kraj westernów i kryminałów, był prawdziwą ikoną małego ekranu. I choć dziś chyba nikt nie wyobraża sobie Telewizji Polskiej bez Jana Suzina, to o jego karierze, jak to często bywa, zdecydował przypadek.

Kariera dzięki "awarii"

Reklama

Z wykształcenia był architektem, absolwentem Politechniki Warszawskiej i to z tą dziedzina wiązał swoją przyszłość. Na początku lat 50. był jednym z członków zespołu projektującego stołeczną Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową. W 1956 roku razem ze swoim ojcem Leonem (także architektem) przygotował projekt rekonstrukcji i odbudowy warszawskiego Kościoła Garnizonowego przy ul. Długiej.

Pewnego dnia Zenon (bo tak miał na imię), nudząc się niemiłosiernie, znalazł w "Expressie Wieczornym" interesujące ogłoszenie. Szukano kandydatów na telewizyjnych spikerów. W Polsce w tym czasie telewizja istniała zaledwie 4 lata. Stały program nadawano tylko przez trzy godziny, we wtorki i piątki - z Doświadczalnego Ośrodka Telewizyjnego przy ulicy Ratuszowej. Ogłoszone eliminacje były pierwszym taki konkursem w historii raczkującej TV.

- Poszedłem, nie wahając się, choć też nie przypuszczając, by miało z tego wyniknąć coś na całe życie - przyznał po latach. Na eliminacje stawiło się około dwa tysiące śmiałków. Wysokiemu, kulturalnemu blondynowi o pięknym, głębokim głosie prowadzący "casting" reżyser Adam Hanuszkiewicz postawił zadanie: - Jest awaria i trzeba "wypełnić" dziurę w programie - zarządził, myśląc pewnie, iż młody człowiek sobie nie poradzi. - Mam dla Państwa dobrą wiadomość. Po przerwie szykujemy rzecz, która na pewno się Państwu spodoba. Otóż Telewizja Polska kupiła w Paryżu serię filmów dla panów, które będziemy nadawać codziennie w godzinach wieczornych - zaimprowizował odważnie kandydat i... stanowisko otrzymał. Przez ostre eliminacyjne sito przeszedł wraz z nim Eugeniusz Pach.

Cztery dekady

Pierwszy swój film - francuską komedię "Wakacje pana Hulot" - zapowiedział 26 listopada 1955 roku. W latach 70. był prezenterem "Dziennika Telewizyjnego". Prowadził programy rozrywkowe, m.in. - "Turniej miast" i "Dobry wieczór, tu Łódź". Czytał też materiały informacyjne w "Sondzie". Nie wzbraniał się przed przyjmowaniem roli konferansjera w eleganckim garniturze. Całymi latami razem z Krystyną Loską składał życzenia na Boże Narodzenie, z Edytą Wojtczak zaś - na Nowy Rok. Na 40-lecie TVP zostali wybrani parą najbardziej lubianych postaci małego ekranu.

Po ogłoszeniu stanu wojennego do drzwi pana Jana zapukał "ośnieżony żołnierz" i zabrał go na Woronicza: - Pewnie tak jak innym kazano by mi wskoczyć w mundur. Zadaliśmy jednak przytomnie pytanie, czy ktoś wyobraża sobie Edytę w mundurze i udało nam się od ich noszenia wymigać. W politykę mieszać się nie chciał. Na wizji recytował komunikaty wojskowe, tak, by było widać, że to z kartki, a nie od niego.

A filmy z Suzinem-lektorem? Przeczytał ich tysiące! Głos miał magiczny - czarował nim nawet, gdy zdarzały mu się wpadki! Są pewnie wśród Państwa tacy, którzy pamiętają go czytającego "Przylądek strachu" i... dźwięk dyskretnie przewracanych kartek, dobiegający zza ekranu. Sam w filmach grywał rzadko, a jeśli już, to... spikerów.

Bez pożegnania

Ostatni dyżur miał 41 lat po swoim debiucie - 26 listopada 1996 r. - Życzę Państwu dobrej nocy - powiedział na zakończenie programu. Następnie wyszedł ze studia i już nigdy nie wrócił, nie informując telewidzów o swoim odejściu z Woronicza.

- Kiedyś praca była bardziej nerwowa, ale dawała dużo satysfakcji, bo spiker brał bezpośredni udział w programie i wiedział, o czym mówi - wspominał już jako emeryt. Choć uwielbiał pracę, sam telewizor włączał rzadko. Pod koniec życia był swoim ulubionym medium rozczarowany: - Telewizja powinna nieść radość - żalił się. - A teraz, gdy włączy się telewizor, ma się wrażenie, że świat to wyłącznie katastrofy, wypadki i zbrodnie.

Jan Suzin zmarł po ciężkiej chorobie 22 kwietnia 2012 r. w jednym z warszawskich szpitali.

Maciej Misiorny

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jan Suzin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje