- Na planie jestem punktualny i przygotowany. Umiem tekst, praca idzie szybko, reżyser jest zadowolony. Wszystko układa się tak, jak powinno - mówi Henryk Gołębiewski.Spotykamy się na planie nowego serialu "Lombard. Życie pod zastaw", który jesienią zobaczymy na antenie stacji TV Puls. Mam wrażenie, że to pana kolejna szansa od filmowego świata.
- Czy ja wiem? Od dłuższego czasu gram w serialu "Świat według Kiepskich", więc nie jest tak, że ktoś musiał mnie z szafy wyciągać. (śmiech) Aktor jest aktorem i nie ma dla niego znaczenia czy gra mniej, czy więcej - zawsze musi być przygotowany. Ucieszyłem się z tej propozycji współpracy, zwłaszcza że z reżyserem już nieraz pracowałem, a ze Zbyszkiem Buczkowskim też znamy się od wielu lat.
W "Świecie według Kiepskich" gra pan Tadeusza Bociana, częstego bywalca sklepu Malinowskiej, z kolei w najnowszym serialu jest pan stałym klientem lombardu...
- Ziutek musi sobie "jakoś" radzić, wynosi więc z domu różne rzeczy i wstawia je do lombardu pod zastaw. Nieważne, jak cenną rzecz przyniesie, zawsze dostaje za nią dwie dychy. Wszystko, co przyjmą od niego pracownicy, potem odkupuje jego żona. I tak w koło Macieju! Mój bohater to w gruncie rzeczy dobry człowiek, tylko z problemami. Początkowo reżyser zakładał, że pojawię się w jednym odcinku, tymczasem rolę rozpisano na całą serię. Okazało się, że Ziutek robi dobrą robotę. Ludzie lubią się śmiać, a mój wątek jest komediowy.
Jest jeszcze jakieś pana niezrealizowane marzenie aktorskie?
- Myślę pozytywnie, kierując się maksymą - "Bądź cierpliwy, a zostaniesz wynagrodzony". I tak czekam. Prawda jest taka, że niewiele ode mnie zależy, ale każdą propozycję traktuję bardzo serio i cieszę się, że mogę pracować.
Dość późno zdecydował się pan na założenie rodziny. Teraz jest pan szczęśliwym mężem i ojcem.
- Między mną a żoną jest siedemnaście lat różnicy, ale ja tego nie czuję. Najważniejsze, żeby ludzie się dogadywali, a reszta nie ma znaczenia. Moja córka Róża ma dziewięć lat, fajna dziewczynka, gadatliwa i bardzo ładnie śpiewa. Próbowaliśmy ją zabrać na casting, ale nie była tym zainteresowana, więc zrezygnowaliśmy. Nie chcemy jej zmuszać.

Ma pan poczucie, że ktoś nad panem czuwa?
- Od zawsze. Patrzę na to swoje życie i wiem, że jestem dzieckiem szczęścia.
Rozmawiała Ola Siudowska
























