Reklama

"Hell's Kitchen": Czas na gorący finał

To już ostatni pojedynek w kuchni z piekła rodem. Kto wyjdzie z niego zwycięsko i zdobędzie staż w Atelier Amaro? - Od dawna mam faworyta do wygranej - zdradza szef diabelskiej restauracji.

Już 12 maja wielki finał trzeciej edycji największego kulinarnego show w Polsce. Ostateczną rywalizację w "Hell's Kitchen" będą obserwować: Agnieszka Popielewicz, Honorata Skarbek, Rafał Maserak oraz zwycięzcy poprzednich edycji programu - Łukasz Kawaller i Monika Dąbrowska.

Reklama

Oprócz degustowania dań przygotowanych przez finalistki, zaproszeni goście będą mieli ogromny wpływ na to, kto wygra program. Po serwisie wypełnią oni bowiem specjalną ankietę, której wyniki pomogą szefowi Wojciechowi Modestowi Amaro wyłonić zwyciężczynię trzeciej edycji "Hell's Kitchen".

Przypomnijmy, że o miejsce w finałowej rozgrywce walczą Celina Statkiewicz, Katarzyna Domańska i Klaudia Chamarczuk. Tylko dwie z nich będą miały szansę zawalczyć o 100 tysięcy złotych i pracę w Atelier Amaro.

Jak ocenia pan uczestników trzeciej edycji programu? Prezentowali wysoki poziom?

Wojciech Modest Amaro: - Podobało mi się, że byli to młodzi ludzie mający dużo pozytywnej energii. Gdy przyszło do gotowania, było już gorzej, aczkolwiek nie mogę odmówić im zaangażowania i chęci. Za każdym razem jest to proces uczenia uczestników zachowania w kuchni, dbałości o detale i etyki w odniesieniu do produktu oraz klienta. W programie wszyscy pokazali wolę walki, dużo emocji i charakter. Za to ich cenię.

Nie sądzi pan, że mieli nieco łatwiej - kucharze z dwóch poprzednich sezonów przetarli im szlaki, więc wiedzieli już, czego się po panu i show spodziewać.

- Nie ma czegoś takiego w kuchni, jak "łatwiej". Im trudniej, tym więcej się uczymy, głównie na błędach i niestety kosztem gości, ale jest to nieodzowny element progresu w każdej dziedzinie. "Hell's Kitchen" to kuchnia bez scenariusza, a zatem łatwiej jest tylko wtedy, gdy opanowują wiedzę, emocje i uważnie słuchają, co do nich mówię.

Który z zawodników zaskoczył pana pozytywnie, a może przeciwnie, poraził brakiem kulinarnego talentu?

- Nie chcę nikogo wyróżniać, będzie przecież tylko jeden zwycięzca. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że mimo wielu potknięć uczestnicy naprawdę stawali do walki z nastawieniem, że się da. To ważna cecha, ponieważ mieli całe pasmo porażek i czasami po ludzku mogli odpuścić. Dobrze, że tego nie zrobili. Jeśli chodzi o umiejętności kulinarne, to każdy ma swoje tempo przyswajania wiedzy i wyciągania z doświadczeń - również tych złych - wniosków. Ile zatem wycisną ze swojego pobytu w show, zależy tylko od nich.

Czy ma pan swojego faworyta do wygranej?

- Mam i na pewno przyjmiemy go do atelier z takim samym entuzjazmem jak poprzednich zwycięzców. Łukasz Kawaller oraz Monika Dąbrowska są ze mną i cały czas intensywnie się rozwijają - to sprawia mi wielką satysfakcję.

A jak ocenia pan pracę swoich nowych sous chefów, sprawdzili się w boju?

- Oboje stanęli na wysokości zadania. Paulina Sawicka pokazała niezłomny charakter, lojalność oraz wnikliwość obserwacji. Lubię ludzi, którzy mają kręgosłup i nie zbaczają z obranej drogi, pilnują standardów. Piotr kierował swoim zespołem bardzo dojrzałe, myślę, że kulinarnie mocno się rozwinął. W niczym nie przypomina osoby, którą poznałem. Jego charakter budzi skrajne emocje, ale w pracy jesteśmy po to, by ją solidnie wykonać i on to robi tak, jak sobie tego życzę.

Nie zmęczyła pana rola szefa z piekła rodem? Jeśli powstanie czwarta edycja show, ponownie stanie pan na czele "Hell's Kitchen"?

- Praca w kuchni jest fizycznie bardzo wyczerpująca, ale jeżeli mogę kogoś nauczyć nowego myślenia o gotowaniu, podzielić się wiedzą i doświadczeniem, to robię to chętnie. Jeśli będę potrzebny, jestem do dyspozycji.

Rozmawiała: Joanna Bogiel-Jażdżyk

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje