Reklama

Grażyna Wolszczak: Od 12 lat w "Na Wspólnej"

Już 27 stycznia serial "Na Wspólnej" będzie świętował kolejną rocznicę. Z tej okazji Grażyna Wolszczak, która od samego początku wciela się w postać Basi, wspomina swój pierwszy dzień na planie.

Jak trafiła pani do serialu?

Grażyna Wolszczak: - Brałam udział w castingu, który składał się z wielu etapów. Minęło kilka miesięcy, zanim wyłoniono całą obsadę.

To były przesłuchania do roli Basi?

- Najpierw dostałam do zagrania scenę Izabeli, a następnie Basi. W końcu twórcy zdecydowali, że będę Basią. Wtedy trochę tego żałowałam, ponieważ postać Izy w oryginale przypominała legendarną Alexis z "Dynastii". Czarny charakter lepiej się gra, ale Ania Korcz, która dostała tę rolę, wolała jednak wzbudzać sympatię widzów.

Reklama

Ale lubi pani swoją bohaterkę?

- Oczywiście, szybko się do niej przyzwyczaiłam, choć jak każdy aktor wolę kreować postaci charakterystyczne, niż miłe i niekontrowersyjne. Na szczęście, zawsze cieszę się z tego, co mam.

Pamięta pani swój pierwszy dzień na planie serialu?

- To było duże wydarzenie, bo po raz pierwszy spotkała się cała ekipa. Pojawili się także producenci z Wielkiej Brytanii. Nie mogliśmy uwierzyć, że mamy 20 minut, a nie kilka godzin, by nakręcić jedną scenę. Nie byliśmy wtedy przyzwyczajeni do takiego systemu i tempa pracy. Reżyser Robert Klenner, który pracował przy takim serialu w Australii, udowodnił nam, że jest to możliwe.

Sądziła pani, że przygoda z serialem "Na Wspólnej" potrwa tak długo?

- Kiedy zaczęliśmy zdjęcia, "Moda na sukces" była już emitowana od kilkunastu lat. Dlatego żartowaliśmy, że pracę mamy zapewnioną do końca życia.

Przez 12 lat bardzo się państwo ze sobą zżyli?

- Jesteśmy jak rodzina i nie mam na myśli tylko aktorów, ale całą ekipę odpowiedzialną za powstawanie serialu. Urodziło się nam mnóstwo dzieci, parę osób też, niestety, odeszło.

Scenarzyści nadal potrafią panią zadziwić?

- Waldek Obłoza ciągle proponuje twórcom swoje pomysły na przygody Romana, ja z kolei czekam, aż sami mnie zaskoczą (śmiech). Myślę, że jego taktyka jest lepsza, ale po prostu mamy różne charaktery.

Czy Basia w końcu pozna prawdziwą twarz Smolnego?

- Wierzę, tak jak i moja bohaterka, iż Smolny nie jest zły. Tym bardziej, że Krzysztof zacznie nad sobą pracować, pójdzie na terapię, choć pewnie nieraz się jeszcze potknie.

Zamierza pani zrezygnować z aktorstwa? Pytam, ponieważ jakiś czas temu została pani prezesem Fundacji Garnizon Sztuki.

- Skądże! Kocham to, co robię! Na tym etapie traktuję tę aktywność jako misję i przygodę. Nie wykluczam, że przyjdzie moment, w którym będę musiała z czegoś zrezygnować. Póki co mam frajdę i z grania, i z uczenia się nowych rzeczy.

W ramach działań fundacji zamierza pani stworzyć nową scenę teatralną w Warszawie.

- Zawsze zazdrościłam kolegom biorącym sprawy w swoje ręce. Wreszcie sama postanowiłam spróbować. Pierwszą premierę planujemy w listopadzie. Będzie to sztuka "Damy i huzary" Aleksandra Fredry w gwiazdorskiej obsadzie, wystąpią m.in. Jolanta Fraszyńska, Joanna Kurowska i Adam Woronowicz. Marzy mi się, by śmieszyć, wzruszać i skłaniać do refleksji. Szlachetny teatr środka - brylantowe aktorstwo w znakomitej reżyserii i nowoczesnej scenografii. Nie będziemy jednak ograniczać się tylko do teatru. Przedstawienia będą wystawiane w Klubie Dowództwa Garnizonu Warszawa.

Dlaczego właśnie tam?

- To świetne miejsce w sercu Mokotowa, jakiś czas temu w jego siedzibie gościł Teatr Kwadrat. Na jesieni będzie po kapitalnym remoncie.

Ale wojskowy ośrodek kultury? To wieje nudą!

- Nudą? Tak jak armia staje się nowoczesna, związana z nią kultura także się zmienia!

Rozmawiała Małgorzata Pokrycka.

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Kurier TV
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy