Reklama

Glinka jak Penelope Cruz

Katarzyna Glinka znana jest widzom przede wszystkim, jako gwiazda seriali takich jak "Tancerze", czy "Barwy Szczęścia". Obecnie możemy ją także zobaczyć w produkcji TVN "Taniec z gwiazdami".

Mimo że wszyscy mówią, że jest ładna i miła, aktorka zapewnia, że jednak nie jest taka słodka.

Reklama

- Potrafię tupnąć nogą i rzucić talerzem o ścianę - przyznaje Kasia. Uważa, że bardziej przypomina bohaterkę filmu "Vicky Cristina Barcelona", graną przez Penélope Cruz.

- Jest tam scena, w której kłóci się ona ze swoim filmowym mężem. To ja! Pełna pasji, namiętności i krzyków, czysta furia - śmieje się Kasia.

Jako aktorka jest stale narażona na krytykę, a uśmiech pomaga jej ukryć niepewność. W rodzinnym domu w Dzierżoniowie nigdy nie brakowało miłości.

- Mama ma uczucia na wierzchu. Przytula, głaszcze, kocha bezkrytycznie. Ale nigdy nie była nadopiekuńcza. Uczyła mnie odpowiedzialności za siebie. Może dlatego nie musiałam się buntować - wyznaje aktorka.

W szkole podstawowej zafascynowana była religią, do tego stopnia, że przebierała się za zakonnicę. Do tego wszystkiego, zamiast odrabiać lekcje przesiadywała godzinami w zakrystii z ulubioną siostrą Adelą...

- Modliłam się wtedy: "Boziu, proszę spraw, bym nie dostała dwói". A gdy mówiłam mamie, że pójdę do zakonu, odpowiadała: "Będzie, jak zechcesz" - mówi Kasia.

Mama bezkrytycznie akceptowała życiowe wybory Kasi. Ale to tata bardziej motywował ją do działania i był wobec niej krytyczny. - Sprowadzał mnie na ziemię: "Aktorka? Co to za zawód?!"- załamywał ręce, kiedy dwukrotnie zdawała do szkoły teatralnej.

Ojciec Kasi chciał, by została lekarzem, prawnikiem lub ekonomistą- jak on. Jednak stał od początku na straconej pozycji. - Z charakteru jestem do niego podobna. Tak samo uparta - dodaje gwiazda.

Od mamy wie, że dziś jest z niej dumny, choć wciąż jest wobec niej krytyczny.

- Mówi: "Widziałem jakiś fragment. Zagrałaś sztucznie". Dzięki niemu nigdy nie wpadnę w samozachwyt - mówi Kasia.

Męża Przemka poznała na lotnisku w Wiedniu. Kasia wracała z wakacji z rodzicami, a on z wyjazdu służbowego. - Stał za mną przy odprawie paszportowej. Przyglądał się. Myślałam, że jest obcokrajowcem, bo miał rozjaśnione na blond włosy, co 8 lat temu u mężczyzny było rzadko spotykaną ekstrawagancją. Zagadałam więc do niego po angielsku - wspomina aktorka.

Nie chcieli żyć na kocią łapę tak jak ich znajomi, których kilkuletnie związki się rozpadły. Sześć lat temu wzięli ślub. - Wiem, że małżeństwo to nie recepta na trwały związek, ale dla nas było deklaracją, że będziemy dbać o to, co stworzyliśmy - wyznaje.

Oboje są niezależni, ale pracują nad kompromisem. Kasia pozwala Przemkowi czuć się mężczyzną.

- Proszę, by zmienił żarówkę, mimo że umiem. Powstrzymuję się, by sama kupić kran i zlewozmywak - śmieje się Kasia.

Para nie ma dzieci, ale jak aktorka podkreśla, że nie wyobraża sobie bez nich życia. - I mam nadzieję, że wszystko przede mną. Przed nami.

A.B.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje