Reklama

Ellen DeGeneres w ogniu krytyki

Słynna komiczka znów znalazła się w ogniu krytyki. Tym razem jednak nie ze względu na toksyczną atmosferę panującą na planie jej programu, a zachowanie, którym pochwaliła się w najnowszym wywiadzie. Prowadząca „The Ellen DeGeneres Show” ujawniła, że w zeszłym miesiącu zawiozła swoją chorą żonę do szpitala. Problem w tym, że wcześniej brała tabletki nasenne i wypiła kilka napojów z wyciągiem z konopii. Odbiorcy zarzucili jej nieostrożność i lansowanie szkodliwych postaw.

Ellen DeGeneres w programie "Jimmy Kimmel Live"

W ostatnim czasie wizerunek Ellen DeGeneres został mocno nadszarpnięty. Słynna komiczka i prezenterka z ulubienicy Ameryki w ciągu kilku miesięcy przeistoczyła się w jedną z najmniej lubianych gwiazd. Wszystko za sprawą szokującego raportu opublikowanego przez "BuzzFeed News", z którego wynikało, że na planie programu "The Ellen DeGeneres Show" regularnie dochodziło do mobbingu, zastraszania pracowników oraz dyskryminacji rasowej. Ellen przeprosiła, ale teraz nad jej głową znów zebrały się czarne chmury. Wszystko przez szczere wyznanie, które padło w programie "Jimmy Kimmel Live!".

DeGeneres opowiedziała tam o kulisach dramatycznej sytuacji, do jakiej doszło kilka tygodni temu. Pewnego marcowego wieczoru prezenterka znalazła swoją żonę Portię zwijającą się z bólu na podłodze ich sypialni. Jak się później okazało, przyczyną jej dolegliwości było zapalenie wyrostka robaczkowego. Gwiazda zareagowała błyskawicznie i zawiozła ukochaną na ostry dyżur. W rozmowie z Kimmelem komiczka ujawniła, że zanim usiadła za kierownicą, wypiła kilka napojów konopnych i spożyła tabletki nasenne. "Chelsea Handler poleciła mi te napoje. Nie wiem, co zawierają - CBD albo THC. Wypiłam jeden i nic nie poczułam, więc sięgnęłam po kolejne dwa, a potem wzięłam dwie tabletki na sen z melatoniną" - zdradziła DeGeneres.

Reklama

Wypowiedź ta oburzyła internautów, którzy zarzucili gwieździe lekkomyślność i lansowanie szkodliwych postaw. "Prowadząca talk show bez skrępowania przyznaje się do prowadzenia samochodu pod wpływem narkotyków. Jej program powinien zostać teraz zbojkotowany" - stwierdziła stanowczo jedna z komentujących sprawę na Twitterze osób. "Wydaje mi się, że jest na tyle bogata, że mogła znaleźć kierowcę, który zawiózłby ją i jej żonę do szpitala" - zaznaczył inny odbiorca. "Przecież od tego są karetki!" - wtórował mu kolejny. "Mam serdecznie dosyć ludzi, którzy sądzą, że należy im się specjalne traktowanie i przywileje, tylko dlatego, że są sławni" - dodał inny użytkownik Twittera.

Odbiorcy zwrócili też uwagę na fakt, iż Jimmy Kimmel pominął temat zarzutów, jakie byli pracownicy wysunęli pod adresem DeGeneres. "Zamiast doprowadzić do konfrontacji i zapytać o to, co naprawdę nurtuje teraz widzów, skupił się na jej zawodowych projektach i paleniu marihuany. Typowe ocieplanie wizerunku koleżanki" - skwitowała jedna z internautek. "Ellen nie musiała się stresować niewygodnymi pytaniami. Może to był warunek, jaki postawiła przed wywiadem?" - zastanawia się z kolei portal "The Daily Beast". Faktem jest, że niedawny skandal sporo kosztował DeGeneres - straciła miano ulubienicy Ameryki, a oglądalność jej programu wyraźnie spadła. Według raportu, który w marcu opublikował "The New York Times", od września liczba widzów "The Ellen DeGeneres Show" zmniejszyła się o rekordowe 43 proc. Opowieści o jeżdżeniu pod wpływem raczej nie przyciągną przed ekrany widzów.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ellen DeGeneres

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje