Reklama

Reklama

Edyta Bieńczak: Ostatnie pożegnanie zmarłej dziennikarki RMF FM

Na Cmentarzu Centralnym w Sanoku odbył się pogrzeb dziennikarki RMF FM Edyty Bieńczak. Zmarła nagle 29 września. Miała 37 lat.

Edyta Bieńczak(1984-2021)

Edyta Bieńczak w radiu RMF FM pracowała od września 2008 roku. Na co dzień była wydawcą RMF24.pl i Faktów RMF FM.

W środę została pochowana na Cmentarzu Centralnym w Sanoku.

"Edyta kochała to miasto i na każdym kroku podkreślała, że urodziła się właśnie w Królewskim Wolnym Mieście Sanok. Spędziła tam niemal połowę swojego życia. Często je odwiedzała, wielokrotnie prosto po pracy w radiu wsiadała w bus ze swoją kolorową walizką. Jechała do swojej rodziny, swoich bliskich, przyjaciół..." - napisali we wspomnieniu przyjaciele Bieńczak z RMF FM.

Reklama

"Potrafiła pięknie mówić o swoim rodzinnym gnieździe, o sławnym 'sanockim' malarzu - Zdzisławie Beksińskim, o urokliwych uliczkach, o tym, jak jej miasto rozkwita. Kiedy wracała z wizyt rodzinnych, zawsze przywoziła nam jakieś miejscowe słodkości. I zdarte gardło..." - napisali radiowi przyjaciele dziennikarki.

Ostatnia rozmowa telefoniczna

Ostatnią telefoniczną rozmowę z Edyta Bieńczak wspomniał dziennikarz RMF FM Marek Balawajder.

"Zadzwoniłaś ze szpitala. We wtorek około 17.00. 'Cześć Marek, tu Bieńczak - cztery słowa. Głos był trochę słaby, lekko zmęczony ale ten sam. Głos Edi. "Wiesz trochę źle się czuję, potrzymają mnie tu dwa, trzy dni i wracam do pracy" - wyszeptała. Ok, Edzia czekamy. Trzymaj się i niczym nie przejmuj - krótka to była rozmowa. Edi i my czekamy. Zasiedziałaś się pewnie w innej redakcji. Gdzieś tam, nie wiadomo gdzie. Może wysoko, a może blisko tuż tuż? Tego jeszcze nie wiemy. Ale jest pewność, że piszesz tam o ukochanym hokeju, o cudownym Sanoku, o Nowej Hucie, która stała się twoim drugim domem. Edka, nie siedź tam zbyt długo, bo nam tutaj, u nas jesteś bardzo potrzebna. I nie tańcz gdzieś na imprezach w zaświatach, bo parkiet u nas czeka na Ciebie. I nie uśmiechaj się tylko do Pana Boga! On ma dużo takich cudownych aniołów, my mieliśmy cię tylko jedną" - napisał Balawajder.

Edytę Bieńczak wspomniał również dziennikarz Bogdan Zalewski.

"Po informacji o jej nagłej śmierci w naszym newsroomie przez parę sekund zapadła cisza, spadła jak nóż, a potem wszystkich ogarnęła rozpacz. To niemożliwe! Dosłownie trzy dni temu widzieliśmy ja w pracy! Biła od niej ta sama radość, co zwykle. Zawsze kiedy pojawiała się w redakcji internetowej rmf24.pl, wprowadzała taką słoneczną aurę. To nie jest żadna przenośnia. Edytka miała taki ciepły, dziewczęcy głos. A kiedy wróciła w tym roku z wakacji z nad Bałtyku to tak jakby przywiozła stamtąd słońce we włosach. Taki bardzo jasny blond" - przyznał Zalewski.

Edyta Bieńczak: Odważna, prostolinijna i bardzo delikatna

"Edyta nie była jedynie głosem, który zamawiał korespondencje z Londynu. Raz w roku, podczas zgrupowań, przeprowadzaliśmy ze sobą rozmowę, która zostawała na dłużej. Zazwyczaj nad ranem, kiedy można było sobie powiedzieć wszystko. Taką mieliśmy tradycję. Była pięknym człowiekiem, czystą duszą. Bez najmniejszego śladu cech, którymi zazwyczaj uprzykrzamy ludziom życie. Kiedy mówiła o swoich pasjach, stawała się światłem. Gdy skarżyła się na niesprawiedliwy świat, robiła to z chęci pomocy i zmiany. Wiem, że nie ograniczała się jedynie do słów. Manifestowała swoje przekonania na ulicach. Była odważna, prostolinijna i bardzo delikatna. W całej gamie kolorów jaką była, szczególnie szanowała biel i czerń" - tak z kolei zapamiętał Bieńczak korespondent RMF FM w Londynie, Bogdan Frymorgen.

Dziennikarz Michał Dobrołowicz przypomniał z kolei fragment jednego z ostatnich mejli, jakie otrzymał od zmarłej koleżanki. "'Michaś STRASZNIE STRASZNIE STRASZNIE STRASZNIE Ci dziękuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! nie wiem co bym dzisiaj bez Ciebie zrobiła.... zrobiłeś dla mnie mnóstwo rzeczy DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :************************** mam nadzieję że porządnie odpoczniesz w weekend! -))))))))))))))))))))) ściskam mocno i całusy!! :*********** -)))))))))))))))))))))))))))' - to fragment jednego z ostatnich e-maili, jakie dostałem od Edyty. Z jednej strony, potrafiła docenić to, co robią inni i ile wkładają w to pracy. Z drugiej, bardzo dużo wymagała od siebie. Od Edyty można było uczyć się umiejętności skoncentrowania na jednej rzeczy. Konkretnym artykule. Jednym akapicie. Wybranym zdaniu. Mimo wielu bodźców dookoła: rozmów, żartów, depesz agencji informacyjnych, telefonów, powiadomień, ona nie szła w ilość, tylko w jakość. Nigdy w bylejakość" - napisał Dobrołowicz.

INTERIA/RMF
Dowiedz się więcej na temat: Edyta Bieńczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje