Reklama

Dorota Kolak: Aktorstwo konserwuje

Dorota Kolak opowiada o tym, jaka jest naprawdę, kto się nią inspiruje i jak wygląda życie z drugim aktorem.

W tym roku mija 7 lat od czasu, kiedy przyjęła pani rolę Anny w "Barwach szczęścia". W większości związków to krytyczny moment...

Dorota Kolak: - Przeżyliśmy różne sytuacje, ale teraz mam wrażenie, że tematy, które gram, są ważne, interwencyjne. I to mi sprawia satysfakcję. Zabieram głos w jakiejś sprawie, może nie na skalę światową, ale społecznie istotnej.

Społecznie istotna była też rola szalonej emerytki Irenki w "Przepisie na życie". Spodziewała się pani tak wielkiego sukcesu tej postaci?

- Nie miałam do tej pory doświadczeń o takim zasięgu. Już czytając scenariusz czułam, że to jest fajnie napisane. Ale nie przyszło mi do głowy, że ta czwórka emerytów będzie tak postrzegana. Do dziś ludzie pamiętają o tym serialu i czerpią z niego inspirację. Bo odczarował on emerytów i pokazał, że mają jeszcze przed sobą trochę prawdziwego życia. Ze swojej perspektywy uważam, że aktorstwo konserwuje i zmusza do pracy na najwyższych obrotach. Myślę, że ten sam wiek u kogoś, kto siedzi za biurkiem i u aktora to są chyba różne rzeczy. Ale może obrażam urzędniczki?

Reklama

Do której z bohaterek pani bliżej - do Anny czy Ireny?

- Gdyby zrobić miks tych postaci, byłoby w sam raz. Z jednej strony mam w sobie chęć uporządkowania wszystkiego i rozmowy na istotne tematy, a z drugiej jeszcze jest we mnie trochę radości życia i odwagi.

Pani mąż, Igor Michalski, też jest aktorem. Jak to wpływa na wasze codzienne życie?

- Nie ulega wątpliwości, że oboje jesteśmy silnymi osobowościami i kiedy się kłócimy, jest to awantura na najwyższym światowym poziomie. Ale też na tyle się ogarniamy, że szybko zaczynamy rozmawiać jak ludzie. Wspieramy się w porażkach, a przy sukcesach chłodzimy sobie głowy. Świętujemy, ale zawsze sobie mówimy: spokojnie, spokojnie, jest jeszcze parę szczytów do zdobycia! Mamy też wyrozumiałość dla swoich aktorskich humorów i wtedy schodzimy sobie taktownie z drogi.

A jak wyglądają u państwa święta Bożego Narodzenia?

- Wszyscy czekamy na takie bycie ze sobą bez zegarka. Cieszę się na wspólne lepienie pierogów z córką, na wspólne robienie ryby z teściową. Ale się nie napinam. Ten okres przygotowawczy jest w gruncie rzeczy dla mnie najprzyjemniejszy - wspólnota przy garach czy bycie w tych zapachach domowych razem nastraja mnie bardzo pozytywnie.

Robi pani sobie noworoczne postanowienia?

- Nie, ja jestem zodiakalnym Bliźniakiem. Lewa strona coś postanowi, a prawa już przekłada to na następny miesiąc. Chociaż tegoroczne postanowienie udało mi się zrealizować. Złożyłam pracę habilitacyjną i jestem z tego bardzo dumna! Jeszcze tej habilitacji nie dostałam, ale póki co zrobiłam, co mogłam.

Rozmawiała Ewa Gassen-Piekarska.

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Teleświat
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy