Reklama

Dlaczego "Grę o tron" pokochały miliony ludzi? Naukowcy już znają odpowiedź

Zespół badaczy złożony z matematyków, fizyków i psychologów postanowił zbadać fenomen sagi "Pieśń lodu i ognia" i nakręconego na jej podstawie serialu "Gra o tron". Jednym z powodów, dla którego naukowcy pochylili się nad tą sprawą, jest desperacja fanów, którzy coraz ostrzej naciskają na autora sagi, by ukończył i wydał kolejny tom.

Emilia Clarke w scenie z finałowego sezonu "Gry o tron"

W czasopiśmie "Proceedings of the National Academy of Sciences", wydawanym przez amerykańską Narodową Akademię Nauk, pojawił się artykuł o tym, w jaki sposób autorowi sagi "Pieśń lodu i ognia", na podstawie której powstał serial "Gra o tron", udało się wzbudzić tak ogromne zainteresowanie odbiorców. Badacze z uniwersytetów w Wielkiej Brytanii i Irlandii wyliczyli, że George R.R. Martin wykreował w swoich książkach ponad 2 tysiące postaci, pomiędzy którymi zachodzi ponad 41 tysięcy interakcji społecznych (czyli: nie są sobie obojętne). Wydaje się, że to wystarczająco dużo, by czytelnik się nie pogubił albo nie znudził. Pozornie.

Naukowcy stwierdzili, że relacje między postaciami sagi Martina są bardzo realistyczne, dzięki czemu odbiorca może się zidentyfikować z bohaterami (albo ich polubić, albo znienawidzić w oparciu o własne doświadczenia). Życiowe jest także to, co z początku stawiano Geroge’owi R.R. Martinowi jako zarzut - że bohaterowie, z którymi sympatyzujemy, giną nagle, wręcz na "chybił trafił". Okazuje się, że to było dobre posunięcie. "Nawet najbardziej dominujące postacie - ci, którzy opowiadają historię - mają przeciętnie tylko 150 kluczowych relacji, czyli tyle, ile może zarejestrować przeciętny ludzki mózg" - można przeczytać w oświadczeniu naukowców z uniwersytetu Cambridge.

Reklama

Pozostali bohaterowie służą płynności narracji. Smoki i magicy to już rodzynki w tym cieście - smakołyki dla miłośników gatunku fantasy, którzy bez tych figur mogliby się czuć zdezorientowani.

Zespół badawczy odkrył też, że "sieci narracyjne" w książkach Martina są bardzo podobne do tych, które można znaleźć w islandzkich sagach z przedziału IX-XI wieku.

Powyższe odkrycia pozwoliły badaczom na określenie swoistego przepisu na hit literacki. Po pierwsze, uwagę czytelnika pozwala utrzymać nieoczekiwana sekwencja znaczących wydarzeń. To powoduje, że nie odrywa się on od książki (lub filmu), bo "musi" dowiedzieć się, dlaczego coś się wydarzyło i co zdarzy się później. Po drugie: czytelnik "kupuje" ciąg zdarzeń, jeśli są one realistyczne i mają odniesienie także do świata współczesnego.

Gdyby jacyś naukowcy pochylili się nad "Wiedźminem" Andrzeja Sapkowskiego, prawdopodobnie wynik ich badań byłby podobny. Oba dzieła mają wiele wspólnego. Poza tym, że serial nakręcony według prozy Martina miał 8 sezonów, a "Wiedźmin" jak dotąd tylko jeden.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gra o tron

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje