Reklama

Były pracownik atakuje TVP

Były pracownik TVP Jakub Kwiatkowski zaatakował telewizję publiczną, nazywając ją TV KŁAMSTWEM. W opublikowanym na Facebooku wpisie nie oszczędził także swych byłych kolegów. "Dziennikarskie zombie, które tkwią w chocholim tańcu na cześć i chwałę prezesa" - napisał Kwiatkowski.

Jakub Kwieciński przez osiem lat był dziennikarzem TVP

Jakub Kwieciński pracował w TVP w latach 2010-2018, gdzie zajmował się "promocją filmów i seriali". Pracę w telewizji publicznej stracił po opublikowaniu w internecie świątecznej piosenki ze swym życiowym partnerem Dawidem.

Reklama

O Jakubie i Dawidzie, parze homoseksualistów nagrywających teledyski do znanych utworów, zrobiło się głośno już w 2016 roku, kiedy zrealizowali własny klip do piosenki Roxette.

Po trzech latach od rozstania z TVP Jakub Kwieciński postanowił opisać sytuację, jaka panowała na Woronicza. Przyznaje, że najtrudniejsze były trzy lata pierwszych rządów Jacka Kurskiego.

"Patrzyłem, jak rozwalane są kolejne programy, jak wyrzucani są kolejni porządni dziennikarze, a ja naiwnie myślałem - zostaję żeby ratować co się da - że jak powróci do Polski normalność, to żeby nie zostały tam same zgliszcza. Przez te trzy lata widziałem naprawdę wiele" - pisze Kwieciński.

I wylicza przypadki cenzury w Telewizji Polskiej. "Nagle na dzień przed emisją jednego z gotowych filmów dokumentalnych o 'Solidarności' przychodzi rozkaz z samej góry: usunąć z niego ujęcia z Wałęsą, a wstawić ujęcia z Lechem Kaczyńskim. Wyszedłem. Zrobił to ktoś za mnie" - wspomina Kwieciński, dodając, że z realizowanego przez niego spotu o polskiej drodze do wolności usunięto Mazowieckiego, Geremka, Kuronia i Wałęsą, zastępując ich braćmi Kaczyńskim.  "To było jak pisanie historii od nowa" - zauważa były pracownik TVP.

"Były osobiste interwencje prezesa w treści gotowych programów po telefonach od partyjnych kolegów, były produkcje programów na polityczne zamówienie, było zdejmowanie filmów na godziny przed emisja, wydawanie milionów na kolejne projekty opraw graficznych tylko po to aby znajomi prezesa mogli zarobić, czy rozkazy aby wymieniać aktorów w niemal ustalonych już produkcjach. To wszystko o czym każdy podejrzewa te instytucje - ja to widziałem na własne oczy" - ujawnia Kwieciński.

W końcowej części wpisu ocenia swych byłych kolegów i koleżanki z pracy, nazywając ich "dziennikarskimi zombie".

"Przez lat studiowania dziennikarstwa człowiek uczy się na czym polega zawód: dziennikarz. O warsztacie, o rzetelności, o bezstronności, o etyce, ale gdy tam pracujesz musisz o tym wszystkim zapomnieć, bo tam nie liczy się prawda. Pamiętam jak rozmawiałem z prezenterem programu informacyjnego w dniu zwalnianiu jego kolegów i spytałem: Nie myślałeś żeby odejść stąd w ramach solidarności z Beatą i Piotrkiem? Usłyszałem odpowiedz: 'Wiesz, przeszło mi to przez głowę, ale potem się zastanowiłem czy oni zrobiliby coś takiego dla mnie? I zostałem'. Takich jak on są dziesiątki. Niegdyś porządni dziennikarze - dziś ludzie z przetrąconymi kręgosłupami, którzy boją się spojrzeć w lustro. Dziennikarskie zombie, które tkwią w chocholim tańcu na cześć i chwałę prezesa" - podsumowuje Kwieciński.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jakub Kwieciński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje