Reklama

"Big Brother". Ostre spięcie. Padły bardzo mocne słowa

We wtorek, 21 maja, krótko przed północą atmosfera w domu Wielkiego Brata mocno zgęstniała. Pomiędzy dwoma uczestnikami doszło do bardzo ostrej kłótni. Oleh i Łukasz nie szczędzili mocnych słów. Łukasz zarzucił Olehowi homofobię, a kraj, z którego pochodzi, nazwał "średniowieczem umysłowym". Ich spięcie nie trwało długo, a zakończenie było bardzo zaskakujące.

We wtorek mieszkańcy domu Wielkiego Brata na pewno nastawiali się na dobrą zabawę. Od gospodarza domu dostali alkohol, mogli urządzić grilla. Jednak nie wszystko poszło tak, jak domownicy planowali. Uczestnikom nie udało się uniknąć niepotrzebnych nerwów. Pomiędzy Łukaszem Darłakiem a Olehem Riaszeńczewem zrodziła się poważna "drama".

Wszystko zaczęło się od poszukiwania pomysłu na nowy program z udziałem uczestników "Big Brothera". Ponieważ w domu Wielkiego Brata trwa tydzień telewizyjny, mieszkańcy mają za zadanie tworzyć własne mini-produkcje. Magda Zając, która jest od początku tygodnia dyrektorem programowym stacji BBTV, chciała do zadania wykorzystać sekretny pokój. Ponieważ Madzia nie zgodziła się na pójście tam z Olehem, w końcu zrodził się pomysł, by pochodzący z Ukrainy uczestnik wybrał się do sekretnego pokoju z Łukaszem. Oboje mieliby odegrać romans. Jednak ta koncepcja nie do końca spodobała się bokserowi z Zaporoża. Oleh odmówił udziału w zabawie, argumentując, że w jego kraju "za coś takiego ojciec zabija syna".

Reklama

W końcu Łukasz nie wytrzymał. Jego zdaniem to, że Oleh nie chciał podjąć się zadania, było podyktowane "niechęcią do tego, kim jest". "Bardzo jest mi przykro, Oleh, że widzę dużą niechęć do tego, kim jestem" - powiedział na forum Darłak. Iza starała się interweniować, ale na próżno. "Łukasz, nie wszystko się zaczyna i kończy na tobie" - mówiła. "Nie chodzi o ciebie. Ja mam bardzo bliskich kolegów gejów, ale ja nie jestem taki i nigdy nie będę" - próbował natomiast wytłumaczyć Oleh.

Ale to nie powstrzymało prawdziwego wybuchu Łukasza, który dopiero miał nadejść. "Jeżeli dla ciebie jest to normalne, że ojciec zabija syna dlatego, że jest gejem, to masz wielką szansę wyjść z tego średniowiecza umysłowego, jakim jest ten kraj, w którym dorastałeś" - zwrócił się do Oleha, po czym opuścił grupę.

Sytuacja wyglądała naprawdę poważnie, tym bardziej zaskakujące dla oglądających transmisję na żywo było to, co wydarzyło się zaledwie kilka minut później. Oczom widzów nagle ukazali się Łukasz i Oleh - przytulający się na kanapie. Chwilę później okazało się, że cała "drama" miała być zaplanowana i wyreżyserowana. Łukasz jednak o tym nie wiedział i był przekonany, że wszystko dzieje się na poważnie. Podobnie inni uczestnicy - również nie byli niczego świadomi. Za wszystkim mieli stać Magda Zając i Oleh, którzy działali w porozumieniu z Wielkim Bratem. Później, wspólnie z Łukaszem i Madzią Wójcik ustalili, że będą kontynuować swoją grę przed pozostałymi uczestnikami.

Zdania widzów na temat wtorkowych wydarzeń są podzielone. Niektórzy nie dowierzają w to, że cała sytuacja rzeczywiście mogła być jedynie popisem umiejętności aktorskich Oleha. Faktem jest jednak, że jeszcze przed wybuchem kłótni Magda Zając i Riaszeńczew ustalali między sobą pewne tajemne plany. "Wszystko można zainscenizować, niekoniecznie dosadnie. Czy jesteś w stanie poświęcić dużo dla kariery?" - mówiła dyrektor programowa BBTV.

Oleh przystał na jej propozycję, ale nie bez żadnych wątpliwości. "Ja wylecę stąd" - powiedział. Zając, jako dyrektor stacji, zapewniła go natomiast, że "nie pozwoli zrobić mu krzywdy". Później Riaszeńczew, przy Madzi Wójcik i Łukaszu potwierdził, że jego rozmowa z Magdą dotyczyła planowanej kłótni. O tym natomiast, jak wszystko wyglądało z perspektywy Wielkiego Brata, przekonamy się najpewniej w środowym odcinku "Big Brothera" na TVN7.

RMF
Dowiedz się więcej na temat: Big Brother 2019
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy