Aktor Mikołaj Woubishet odmówił występu w "Ojcu Mateuszu"

Aktor Mikołaj Woubishet, znany z serialu "Pierwsza miłość", w którym wciela się w postać Asłana, odmówił występu w "Ojcu Mateuszu". W serialu TVP miałby wcielić się w muzułmańskiego uchodźcę, który podkłada ładunek wybuchowy na placu zabaw.

Mikołaj Woubishet podczas występu na Przegladzie Piosenki Aktorskiej

O powodach rezygnacji z występu w "Ojcu Mateuszu" aktor opowiedział w rozmowie z Magdą Piekarską, opublikowanej na stronach wrocławskiego wydania "Gazety Wyborczej".

Reklama

Po publikacji artykułu, który odbił się szerokim echem w mediach społecznościowych, aktor podkreślił swoje stanowisko we wpisie na Facebooku.

"Zawsze staram się postępować zgodnie ze swoim sumieniem zarówno w przyjmowaniu ofert zawodowych jak i może przede wszystkim w zyciu. I tak było tym razem. Mimo, że grałem już w serialach kilka razy przybyszów z najodleglejszych zakątków świata, to nigdy nie dostałem propozycji roli, która w moim odczuciu bazuje na bolesnym stereotypie złego muzułmańskiego uchodźcy. Nie chciałem firmować tego swoją twarzą, bo się zwyczajnie z tym nie zgadzam. Inicjatorowi spektaklu o ludobójstwie w Rwandzie po prostu wypada... Nie uważam żebym zachował się jakoś szczególnie bohatersko, tylko w zgodzie z własnymi przekonaniami" - Mikołaj Woubishet napisał na Facebooku.

240. odcinek serialu "Ojciec Mateusz", w którym nie chciał wystąpić Woubishet, zatytułowany jest "Bezpieczna odległość".

"Na placu zabaw nie wybucha bomba, tylko prosty ładunek w puszce sporządzony z saletry. Nie ma ofiar, jedną z dziewczynek zabiera pogotowie, ale dlatego, że się potknęła, uciekając. Powodem podłożenia ładunku jest konflikt w rodzinie emigrantów, którzy są całkowicie zasymilowani. Mówią po polsku bez akcentu, są chrześcijanami. Jedynie sprawca jest rzeczywiście muzułmaninem. Ale przesłanie odcinka jest pozytywne, bo z kazania wygłoszonego przez ojca Mateusza w finale wynika, że nie należy bać się obcych" - tłumaczy w "Gazecie Wyborczej" Krzysztof Grabowski z firmy ATM, produkującej "Ojca Mateusza". I dodaje, że wspominany odcinek jest kopią włoskiego oryginału.

Autorka rozmowy z Woubishetem, Magda Piekarska, uważa, że producenci serialu, będącego polską wersją włoskiego formatu, wykazali się jednak brakiem "czujności i wrażliwości" w przełożeniu na polski grunt kulturowych kontekstów produkcji.

"Producentom polskiej wersji włoskiego 'Don Matteo' zabrakło tym razem czujności i wrażliwości. Pierwsza z tych cech pozwoliła im wcześniej zauważyć, że w Polsce trufle, które są podstawą włoskiej kuchni, wydają się egzotyczne. Jednak to, że muzułmanin podkładający ładunek wybuchowy na placu zabaw to w naszych warunkach podobna abstrakcja (prędzej trafi się rdzenny obywatel z bombą z gwoździ w autobusie), umknęło ich uwadze. A niedostatek wrażliwości sprawił, że ze zderzenia wybuchu z muzułmaninem jako sprawcą powstał koktajl stereotypów o niebezpiecznej sile rażenia" - Piekarska napisała w facebookowym post scriptum do swojego tekstu.

Telewizja Polska  w specjalnym świadczeniu poinformowała w środę, że "scenariusz, na który powołuje się 'Gazeta Wyborcza', będący oryginalnym tłumaczeniem włoskiej wersji serialu, nie został zatwierdzony przez redakcję TVP i nie wszedł do produkcji". Jak będzie wyglądał wspominany odcinek serialu, będzie można przekonać się już w czwartek, 25 stycznia, w TVP1 o godz. 20.25.

Mikołaj Woubishet jest absolwentem PWST we Wrocławiu. Od 2011 roku możemy oglądać go na deskach Teatru Capitol. Ma na koncie kinowy występ w filmie Jana Jakuba Kolskiego "Afonia i pszczoły". Pojawiał się również w szeregu telewizyjnych produkcji: w "Pierwszej miłości" gra pochodzącego z Afganistanu ginekologa, zaliczył też epizody w "Na sygnale", "Drugiej szansie" i "Nie rób scen".

Dowiedz się więcej na temat: Ojciec Mateusz | Mikołaj Woubishet

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje