Adriana Kalska w "M jak miłość"

Sympatyczna aktorka ujmuje wszystkich promiennym uśmiechem. Adrianę Kalską warto zapamiętać, bo być może jej bohaterka Iza już niedługo zajmie miejsce w sercu Marcina Chodakowskiego i stanie się mamą dla Szymka...

Czy Marcin jest w stanie zapewnić odpowiednie warunki do życia swojemu niedawno narodzonemu synowi Szymkowi?

Reklama

Adriana Kalska: - Moja postać, Iza Lewińska, zjawiła się, żeby to sprawdzić. Po porodzie zmarła Kasia (Agnieszka Sienkiewicz), mama Szymka i Marcin (Mikołaj Roznerski) został sam. W takim przypadku obowiązują procedury. Kurator musi ocenić, czy ojciec jest w stanie odpowiednio zaopiekować się dzieckiem. Moja bohaterka bez zapowiedzi odwiedzi mieszkanie Chodakowskiego, by przekonać się, jakie panują w nim warunki.

Jakie wyciągnie wnioski po tej kontroli?

- Zastanie Marcina w towarzystwie brata Olka (Maurycy Popiel) oraz Wojtka (Mateusz Janicki). Panowie będą remontować mieszkanie, a przy okazji urządzą imprezę. To skomplikuje odbiór i ocenę sytuacji, którą Iza - jako kurator - musi wystawić. Nowo narodzone dziecko powinno mieć bezpieczną przystań i odpowiedzialnego opiekuna. Gdy myślałam o mojej bohaterce, widziałam ją jako profesjonalną, zasadniczą, chłodną w relacjach.

- Taka postawa w zawodzie kuratora jest niezbędna, żeby nie wchodzić w towarzyskie interakcje z podopiecznymi. To mogłoby zaburzyć obiektywizm i wpłynąć na pracę. Iza jest przy tym emocjonalna, ludzka, nie chciałam jej pozbawić serca. W jej myślach odbędzie się walka profesjonalizmu z empatią, która ostateczne zwycięży. Chodakowski ujmie ją tym, że się stara, co widać na każdym kroku. Może nie wszystko mu wychodzi, ale Iza zobaczy w nim dobrego człowieka.

W nazwie serialu jest słowo "miłość"...

- Nic o tym nie wiem, nie graliśmy takich scen (śmiech). Nasi bohaterowie znajdują się w sytuacji, która komplikuje sprawy sercowe. Iza nie zjawiła się z myślą, żeby flirtować i prowokować, a Marcin przeżywa dramat po śmierci ukochanej i nie w głowie mu romanse. Zmieniła go tragedia, którą przeżył - przeszedł wewnętrzną przemianę. Zacznie zdawać sobie sprawę, że musi być poważnym człowiekiem. Ich znajomość zacieśni się, gdy Chodakowski uratuje w niebezpiecznej sytuacji podopieczną Izy.

Czym charakteryzuje się praca w wieloodcinkowej produkcji?

- Po raz pierwszy pracuję na planie serialu, w którym moja postać jest budowana na bieżąco, z odcinka na odcinek, nie do końca określona. Staram się dostosować do sytuacji i być elastyczna. To dla mnie nowe doświadczenie - taka formuła wprowadza dreszczyk emocji, bo nie wiem, co się wydarzy w przyszłości Izy. Nakreślają ją kolejne sceny, dowiaduje się o niej coraz więcej.

Co z twoją pasją - śpiewaniem? Kiedy koncerty, płyty, nagrywanie piosenek?

- Klaruje mi się w myślach, co chciałabym w tym kierunku robić. Nie zamierzam nagrywać płyty tylko po to, żeby ją nagrać - śpiewanie ma mnie wyrażać, dawać satysfakcję. Piszę teksty, na razie chowam je do szuflady, zobaczymy, co będzie w przyszłości. Miałam przygody z różnymi zespołami, nie zamykam się na taką współpracę.

Stevie Wonder, który jest jednym z twoich idoli, już do ciebie dzwonił?

- Tak, jasne (śmiech). Lubię jego twórczość, ale inspiruje mnie wielu innych muzyków i wokalistów. Te fascynacje cały czas się zmieniają. W duszy gra mi tyle klimatów, że sama nie wiem, na co się zdecydować, w jakim kierunku pójść. W mojej muzyce połączę różne style.

Czym mogłabyś się zajmować poza aktorstwem?

- Na pewno czymś związanym ze sztuką. Pochodzę z rodziny z tradycjami artystycznymi - dziadek był, a rodzice i wujek są bursztyniarzami, siostra jest architektem. Być może powstanie jakaś autorska kolekcja biżuterii?

Tęsknisz za morzem?

- Odczuwam permanentny brak jodu i świeżego powietrza (śmiech). Mam potrzebę raz na jakiś czas pojechać do domu nad morze. Pobyć w tamtym środowisku, wśród bliskich i znajomych, odpocząć. Uważam, że w miejscu, gdzie się urodziliśmy, są baterie, którymi możemy się naładować.

Rozmawiał Kuba Zajkowski.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje