Reklama

Reklama

"Złota dama" [recenzja]: Obraz z przeszłości

Tytułowa kobieta z filmu Simona Curtisa to Złota Adela z głośnego obrazu Gustava Klimta. Malarz uwiecznił na nim postać Adeli Bauer-Bloch, Żydówki z Wiednia, która w połowie lat dwudziestych XX wieku zmarła na zapalenie opon mózgowych.

Rodzina "bohaterki" z obrazu mistrza straciła płótno tuż po Anschlussie Austrii razem z całym dobytkiem. Części krewnych "złotej damy" udało się uciec przed nazistowskimi prześladowaniami, inni zostali zamordowani. "Złota Adela", nazywana Mona Lisą Austrii, od końca lat 30. wisiała w wiedeńskim Belwederze. Dopiero interwencja starszej pani Altmann zmieniła bieg historii tego płótna.

Pewna elegancka, starsza pani wiedzie spokojny żywot emerytki w Los Angeles. Oprócz zgrabnego domku i sklepiku nie pozostało jej nic więcej - tylko wspomnienia. Jej mąż Fritz zmarł już jakiś czas temu. Zaraz potem odeszła ukochana siostra. Dzieci są już dorosłe i samodzielne. Maria (Helen Mirren) została praktycznie sama. Wśród zachowanych powojennych listów swojej siostry znalazła wskazówki dotyczące m.in. zrabowanego jej rodzinie przez nazistów obrazu Klimta. Kobieta marzy o restytucji mienia, ale nie ma pojęcia, jak się do tego zabrać. W końcu słynna "Złota dama" to austriackie dobro narodowe. Z pomocą przychodzi jej niepozorny, trochę rozlazły prawnik Randy Schoenberg (Ryan Reynolds), którego rodzina również ma korzenie w przedwojennym Wiedniu. W końcu jego dziadkiem był sam Arnold Schoenberg.

Reklama

W "Złotej damie" interesująca historia walki starszej kobiety - ofiary polityki nazistowskiej - o restytucję mienia, która w wyniku serii procesów wraca do przeszłości, bardzo szybko zmienia się w nudny traktat o prawdach objawionych dotyczących współczesnego świata. Oglądając film Curtisa można odnieść wrażenie, że najważniejsza w życiu jest własność, a posiadanie generuje wspomnienia i proces przepracowywania przeszłości. W szczególności w przypadku młodszego pokolenia. Szkoda czasu na wymienianie absurdalnych scen, w których bohater np. odczytuje nazwę obozu śmierci, w którym zginęli jego dziadkowie, po czym dostaje ataku paniki i rzuca wszystko, żeby tylko uratować płótna. Gdzieś w tle pada zdanie, że ostatnie ofiary Holokaustu to zrabowane zbiory sztuki itd.

W filmie Curtisa można odnieść wrażenie, że motyw Zagłady został zawłaszczony, żeby opowiedzieć o tym, jak wolnym i sprawiedliwym krajem jest Ameryka, oczywiście w porównaniu z Europą (w tym przypadku z Austrią). Ten czarno-biały, bardzo wyjaskrawiony obrazek świata "dobrych i złych" razi nie tylko swoją naiwnością, ale też przeraża - Ameryka nadal jest rajem na ziemi a przynależność narodowa - z drobnymi wyjątkami, ale jednak - decyduje o poziomie antysemityzmu.

Dodatkowo "Złota dama" po prostu drażni i uwiera na poziomie aktorskim i scenariuszowym. Helen Mirren jest w roli Marii Altmann wręcz nie do zniesienia. Gra ekstrawagancką, dawną arystokratkę wykorzystując wszystkie możliwe klisze i stereotypy. Sceny "emocjonalne" w wykonaniu Ryana Reynoldsa wypada jedynie przemilczeć. Podobnie zresztą jak cały pomysł na wykorzystanie historii Marii Altmann w filmie w reżyserii Simona Curtisa. "Złota dama" rozpoczyna się od sceny w pracowni samego Gustava Klimta. Powrót do przeszłości w tym przypadku niestety niczemu dobremu nie służy.

3/10

---------------------------------------------------------------------------------------


"Złota dama" (Woman in Gold), reż. Simon Curtis, Wielka Brytania, USA 2015, dystrybutor: Forum Film, premiera kinowa: 22 maja 2015

--------------------------------------------------------------------------------------

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Simon Curtis

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy