Reklama

​"Żelazny most": Silenie się na emocje [recenzja]

Julia Kijowska w filmie "Żelazny most" /materiały prasowe

Z trzech filmowych debiutów biorących udział w konkursie głównym 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni "Żelazny most" wywołał najbardziej sprzeczne reakcje. "Supernova" Bartosza Kruhlika okazała się jednym z najlepszych obrazów wydarzenia, a "Wszystko dla mojej matki" Małgorzaty Imielskiej - chociaż przedstawiło wiele utalentowanych, nieopatrzonych aktorek - szybko zaczęło iść w kierunku najgorszego kina społecznego spod znaku Roberta Glińskiego. Z kolei "Żelazny most" rozpoczynał się intrygująco i zapowiadał kilka interesujących wątków. Niestety, dalszy rozwój fabuły sprawił, że trudno nazwać debiut Jordan-Młodzianowskiej dziełem spełnionym.

Sztygar Kacper (Bartłomiej Topa) nawiązuje romans z Magdą (Julia Kijowska), żoną swojego najlepszego przyjaciela Oskara (Łukasz Simlat), również górnika. By spotkać się z kochanką, wysyła podwładnego do najbardziej niebezpiecznego odcinka kopalni. Dochodzi do tragedii - w wyniku tąpnięcia Oskar zostaje uwięziony pod ziemią i nie można nawiązać z nim kontaktu. Dręczony wyrzutami sumienia Kacper rzuca się do akcji ratunkowej. Magda także nie potrafi pogodzić się z zaistniałą sytuacją.

Otwarcie filmu kipi od emocji, a Jordan-Młodzianowska początkowo tylko dokręca śrubę. Istnieje możliwość, że Oskar w ogóle nie zszedł pod ziemię i nikt nie wie, gdzie się teraz znajduje. Informacja ta wpływa szczególnie negatywnie na Magdę, która zaczyna widzieć widma męża. Czy wiedział o jej romansie? Czy to zemsta z jego strony?

Reklama

Niestety, reżyserka nie ma pomysłu na ten intrygujący wątek, jak i na główną postać kobiecą. Tajemnica szybko się rozwiązuje, a dramat Magdy schodzi na drugi plan. Znamienne, że w długiej, końcowej scenie nie pojawia się prawie w ogóle. Historia dwójki kochanków i Oskara zostaje w niej sprowadzona do sprawy między trójką mężczyzn: Kacprem, jego zaginionym przyjacielem oraz Mikołajem (Andrzej Konopka), przełożonym obu przyjaciół. Rozczarowanie jest tym większe, że Kijowska w roli Magdy jest fenomenalna. Szkoda, że w pewnym momencie dosłownie nie ma czego grać.

Mimo emocjonującego początku, w trakcie filmu twórcy rozwadniają emocje, prezentując retrospekcje z relacji bohaterów i początku romansu (oczywiście główną rolę odgrywa w nich wódka). Nie wydają się one niezbędne - wszak i bez nich wszystko byłoby jasne - i okazują się zabójcze dla dramatyzmu. Ekscytacja towarzysząca pierwszym scenom szybko się ulatnia. Finał, chociaż brawurowo zagrany przez Topę i Konopkę, stanowi moment, gdy twórcy ponoszą największą porażkę. Zamiast zakończenia, które skręca z powodu nagromadzenia emocji, wychodzi nieudana próba podbicia dramatu.

Mimo zawodu będę czekał na kolejny film Jordan-Młodzianowskiej. Widać, potrafi ona dobrze prowadzić aktorów oraz budować napięcie. Niestety, wydaje się, że "Żelazny most" nie ukazał w pełni potencjału reżyserki.

5/10

"Żelazny most", reż. Monika Jordan-Młodzianowska, Polska 2019, dystrybucja: TVP, premiera kinowa: 22 listopada 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Żelazny most

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje