Reklama

"X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" [recenzja]: Powrót do przeszłości

Reżyser Bryan Singer bezlitośnie atakuje przeszłość i historię; buduje wspólne przestrzenie czasowe, przywołuje tych bohaterów, których ktoś kiedyś pogrzebał - łamie wszystkie przyzwyczajenia fanów sagi - o filmie "X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" pisze Joanna Ostrowska.

Świat ludzi i mutantów został praktycznie całkowicie zniszczony. Ci, którzy jakimś cudem przetrwali, ukrywają się przez śmiercionośną bronią - strażnikami, którzy zostali zaprogramowani tak, aby wytropić i zniszczyć wszystkie istniejące mutanty. Jedynym rozwiązaniem w trakcie apokalipsy jest powrót do przeszłości - podróż w czasie i ingerencja w historię.

Najnowsza część serii " X-Men" została ufundowana na bardzo naiwnym koncepcie ratunku w ostatniej chwili. Zjednoczeni jak nigdy przedtem Charles i Erik (James McAvoy, Michael Fassbender) próbują dać sobie szansę w przeszłości. Ich emisariuszem ma być Logan/Wolverine (Hugh Jackman), bo tylko jemu uda się przetrwać podróż o kilkadziesiąt lat wstecz. Nad umysłem Logana czuwa Kitty (Ellen Page). To ona "transportuje" go do początku lat siedemdziesiątych i cały czas kontroluje załamania czasoprzestrzeni.

Reklama

Wolverine ma za zadanie powstrzymać Mystique (Jennifer Lawrence), która szuka zemsty za eksperymenty na współbraciach i współsiostrach. Jej celem jest rasistowski naukowiec (Peter Dinklage), który w niedalekiej przyszłości stworzy armię śmiercionośnych strażników. Nowoczesne istoty będą dostosowywały się do mocy swego wroga, dzięki czemu staną się niezniszczalne.

W przypadku najnowszej części przygód X-Menów chodzi przede wszystkim o podanie w wątpliwość wszystkich schematów narracyjnych i chronologii z poprzednich filmów o tej grupie superbohaterów.

Reżyser Bryan Singer bezlitośnie atakuje przeszłość i historię; buduje wspólne przestrzenie czasowe, przywołuje tych bohaterów, których ktoś kiedyś pogrzebał - łamie wszystkie przyzwyczajenia fanów sagi. Jednocześnie "Przeszłość nadejdzie jutro" to ponownie opowieść o konflikcie dwóch koncepcji istnienia "innych". Tym razem jednak konflikt Xaviera i Erika niestety bardziej przypomina bajkową potyczkę o kobietę, która zamiast wybrać jednego z nich, pragnie być po prostu niezależna.

Bardzo naiwne wydają się być także próby uhistorycznienia, czy też upolitycznienia niektórych wątków i postaci. Początek lat 70. - koniec wojny w Wietnamie, wspomnienia kryzysu kubańskiego, zamachy na rządzących i prezydent Nixon tuż przed aferą. Sprzężenie historycznej przeszłości z "historią odrzuconych" ogranicza się tu niestety jedynie do kilku prostych rozwiązań w stylu: "kto i dlaczego zabił JFK?".

Mimo urażonej męskiej dumy, wybujałych ambicji szalonych naukowców i nieszczęśliwej miłości - historia zostaje zmieniona. "Dojrzali" bohaterowie z przyszłości poprawiają swoje biografie i powstrzymują zagładę. Na końcu czeka ich idylla, spełnienie marzeń i bezpieczna przystań, no chyba że ktoś znów zechce zmienić przeszłość.

7/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" (X-Men: Days of Future Past), reż. Bryan Singer, USA 2014, dystrybucja: Imperial - Cinepix, premiera kinowa: 23 maja 2014

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama