Reklama

"Wysoka dziewczyna": Pornografia cierpienia [recenzja]

Kantemir Bałagow nie ma jeszcze 30 lat, jednak opanowania filmowej materii może mu pozazdrościć niejeden reżyser z kilkudziesięcioletnim stażem. Urodzony w 1991 roku Rosjanin zaskoczył publiczność swoją debiutancką "Bliskością" (2017). "Wysoka dziewczyna", jego drugi film, stał się sensacją podczas tegorocznego festiwalu w Cannes i zgodnie z przewidywaniami powalczy o Oscara dla produkcji nieanglojęzycznej. Bałagow rozwija w niej aspekty, które zachwyciły przy okazji jego fabularnego debiutu. Niestety, powtarza również swoje wcześniejsze błędy.

Wiktoria Miroszniczenko i Vasilisa Perelygina w filmie "Wysoka kobieta"

Akcja "Wysokiej dziewczyny" rozgrywa się w Leningradzie niedługo po zakończeniu II wojny światowej. Ija (Wiktoria Miroszniczenko) pracuje jako pielęgniarka w jednym ze szpitali. Zamknięta w sobie kobieta nazywana jest "tyczką" ze względu na swój wzrost. Cierpi także na schorzenie, w wyniku którego całe jej ciało doznaje nagłego paraliżu i zastyga na kilka chwil w bezruchu. W jej życiu pojawia się dawno niewidziana przyjaciółka Masza (Vasilisa Perelygina), z którą wcześniej rozdzieliły ją wojenne zawirowania. W związku z niedawną tragedią kobieta prosi Iję o pomoc. Ta nie potrafi odmówić, chociaż realizacja życzenia koleżanki zmusi ją do przekroczenia wszelkich granic.

Reklama

Od pierwszych minut Balagov udowadnia, że wszelkie pochwały, które otrzymał za "Bliskość", nie były na wyrost. Jego najnowszy film zachwyca realizacyjną dezynwolturą. Młody reżyser i jego operatorka Ksenia Sereda dokonują formalnych cudów, szczególnie za sprawą kolorystyki i jej nagłych zmian. W rezultacie kreują wizję świata, w którym piekło wojny nie skończyło się wraz z powrotem z linii frontu. Leningrad jest zniszczony przez konflikt, a jego destrukcja podkreśla stan psychiczny wszystkich postaci. Każdy z bohaterów nosi w sobie rany, które być może nigdy się nie zagoją.

Tutaj pojawia się jednak największa bolączka filmu. Kto widział "Bliskość", ten wie, że Bałagow potrafi być dla swoich bohaterów bezlitosny i z każdą minutą potęguje otaczający ich fatalizm. Nawet przy świadomości ciężaru powojennej historii, tragizm pierwszych minut "Wysokiej dziewczyny" może niektórych zaskoczyć i zmusić do rezygnacji z kontynuowania seansu. Bałagow nie zamierza na tym poprzestać i każdą kolejną minutę filmu wypełnia cierpieniem, które zdaje się w pewniej chwili być dla reżysera wartością samą w sobie. Z powodu tego wymuszonego okrucieństwa kolejne dramaty bohaterów widz odbiera z irytacją lub - co gorsze - obojętnością.

Mimo to najlepsze sceny filmu - w szczególności poruszające spotkanie Maszy z rodzicami swojego narzeczonego - potrafią odcisnąć swoje piętno. Wydaje się jednak, że gdyby Bałagow zrezygnował z niektórych wątków i nie dokręcał za każdym razem śruby, jego film mógłby być nawet wybitny. Tym bardziej, że reżyser przedstawia temat, który nieczęsto gościł na ekranach kin: wojnę z perspektywy kobiet. Pozbawioną jakiegokolwiek heroizmu i poczucia braterstwa, brudną i niewdzięczną, w której przeciwnikami są nie tylko żołnierze wrogich sił.

Trudno nie docenić zdolności Bałagowa oraz kunsztu jego aktorów (w szczególności odtwórczyń głównych ról), ale nie można bagatelizować obecnej w obu jego filmach pornografii cierpienia. Upodobanie twórcy "Bliskości" do nieznośnego defetyzmu kładzie się cieniem na jego najnowszym dziele. Niemniej czekam na jego kolejny film. Jestem pewien, że jest on reżyserem, który kiedyś stworzy kinowe arcydzieło.

6/10

"Wysoka dziewczyna" (Dylda), reż. Kantemir Bałagow, Rosja 2019, dystrybucja: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, premiera kinowa: 11 października 2019


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wysoka dziewczyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje