Reklama

"Wróg doskonały: Uważaj, z kim rozmawiasz na lotnisku [recenzja]

Tomasz Kot i Athena Strates w filmie "Wróg doskonały" /materiały prasowe

Śpieszmy się oglądać Tomasza Kota po polsku, bo niedługo grać u nas będzie już tylko gościnnie. Jego kreacja we "Wrogu doskonałym" Kiké Maíllo nie pozostawia wątpliwości - światowe kino na pewno będzie się o niego upominać i kusić go coraz ciekawszymi propozycjami. Sam film wciąga i niepokoi, jak na solidny thriller psychologiczny przystało.

"Wróg doskonały" to ten rodzaj filmu, o którym przed seansem należy wiedzieć jak najmniej, a w recenzjach trzeba zważać na spoilery. Słowo za dużo i już niechcący zdradzi się trop, który przedwcześnie doprowadzi do rozwiązania zagadki. Napisać jednak można, że reżyser Kiké Maíllo swoją sieć zarzuca dyskretnie i umiejętnie. Nieco podstępnie. W pułapkę, którą zastawia na nas wespół z aktorami, wpadamy niczym niewinne istotki w objęcia Szeloby.

Reklama

Może odniesienia do fantasy to o krok za daleko, ale "Wróg doskonały" to niezła intryga kryminalna. Takiego Tomasza Kota jeszcze nie oglądaliśmy - i nie chodzi tu tylko o język angielski, z którym radzi sobie znakomicie (ale to chyba nikogo z fanów aktora, znających jego skrupulatność i pracowitość, nie dziwi). Kiké Maíllo jest pierwszym reżyserem, który pozwolił mu uwikłać się w mrok.

Kot gra rozchwytywanego architekta Jeremiasza Angusta, który wraca do Polski po gościnnym wykładzie w Paryżu. W korku w drodze na lotnisko do jego samochodu podchodzi niespodziewanie młoda dziewczyna - leje, a że rzekomo udaje się w to samo miejsce, Jeremiasz oferuje jej podwózkę. Rozmowa początkowo niczym nie różni się od zwykłego podróżnego "small talku". Jak masz na imię? Co robisz? Skąd i dokąd jedziesz? Nic wielkiego. Nic nadzwyczajnego. Ale to tylko wstęp, żeby nie rzec cisza przed burzą. Na miejscu okazuje się, że oboje spóźnili się na swoje loty. I z jakiejś przyczyny Texel Textor, tak przedstawia się nieznajoma, nie chce odstąpić Jeremiasza. Podrywa go? Szuka towarzystwa, żeby zabić nudę? Chce go nastraszyć? Dlaczego wciąga go w opowieść o zbrodni? I dlaczego jego próby spławienia jej są dość mizerne?

Dookoła bohaterów dzieje się niewiele - większość akcji, poza retrospekcjami, rozgrywa się w lotniskowej poczekalni dla pasażerów pierwszej klasy, nieco bardziej eleganckiej i komfortowej niż tanich linii lotniczych, ale nic poza tym. Klasyczny minimalizm dla ludzi, którzy chcą usiąść, może coś zjeść, popracować - w oczekiwaniu na swój rejs. Przestrzeń ta jest filmowo umiejętnie wygrywana - o szyby wali deszcz, obsługa portu nadaje kolejne komunikaty, ale napięcie tkwi przede wszystkim w chemii między Jeremiaszem i Texel, w ich rozmowie i tym, co dzieje się poza słowami. Tomasz Kot i partnerująca mu Athena Strates płynnie odbijają między sobą piłeczkę, wzajemnie się prowokują i zagęszczają atmosferę.

Wszystko ich różni - wiek, sposób bycia, ubiór, wreszcie kraj pochodzenia. Ona jest trochę przerysowana, ekspansywna, głośna. Intrygująca i irytująca zarazem. On - bardziej skupiony, poważny, trochę spięty - taki Steve Jobs, tylko koszulka szara, a nie czarna. W pierwszej połowie filmu czasami ucieka jakaś nuta, ale tajemnice ujawnione w drugiej sprawiają, że wszystkie klocki wskakują na swoje miejsce.

Te tajemnice mogą stać się przyczynkiem do ciekawej rozmowy, ale w recenzji na tym stwierdzeniu trzeba się zatrzymać. Po pierwszym przeczytaniu scenariusza Athena Strates ponoć od razu wróciła do początku, żeby na nowo odkryć tekst i odnaleźć wcześniej pominięte wskazówki. Po seansie widz ma ochotę na to samo! I jeszcze, żeby sięgnąć po literacki pierwowzór pióra Amélie Nothomb, choć nie jest to wierna adaptacja. Wiesz już, kto jest twoim wrogiem doskonałym?

7/10

"Wróg doskonały" (A Perfect Enemy), reż. Kiké Maíllo, Niemcy, Hiszpania, Francja 2020.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wróg doskonały

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje