Reklama

Wizyta w "Ostatnim domu po lewej"

"Ostatni dom po lewej", reż. Dennis Iliadis, USA 2009, UIP, premiera 14 sierpnia 2009 rok.

"Ostatni dom po lewej" Dennisa Iliadisa to mniej od pierwowzoru szokujący, ale nie mniej błahy intelektualnie dreszczowiec, a także najciekawszy amerykański horror-remake od czasów survivalu "Wzgórza mają oczy" (2006) Alexandra Aja.

Reklama

Zaczęło się od Japonii. Amerykańscy spece od blockbusterów spostrzegli komercyjny potencjał filmów grozy z Kraju Kwitnącej Wiśni, rozpoczęli więc inwestować w swoje wersje kolejnych "Kręgów" i "Klątw". Pewnego razu jednak jakaś mądra głowa wstała i zagrzmiała: "Cudze chwalicie, swego nie znacie!". I tym oto sposobem oczy hollywoodzkich producentów skierowały się w stronę klasyki rodzimego kina lęków.

Rzadko z dobrym, częściej z gorszym skutkiem, w pierwszej dekadzie XXI wieku jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać przeróbki bądź to żelaznych klasyków ("Omen"), bądź filmów zapomnianych, nie do końca udanych, jak "Wzgórza mają oczy". Ten ostatni przypadek jest o tyle interesujący, że nad produkcją remake'u czuwał reżyser oryginału.

Wes Craven, świadomy niedoskonałości swojego dziecka, ("Hills Have Eyes" z 1977 miało być jego odpowiedzią na "Teksańską masakrę piłą mechaniczną" Tobe'a Hoopera) postanowił posadzić na fotelu reżyserskim młodego, obiecującego twórcę ze świeżym, dynamicznym filmem grozy w dorobku. Wybór padł na Alexandra Aja. W efekcie nowe "Wzgórza" spółki Craven/Aja biły na głowę toporny oryginał, stając się sukcesem kasowym (budżet zwrócił się już po pierwszym weekendzie wyświetlania w Stanach).

Triumf "Wzgórz" (2006) podsunął Cravenowi pomysł powtórzenia tego schematu względem swojego debiutu, legendarnego horroru spod znaku rape & revange*, "Ostatniego domu po lewej" z 1971 roku. Do współpracy przyłączył się producent oryginalnego "Domu", Sean S. Cunningham, fanom kina grozy znany lepiej jako twórca pierwszej części tasiemcowej serii "Piątek 13-go". Na reżysera wybrano Greka, Dennisa Iliadisa, który w rodzimym kraju wsławił się dramatem lesbijskim o wdzięcznym tytule "Hardcore".

Pierwszy "Dom" był luźno oparty na motywach "Źródła" Ingmara Bergmana. Akcję XIV-wiecznej historii o rodzicach mszczących się na włóczęgach za zabójstwo córki Craven przeniósł we współczesną mu erę dzieci kwiatów. Niezmierne brutalny, odarty z bergmanowskiej metafizyki film był jaskółką rodzącego się wówczas w USA kina gore. Mimo licznych wad (drażniąca muzyka, amatorskie zdjęcia, kulejący scenariusz) ten zakazany w wielu krajach video nastie** po latach na stałe wszedł do panteonu kinowej grozy.

Twórcy nowej wersji, dysponując solidnym budżetem zniwelowali niedociągnięcia oryginału, pozbawiając jednak film specyficznej, zatęchłej woni produkcji na poły amatorskiej. W efekcie "Ostatni dom po lewej" A.D. 2009 stał się mainstreamowym produkcyjniakiem, przeznaczonym nie do kin studyjnych (gdzie przed laty brylował film Cravena), lecz do zasiedlanych przez ograniczone nastolatki multipleksów. Niemniej dzieło Iliadisa wyróżnia się na tle zalewającej nasze ekrany fali uwspółcześnionych wersji starych horrorów.

W klasycznym "Domu" położono nacisk przede wszystkim na pierwszą część opowieści, ukazującą tortury, gwałt, w końcu zabójstwo dwóch dziewcząt. Banda oprawców z Krugiem na czele to najohydniejsi bydlacy w historii kina (David Hess jako bezwzględny Krug tak silnie zapisał się w świadomości widzów, że kilkukrotnie powtórzył tę rolę, np. we włoskim "La casa sperduta nel parco" Ruggero Deadato). W nowej wariacji Krug i jego współbratymcy to już tylko para wytatuowanych osiłków z krewką kobietą i zastraszonym synalkiem w tle.

Znacznie ciekawiej za to sportretowano rodziców Marii, jednej z ofiar. Znakomicie zagrani przez popularnych aktorów, Monikę Potter i Tony'ego Goldwyna, małżonkowie dokonują aktu zemsty dalece bardziej bestialskiego niż w oryginale. Wyrazistszy dramat rodziców pozwala na większą identyfikację z bohaterami, którym wciśnięty w fotel kinowy widz kibicuje ściskając dłoń współtowarzysza. Ale perspektywę tego pojedynku zmienia pewna, niezwykle istotna modyfikacja w stosunku do oryginalnej historii, której recenzencka rzetelność zabrania mi zdradzać.

Na rok przyszły zapowiedziany jest remake kolejnego Cravenowskiego klasyka, słynnego "Koszmaru z ulicy wiązów". Zastanawia jednak, co tym razem chcieliby dodać autorzy nowej wersji, skoro czerpiące suto z poetyki MTV "oswojone" kino gore dla nastolatków z emblematyczną postacią Freddiego Kruegera nie zestarzało się prawie wcale. Odpowiedź poznamy w kwietniu 2010 roku. Póki co z czystym sumieniem mogę polecić wizytę w "Ostatnim domu po lewej".

6,5/10

* rape & revenge (kino gwałtu i odwetu) - popularny w latach 70. podnurt kina eksploatacji, którego trzyaktowa struktura fabularna prezentuje kolejno: a) gwałt, tortury zadane ofierze, b/ leczenie ran i zbieranie sił, c) zemstę ofiary na oprawcach (w przypadku śmierci ofiary - odwet dokonany zostaje przez jej bliskich).

** video nasties - niesławna lista "filmów zakazanych" skonstruowana w 1984 roku przez brytyjskich stróżów moralności i radę cenzorską (BBFC). Pod skalpel cenzorski trafiało głównie kino gore i horrory. Z filmów wycinano od kilkudziesięciu sekund do kilku minut najbardziej brutalnych scen, i dopiero takie, pozbawione swojej esencji produkty, trafiały z powrotem na rynek video. "Ostatni dom po lewej" Cravena jako jeden z pierwszych znalazł się na liście. W wersji nieocenzurowanej film wyszedł dopiero w marcu 2008 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dennis | oczy | kino | video | USA | film | wizyta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje