Reklama

"Wielki Gatsby" i rozrywka w formacie 3D

"Wielki Gatsby" był najbardziej oczekiwanym filmem roku w Ameryce. Nie tylko przez publiczność, ale też przez handel, który przyszykował towary związane z fabułą - od brylantowych naszyjników Tiffany, po ubrania "w stylu Gatsby", czyli epoki jazzu lat 20. XX wieku... O filmie, zaraz po światowej premierze, specjalnie dla INTERIA.PL pisze Krzysztof Kłopotowski.

Jeśli Buz Luhrmann miał zamiar krytykować wyskoki amerykańskiego materializmu, to jak rozpustnik, który zanim się nawróci, zamierza najpierw gruntownie wytarzać się w grzechu, żeby dopiero potem stwierdzić, jaki to był rozkoszny błąd. W rezultacie rozmach stylu życia tajemniczego multimilionera i przyjęcia dla towarzystwa przyćmiewają psychologię postaci, ze szkodą dla wzruszeń widza.

Stare i nowe pieniądze

Reklama

Fabuła oparta jest na materiale literackim nadającym się do takiego kina. To krótka powieść Francisa Scotta Fitzgeralda o niesłychanym bogaczu z niejasnym źródłem dochodu, który stwarza sobie nową tożsamość i fantazyjne środowisko, żeby weń wciągnąć ukochaną kobietę.

Akcja powieści dzieje się latem 1922 r., lecz zawiera obraz dekadencji całych oszałamiających lat 20. Zakończył je krach na giełdzie w 1929 r., o czym autor jeszcze nie wiedział, pisząc pięć lat wcześniej. Nakreślił jednak krytykę zdrady "amerykańskiego marzenia", że człowiek pracą stwarza siebie sam, jak tylko zapragnie, i pozostaje indywidualistą. Pokazał, że ten ideał został obrócony w żądzę pieniądza, przyjemności za wszelką cenę i egoizm.

Tak zwane stare pieniądze to ludzie uczuciowo wyjałowieni. Nowe pieniądze są ostentacyjne i wulgarne, jak przyjęcia w posiadłości Gatsby'ego. Zdaniem Fitzgeralda, zbytek materialny prowadzi do życia fałszywego, które w końcu wieńczy brak szczęścia lub tragedia.

Najwyższa cena za kobietę

Ta skądinąd oczywista myśl dotyczy rdzenia Ameryki niczym ulubiony wyrzut sumienia. I została pięknie zapisana na niecałych 200 stronach powieści, która pełni za oceanem rolę podobną do tej, co w Polsce "Lalka" Bolesława Prusa.

Leonardo di Caprio w roli tytułowej wygląda nareszcie jak dojrzały mężczyzna. Pogrubione wiekiem rysy twarzy i pierwsze zmarszczki stwarzają wrażenie wewnętrznej powagi, lecz jego postać Jaya Gatsby to w gruncie rzeczy przerośnięty chłopak.

Jeszcze jako 17-latek z biednej rodziny wymyślił sobie, że jeśli stanie się bogaczem, to będzie mógł ożenić się z Daisy, dziewczyną z bardzo zamożnego, dobrego domu. Ich romans przerwała jego służba wojskowa na wojnie w Europie. Po powrocie, kiedy nastała prohibicja, zajął się przemytem alkoholu i dzięki temu zrobił wielkie pieniądze.

Bajecznym trybem życia chce olśnić Daisy, która wyszła za mąż w swej wysokiej sferze, ale Jay pragnie ją odzyskać. Idealizuje ukochaną, poświęca się dla niej w sprawie kryminalnej i płaci najwyższą cenę za kobietę tego nie wartą. Miłość okazała się fatalnym złudzeniem...

Widowisko w cyrkowym stylu

Fabuła jest ujęta w ramę opowieści narratora Nicka Carraway (Tobey Maguire) i sąsiada Gatsby'ego, który w zakładzie odwykowym zapisuje po fakcie wydarzenia w ramach psychoterapii, jak gdyby sam był Fitzgeraldem, zresztą również pijakiem. Reżyser jest też współautorem scenariusza, wiernie korzystając z tekstu powieści, skąd czerpie dosłowne opisy i dialogi.

Musiał jednak dokonać selekcji. Całkiem wierna adaptacja trwała 7 godzin - w wykonaniu trupy Usługi Naprawy Dźwigów. Tyle miał speklakl "Gatz", który przekazał cały tekst, łącznie z frazami "powiedział" , "powiedziała". Natomiast Luhrmann dał widowisko w stylu cyrkowym: wulgarne i przesadne.

Tylko w jednej sekwencji inscenizuje realny dramat psychologiczny. W najlepszym hotelu nowojorskim, Plaza, dochodzi do konfrontacji Gatsby'ego i Toma Buchanana, męża Daisy. Co prawda Tom ją zdradza, ale nie pozwoli, żeby "Pan Nikt z Nikąd" odebrał mu żonę. Leonardo di Caprio daje tu popis aktorski pełniej skali emocji.

Wyobrażenia kreowane przez media

Jest to piąta, filmowa, amerykańska ekranizacja powieści. Pierwsza pojawiła się jeszcze w niemym kinie, w roku 1926. Ostatnia weszła na ekrany w 1976 - z Robertem Redfordem i Mią Farrow, w reżyserii Jacka Claytona, wg scenariusza Francisa Forda Coppoli. Mia Farrow była lepsza od Carey Mulligan w roli Daisy, lecz Redford gorszy od di Caprio. Film ten przeszedł do historii dzięki sławnej ocenie krytyka "The New York Timesa", że "jest tak bez życia, jak ciało, które za długo leżało na dnie basenu", co stanowi aluzję do zakończenia.

Takiej obelgi nie można cisnąć na film Luhrmanna. Tworzy on kino XXI wieku. Spektakl rozdygotany, ale oderwany od rzeczywistości. Bo co raz mniej żyjemy w realnym świecie. Przenosimy się do wyobrażeń bezwstydnie kreowanych przez media: internet, kino, gry wideo, telewizję, prasę. Powstała sfera, gdzie wszystko istnieje ze sobą równocześnie i niemal bez przeszkód pozwala się kreować.

Takie są jego filmy - od "Priscilli, królowej pustyni", przez "Romeo + Juliet" po "Moulin Rouge" - oszalałe fantazje na granicy złego smaku. Powstają dlatego, że strażnicy dobrego smaku leżą w grobach albo stracili pewność siebie i oglądają się na barbarzyńców, jak to zaszło w tym wypadku.

Rozrywka w formacie 3D

Luhrmann postanowił nakręcić film w formacie 3D, do czego przekonał go "Avatar" Camerona oraz "M jak morderstwo" Hitchcocka z roku 1954, w ówczesnym formacie 3D. Zauważył, że ilekroć Grace Kelly podchodziła do zbliżenia, nabierała więcej życia dzięki trzeciemu wymiarowi. Kamery Hitchcocka były nieporęczne, a dzisiejsze są mniejsze i dają szanse większej intymności między aktorem a widzem.

Czy rzeczywiście tak się dzieje? Niech każdy sam oceni. Od werdyktu publiczności zależy, czy Hollywood będzie kręciło w tym formacie dramaty psychologiczne. Podejrzewam, że Lurhmanowi chodziło raczej o większą plastyczność spektaklu, żeby bardziej wciągnąć widza w bajeczny świat Gatsby'ego.

Na wszelki wypadek podpiera się Fitzgeraldem, że poparłby on ten format, bo był "modernistą", podobnie jak poparłby wprowadzenie hip-hopu. Jest to bowiem dzisiejsza "muzyka afroamerykańska" równie podniecająca dla słuchaczy, jak w latach 1920 jazz.

Ten film niezbyt mi się podoba, przeciągając na stronę rozrywki literackie arcydzieło o poważniejszych ambicjach. Wszakże dzięki temu po wydaniu 125 milionów dolarów może mieć kasowy sukces, a Tiffany sprzeda niejedną kolię brylantową "w stylu Gatsby" na tej fali potępienia amerykańskiego materializmu.

Krzysztof Kłopotowski


---------------------------------------------------------------------------------------

"Wielki Gatsby" ("The Great Gatsby"), reż. Baz Luhrmann, USA, Australia 2012, dystrybutor: Warner Bros., premiera kinowa: 17 maja 2013 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje