Reklama

Reklama

Walentynkowy plusz w miejsce paranoi

"Władcy umysłów" ("The Adjustment Bureau"), reż. George Nolfi, USA 2011, dystrybutor UIP, premiera kinowa 4 marca 2011 roku.

Uwierz lub nie, ale Twoje życie to fikcja. Ludzie wokół są jedynie aktorami, a rzadkie triumfy i chodzące parami nieszczęścia, które składają się na codzienną egzystencję, powstały w głowie kosmicznego scenarzysty o talencie Ilony Łepkowskiej i poczuciu humoru Ingmara Bergmana. Możesz krzyczeć i próbować przebić się na drugą stronę szklanego ekranu, jednak odpowie Ci tylko puszczany z taśmy śmiech. To już nie licealne zabawy z Tussideksem i Aviomarinem. To dzieje się naprawdę.

Właśnie na tej mieszance uczuć - paranoi podszytej absurdem - zasadza się międzynarodowy sukces twórczości Philipa K. Dicka, autora takich kanonicznych dla fantastyki naukowej powieści, jak "Ubik" czy "Oko na niebie". Zrealizowany przez George'a Nolfiego, na podstawie jednego z jego opowiadań, film "Władcy umysłów" wydaje się początkowo być wierny duchowi prozy tego "Kafki na kwasie".

Reklama

Młody i ambitny polityk David (Matt Damon) przegrawszy wybory, postanawia w czasie kontrowersyjnego przemówienia uświadomić społeczeństwu, jak bardzo medialny spektakl jest wyreżyserowany i sztuczny. Niedługo potem odkrywa, że sam był nie tylko marionetką w rękach speców od Public Relations, ale także kogoś znacznie potężniejszego. Grupa mężczyzn w prochowcach i kapeluszach uświadamia mu przerażającą Prawdę: wolna wola nie istnieje, a dzieje ludzkości toczą się zgodnie z Boskim Planem.

Powiem szczerze: gdybym to ja pewnego dnia dostąpił takiego oświecenia, to resztę życia spędziłbym, biegając z receptą na psychotropy między apteką a sklepem monopolowym. Davida bardziej od świadomości bycia kontrolowanym przeraża jednak to, że Plan nie przewiduje jego związku z piękną tancerką imieniem Elise (Emily Blunt). Niespodziewanie coś, co zaczęło się jak skrzyżowanie "Wszystkich ludzi prezydenta" z "Matriksem", zmienia się w melodramat o miłości, która musi pokonać przeznaczenie. Ta ekstrawagancka wolta mogłaby zadziałać na korzyść filmu, ale twórcy nie potrafią poprowadzić historii, kluczą i ostatecznie lądują na poboczu.

"Władcy umysłów" to absolutnie niekompatybilny zlepek różnych konwencji. Sino-szare zdjęcia biurowców, w których fabrykuje się kiełbasę wyborczą, sugerują thriller polityczny, a obecność Matta Damona - gwiazdy trylogii o Jasonie Bournie - jedynie wzmacnia te skojarzenia. Zorganizowani w coś na kształt tajnej policji, na zmianę straszni i dobrotliwi emisariusze Stwórcy to już postacie wyjęte z kart powieści i komiksów Neila Gaimana. Gdzieś w tej scenerii puszczona zostaje montażówka najbardziej oklepanych scen z melodramatów i komedii romantycznych: flirt w miejscach publicznych, radosne gonitwy w świetle latarń, namiętne pocałunki w obliczu niebezpieczeństwa. Niezdecydowanie twórców skutkuje tym, że historia, która rozpoczęła się absolutnie dickowską iluminacją, kończy się wygłaszanymi zza kadru truizmami o konieczności walczenia o to, co się kocha.

Brak rdzenia sprawia również, że "Władcy umysłów" rozpadają się na szalenie różne pod względem jakości epizody. Sceny akcji mają swoje tempo, a finałowa ucieczka Davida i Elise przez kolejne portale potrafi zahipnotyzować: muzyka nasila się i gaśnie, a widok czerwonej sukienki Emily Blunt, odcinającej się na tle szarych wieżowców, na długo zapada w pamięć. Kiedy jednak dochodzi do momentów, mających wycisnąć nam w zamierzeniu łzy z oczu, okazuje się, że twórcy dysponują jedynie kilkoma wymierzanymi na oślep ciosami poniżej pasa: powracają traumy z przeszłość, bohaterowie muszą wybierać między dobrem własnym a cudzym, w tle majaczy wątek realizowania kariery kosztem życia osobistego.

W narastającym przesłodzeniu "Władców umysłów" czai się jednak nutka paranoi. Film wygląda, jakby ktoś go mocno przemontował, utemperował, wywrotowy potencjał zastąpił walentynkowym pluszem. Być może jego skazy są skazami na rzeczywistości. Być może niesforny Nolfi został już poddany lobotomii i teraz z przyczepionymi do kończyn sznurkami tańczy, jak zagra mu ukryty w cieniu demiurg. Być może to dzieje się naprawdę.

6/10


Nie wiesz, w którym kinie możesz obejrzeć film "Władcy umysłów"? Sprawdź repertuar kin w swoim mieście!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: miejsc | paranoja | George Nolfi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje