Reklama

"Vox Lux" [recenzja]: Popkulturowa groteska

Natalie Portman w scenie z "Vox Lux" /materiały prasowe

Brady Corbet po mocnym i niezwykle oryginalnym debiucie sprzed kilku lat powraca opowieścią o upadku gwiazdy muzyki pop. Ekscentryczna, wciągająca, choć nie pozbawiona pewnych słabości historia, ma ambicję na bycie alegorią początku XXI wieku.

W "Dzieciństwie wodza" (2015), świetnym debiucie, który wprowadził Corbeta na filmowe salony, młody reżyser wykreował alegorię dyktatur XX wieku. "Vox Lux", przypominające stylem i formą debiut, poprzez prezentację formowania się amerykańskiej gwiazdy pop, ukazuje historię popkultury początku XXI wieku. Z wyczuwalnymi ambicjami na bycie alegorią początku wieku w ogóle. Czy z ambicjami spełnionymi, to już inna kwestia.

Historia Celeste (fantastyczna Natalie Portman) rozpoczyna się w 1999 roku, gdy młodziutka dziewczyna przeżywa tragedię. Celeste cudem przeżywa atak uzbrojonego kolegi, który dokonuje w szkole masakry. Pobożna dziewczyna na nabożeństwie poświęconym ofiarom odśpiewuje piosenkę skomponowaną ze starszą siostrą. Ich występ nagrywa telewizja, utwór staje się hitem i otwiera jej drzwi do show-biznesu.

Reklama

Corbet przenosi nas do 2017 roku, gdy Celeste jest już ikoną muzyki pop, manieryczną i rozkapryszoną gwiazdą, której kaprysy i problemy z alkoholem znosi wierny dwór, w tym menadżer (Jude Law), siostra Eleanor (Stacy Martin) oraz nastoletnia córka (w tej roli młodziutka Raffey Cassidy, grająca również młodą Celeste). Pewne wydarzenie w Europie nieoczekiwanie przywołuje duchy przeszłości i uderza w karierę piosenkarki.

"Vox Lux" podzielone jest na rozdziały podobnie jak "Dzieciństwo wodza". Corbet wykorzystuje narrację z offu, operuje szerokimi planami i doskonale buduje sferę audialną. Reżyser kocha kontrasty, wyraziste sceny, nawiguje w stronę popkulturowej groteski, choć wyczuwa się ambicję na coś większego.

Niestety "Vox Lux" ma do zaoferowania przede wszystkim świetną rolę Portman, zabawne, karykaturalne sceny z życia show-biznesu, lecz w momentach, gdy mogłoby się stać czymś więcej, polega. Widać, że Corbet, podobnie jak w "Dzieciństwie wodza", na przykładzie jednego bohatera chce zbudować metaforę pewnych procesów kulturowych i historycznych. W przypadku Celeste to ewoluowanie statusu gwiazdy, jej rola w kulturze, nowy porządek świata. Wątki te przytłacza warstwa stylistyczna, jakby Corbet nie do końca miał coś mądrego do powiedzenia i w ten sposób ratuje słaby scenariusz.

"Vox Lux" pozostawia może niedosyt, choć filmowy tupet i gest Corbeta robi wrażenie, ale udowadnia też, że 30-latek to jedno z tych nazwisk, które zapisze się w historii kina.

6/10

"Vox Lux", reż. Brady Corbet, USA 2018, dystrybutor: M2Films, premiera kinowa 26 kwietnia 2019 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Vox Lux

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje