"Twarz" [recenzja]: Czarno to widzę...

Małgorzata Gorol i Mateusz Kościukiewicz w filmie "Twarz" /Bartosz Mrozowski /materiały dystrybutora

W "Body/Ciało" Małgorzata Szumowska brała na warsztat polską duchowość. W nagrodzonej Srebrnym Lwem na Berlinale "Twarzy" kpi z polskiego podejścia do fizyczności. Jest dla nas bezwzględna. Szydzi, wytyka, wyśmiewa, a wreszcie zostawia z poczuciem, że przeciętnemu mieszkańcowi polskiej prowincji nie pozostaje nic innego, jak... ucieczka.

Reklama

Złudzeń nie pozostawia już scena otwierająca film. Pod jednym z marketów tłoczy się o poranku grupa chętnych, by wziąć udział w "świątecznej promocji dla golasów". Gdy drzwi się otwierają, kandydaci zrzucają ubrania i rozpoczyna się wyścig po wystawione na promocji telewizory. Scena ta, choć zasadniczo metafora pierwszych lat po transformacji ustrojowej, do złudzenia przypomina krążące po sieci nagrania z wyprzedaży organizowanych przez jedną z sieci supermarketów. Szumowska z dystansem przygląda się, jak w obliczu rywalizacji Polacy całkowicie wyzbywają się swojej "ludzkiej" twarzy. I mimo że jej spostrzeżenia budzą w nas rozbawienie, są też pod wieloma względami zatrważające - tak jak snująca się na granicy kadru kobieta, której nie udaje się "wygrać" telewizora. Tę taktykę reżyserka ciągnie przez cały film. Niezależnie, czy oglądamy sceny z konfesjonału czy sekwencję amatorskich egzorcyzmów, z tyłu głowy pozostaje pytanie: "śmiać się czy płakać?".

Na bohatera, który prowadzi nas przez tę czarną filmową rzeczywistość, Szumowska wybiera Jacka (Mateusz Kościukiewicz), młodego metalowca, który od początku zdaje się nie pasować do świata wsi. Choć ma wybrankę serca (Małgorzata Gorol), swój styl i konkretną pracę (jest jednym z budowniczych gigantycznego posągu Jezusa powstającego w okolicy), nawet własna rodzina patrzy na niego krzywym okiem i życzy mu, "by ściął wreszcie te włosy". Na domiar złego, gdy w pracy Jacek ulega poważnemu wypadkowi i wraca do rodzinnej wioski z nową twarzą, najbliżsi ludzie zupełnie nie potrafią poradzić sobie ze zmianą. Matka (Anna Tomaszewska) nie umie dłużej kochać (nie)swojego syna, szwagier (Robert Talarczyk) staje się o niego zazdrosny, a dziewczyna znajduje sobie "ładniejszego". I tylko siostra (Agnieszka Podsiadlik) poświęca się walce o dobro brata, bo daje jej to możliwość ucieczki od własnego, nie do końca udanego życia.

Reklama

Poza oczywistym wymiarem opowieści, odczytywanej jako współczesna baśń o tolerancji i akceptacji, Szumowska robi w "Twarzy" tradycyjny przegląd drażliwych spraw. Poczynając od Kościoła, któremu "dostaje się" wyjątkowo mocno, przez ksenofobię polskiego społeczeństwa i zakłamanie telewizji, aż po krytyczną kondycję instytucji rodziny, która - zamiast wspierać - kopie dołki. Księża nie odróżniają Cyganów od muzułmanów, przy wódce hitem są rasistowskie żarty, bracia kłócą się o działkę nad grobem ojca, a Krzysztof Ibisz na kobietę roku wybiera zrozpaczoną matkę po stracie syna - tak oczami Szumowskiej wygląda dziś Polska. Choć wyłania się z tego obraz surowy, wręcz bezlitosny, reżyserka punktuje nas z fenomenalnym wyczuciem w konwencji czarnej komedii, z przymrużeniem oka i bez nadęcia. Dzięki temu jej wyliczanka grzechów nie boli, a skłania do myślenia.

Dopełnieniem jest imponująca forma wizualna. Impresyjne zdjęcia Michała Englerta, rozmywające ostrość na rogach kadru, nadają "Twarzy" jeszcze bardziej uniwersalnego, baśniowego charakteru. Opowieść staje się dzięki nim nieco odrealniona, alegoryczna, a samo miejsce akcji - Nowhere - tylko podkreśla, by w żaden sposób dzieła Szumowskiej nie czytać dosłownie. Dodając do tego genialnie ograne kontrasty - jak choćby wykorzystanie utworów Metalliki w czasie scen jazdy maluchem, czy dyskotekowego przeboju Gigi D’Agostino podczas wiejskiej potańcówki, wyłania się obraz dzieła od początku do końca zrealizowanego bez potknięć przez dojrzałego, świadomego twórcę. Paru tych najbardziej żywiołowych scen mógłby Szumowskiej pozazdrościć sam Xavier Dolan.

Mniej entuzjastycznie robi się, gdy przestajemy patrzeć na "Twarz" jak na manifest, a zaczynamy szukać w niej emocji. Nie sposób odmówić twórcom "ważności" przedsięwzięcia, ale w czysto emocjonalnym wymiarze może spotkać nas solidny zawód. Nowe dzieło Szumowskiej nie angażuje w taki sposób jak "Body/Ciało" i nie wzrusza jak "33 sceny z życia". Najbardziej poruszające wątki są w "Twarzy" jedynie naszkicowane, a warstwa ironiczna kradnie całą uwagę reżyserki. Koniec końców pojawia się w nas refleksja, ale brak "ciosu", który w finale zwaliłby z nóg. I mimo świetnych kreacji, szczególnie Agnieszki Podsiadlik i Małgorzaty Gorol, trudno oprzeć się wrażeniu, że nawet bohaterowie są nieco mniej kolorowi, niż ci z nagrodzonego Orłem poprzednika "Twarzy".

To jednak tylko drobna rysa, które zupełnie nie burzy obrazu Szumowskiej jako jednej z najwnikliwszych obserwatorek wśród polskich autorów. Przed reżyserką zapewne trudny rok - bo tak jak ostro ocenia nas, tak ostro i ją osądzi teraz część widzów. Szumowska pokazuje w "Twarzy", że jako naród nie potrafimy poradzić sobie z krytyką. Jej kino w pewien sposób ma nas tego uczyć. Nawet jeśli najpierw każe nam się śmiać, a zaraz później płakać...

7,5/10

"Twarz", reż. Małgorzata Szumowska, Polska 2018, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 6 kwietnia 2018 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Twarz | Małgorzata Szumowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje