"Trzy tysiące lat tęsknoty": Baśn, komiks, widowisko? Wszystko z rozmachem!
Tym razem George Miller, reżyser i współscenarzysta w jednym, odpuszcza dzikość, furię oraz szaleństwo, odchodząc w bardziej nostalgiczne, duchowe, egzystencjalne wręcz rejony. Oczywiście, aby rzecz całą ubarwić, nadać jej pewnego rozmachu i cech widowiska, sięga po elementy baśni czy komiksu. I to dosłownie, gdyż "Trzy tysiące lat tęsknoty" opowiadają o Dżinie. Tak, tym legendarnym Dżinie z lampy. Tym razem przywołuje go przypadkiem Dr Alithea Binnie (w tej roli Tilda Swinton), która zawodowo zajmuje się analizowaniem starożytnych podań i baśni.
I tu rodzi się problem, gdyż nasz umęczony tak długą egzystencją, w większości zamkniętą w butelce, Dżin bardzo by chciał, aby życzenia padły szybko, prosto z serca i były dokładnie trzy. Co zrobić jednak, kiedy konsekwencje takiej nonszalancji są zbyt dobrze znane Dr Alithei. Zbyt wiele w życiu przeczytała, poznała aż nadto podań i opowieści, aby teraz się z tym spieszyć czy w ogóle ulegać takiej pokusie. Dlatego Dżin podejmuje się opowiedzieć jej swoją historię, pełną emocjonalnego cierpienia, pasji i namiętności, a w konsekwencji życiowej porażki.

"Trzy tysiące lat tęsknoty": Swinton i Elba - nietypowa para bohaterów
Każdy utwór podlega interpretacji, dlatego naturalnym pytaniem jest, o czym to było, jest albo powinno być? W przypadku najnowszego filmu George’a Millera tym bardziej trudno o to nie zapytać. Jako widzowie otrzymujemy historię dwojga samotnych, przegranych postaci, które finalnie stają się ostatnią dla siebie szansą na szczęście, wewnętrzne ukojnie, jakąś harmonię w życiu.
W przypadku Dr Alithei, granej jak zawsze na swoim wysokim poziomie przez Tildę Swinton, sprawa jest o tyle skomplikowana lub nie, że jej życie to akurat już spokojna, uporządkowana prosta. Już dawno porzuciła mrzonki o uczuciach, podporządkowując wszystko intelektowi. Inteligencja jako remedium na emocje i uczucia? Jakie to naiwne i zwodnicze - wydaje się komunikować Miller. Człowiek bez tej sfery duchowej jest i zawsze będzie nieszczęśliwy, samotny, pusty w środku - dopowiada.
Z drugiej strony Dżin, w którego znakomicie wciela się Idris Elba, jest osobowością pełną namiętności, wręcz niepoprawnym romantykiem, gotowym dla miłości samemu zamknąć się w lampie lub butelce i pogrążyć w otchłani zapomnienia. Co za ironia losu, jaka to ślepa uliczka - wydaje nam znów podpowiadać twórca rozpędzonego i niepowstrzymanego Mad Maksa. I nawet trudno nie przyznać mu racji, gdyby tylko film mógł bardziej angażować, pochłaniać uwagę widza, dawać nieco więcej satysfakcji z serwowanego przekazu.

"Trzy tysiące lat tęsknoty": Coś poszło "nie tak"
Przykro to pisać, ale coś poszło "nie tak". O ile jeszcze, przynajmniej dla piszącego te słowa, wydarzenia na ekranie łączą się bez przymusu z uwagą oglądającego - kiedy Dżin snuje swoje trzy biograficzne historie - o tyle w momencie wypowiedzenia przez Dr Alithę życzenia, fabularnie niniejsza realizacja właściwie się kończy. To, co powinno być wisienką na torcie, podnoszącym temperaturę, emocjonującym trzecim aktem, jakimś efektownym, trzymającym w napięciu finałem - nie następuje.
Temperatura spada proporcjonalnie do ekranowej geografii, kiedy z Bliskiego Wschodu lądujemy w Londynie. Wszystko co miało treść, ekspozycję i barwną oprawę zawarte jest w opowieściach Dżina. Kiedy ten kończy, kończy się wszystko, co ciekawe w tej filmowej historii. Tak to sobie George Miller wymyślił, tak to poprowadził i w takiej postaci oddał nam widzom. Efekt jest umiarkowany. Bywa.
Zobacz również:
Co nie znaczy, że obraz nie trafi do widzów. To nie jest zły film, ma on swój urok, pewien uniwersalny przekaz, swoją magię. Już sam duet - Tilda Swinton i Idris Elba - stanowi wartość samą w sobie. Czuć między nimi wyraźną chemię. A że narracyjnie Miller wyraźnie zwolnił? Po czymś tak energetycznym, jak ostatni z filmów o Mad Maksie, trudno się dziwić, że potrzebował chwili na złapanie oddechu.
"Trzy tysiące lat tęsknoty" są melancholijną przypowieścią o samotności. Szansą na moment, aby się zatrzymać, coś sobie poukładać w tym nie zawsze idealnym życiu i iść dalej. Mimo wszystko warto teraz poczekać na - miejmy nadzieję gorącą, ostrą i niezatrzymującą się - "Furiosę".
6/10
"Trzy tysiące lat tęsknoty", reż. George Miller, USA 2022, USA/Australia 2022, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 9 września 2022 roku.












