Reklama

​"Tom of Finland" [recenzja]: Święty obrazek

Kadr z filmu "Tom of Finland" /materiały prasowe

Poznajcie legendę z odległego kraju. Touko Laaksonen, znany także jako "Tom z Finlandii", zasłynął dzięki rysunkom, na których umięśnieni mężczyźni oddają się szorstkiej miłości. Był artystą, który z bezwstydną brawurą przelewał na papier swoje erotyczne fantazje.

Film Dome Karukoskiego w syntetyczny sposób opowiada o życiu i karierze Toma; to pigułka z dawką informacji. Zanim utalentowany Touko staje się gwiazdą, służy jako żołnierz, aby potem zacząć pracę w reklamie. W międzyczasie szuka zaspokojenia w spelunach i parkach, ryzykując zostanie przyłapanym i ukaranym. Utrzymuje kontakty z siostrą, która nie do końca go akceptuje, ale pozostaje mu przychylna. Po serii pomniejszych seksualnych przygód poznaje wreszcie tego jedynego mężczyznę. Sukces odnosi najpierw w USA, gdzie panuje bardziej przyjazny klimat niż w konserwatywnej Europie. Fabuła jest ujęta w klamrę, w której Tom czeka na spotkanie z hordą fanów. Jest stary i szczęśliwy. Sławny i akceptowany.

Reklama

W tle dzieje się historia. II wojna światowa i zimna wojna. Prześladowania gejów, seksualna rewolucja, epidemia AIDS. Dużo tego, ale przy tym jakoś mało; te wszystkie wątki i konteksty nie sprawiają, że po skończonym seansie Touko wydaje się kimś więcej niż figurą z encyklopedii.

Jego biografia jest opowiedziana pobieżnie, a do tego na chłodno. Kolejne fragmenty, chociaż efektownie zainscenizowane, nie posiadają emocjonalnego impetu. Rozmowa o frontowych romansach ze skonsternowaną siostrą? Aresztowanie przez niemiecką policję? Ciężka choroba ukochanego? To tylko incydenty, które znikają w powodzi mijających dni i lat, nieważne w obliczu wiecznej sławy, jaką zagwarantowały bohaterowi jego świńskie rysunki. Film jedynie ślizga się po powierzchni faktów. Ten święty obrazek nie krwawi.

W Touko wciela się Pekka Strang, który niekiedy do złudzenia przypomina Davida Thewlisa, mającego na koncie rolę poety o homoseksualnych skłonnościach w "Całkowitym zaćmieniu" Agnieszki Holland. Bohater jest obdarzony szczupłą budową, pociągłą twarzą intelektualisty i melancholijnym spojrzeniem, przez co stanowi dokładne przeciwieństwo przywoływanego w swoich pracach ideału mężczyzny: silnego, władczego, witalnego, niebezpiecznego. Gdy próbuje się do niego zbliżyć, zakładając czarną motocyklową kurtkę, wygląda absurdalnie, jak klasowy oferma, który próbuje dołączyć do grona fajnych dzieciaków. Jego sztuka wydaje się kompensacyjna i eskapistyczna, ale też subwersywna: przecież ci parujący testosteronem twardziele są pedałami. Kwestia kierujących nim prywatnych i artystycznych impulsów nie zostaje jednak rozwinięta.

Jedyna refleksja na temat twórczości Toma sprowadza się do starego jak cenzura pytania, czy tego rodzaju obscena ma w ogóle rację bytu. Odpowiedź jest oczywista. Zgodni co do tego będą wszyscy ci, którzy zdecydują się zapłacić z własnej kieszeni za bilet na film o słynnym gejowskim obrazoburcy.

4/10

"Tom of Finland", reż. Dome Karukoski, Finlandia 2017, dystrybutor: Tongariro Releasing, premiera kinowa: 24 listopada 2017 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Tom of Finland

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy