Reklama

"Step Up: All In" [recenzja]: Powrót na szczyt

Po gorącej rewolucji ("Step Up 4 Revolution") przyszedł czas na szarą rzeczywistość. Bohaterowie poprzedniej części tanecznej serii "Step Up" byli bardzo blisko sławy, kariery i wielkich pieniędzy. Bańka mydlana prysła w mgnieniu oka.

Godziny spędzone na castingach kończą się najczęściej odrzuceniem i wiecznymi długami. "Rewolucjoniści" marzą teraz o stabilności finansowej i spokoju. Niestety w Los Angeles, "mieście aniołów", mogą przetrwać tylko najbardziej wytrwali zawodnicy.

Reklama

Po raz kolejny naiwna fabuła służy tylko i wyłącznie jako spoiwo kolejnych "kosmicznych" choreografii i występów tanecznych poszczególnych bandów. Od "biedy" i zapomnienia tancerzy ma uratować show w Las Vegas, które wygranej ekipie gwarantuje trzyletni kontrakt na występy. Nad całością imprezy panuje "ekscentryczna" Alexa Brava (Izabella Miko), która przypomina odrobinę kiepska podróbkę Cruelli de Vil i Effie Trinket ("Igrzyska śmierci") w jednym. Tak naprawdę mogłoby jej nie być, ale jej efektowne stylizacje mają najprawdopodobniej wprowadzać szczyptę pikanterii.

W trakcie konkursu konkurują ze sobą bohaterowie wcześniejszych części serii. Tym razem główną parą zakochanych są Sean ("Step Up 4 Revolution") i Andie (Step Up 2"). Porzuceni przez ukochanych z poprzednich części mają stworzyć duet doskonały.

W tym roztańczonym świecie banałów najważniejszy konflikt polega na zderzeniu postawy Andie, która po prostu uwielbia tańczyć ze znajomymi, i Seana, który marzy przede wszystkim o byciu tanecznym celebrytą. Na dokładkę niespełniony gwiazdor wchodzi w konflikt ze swoją dawną ekipą przyjaciół (Mob) i zostaje wystawiony na próbę uczciwości w scenerii "miasta grzechu".

W porównaniu do poprzednich części "Step Up", tym razem jest o wiele bardziej elegancko i bogato. Parkurowe, streetartowe i akrobatyczne występy ustąpiły miejsca show w Las Vegas. Bunt w stylu gangsta przeszedł transformację. Muskularni tancerze i tancerki występują już teraz w scenerii glamour. Wychodzi na to, że ewidentnie czas dorosnąć i dostosować się do praw rynku, na którym "rewolucjonistów" jest już po prostu za dużo.

Podobnie jak w poprzednich częściach, relacja dwójki głównych bohaterów wybrzmiewa w finałowym występie na scenie. Czarne charaktery nie mają najmniejszych szans na jej wrogie przejęcie. W końcu nowa ekipa Seana i Andie to prawdziwi przyjaciele na śmierć i życie, więc bez względu na rezultat konkurencji i tak są wygranymi.

Wszystkie gagi, popisy i skomplikowane choreografie oglądane w okularach 3D tradycyjnie już robią duże wrażenie. W sumie można zapomnieć o fabule i wyobrażać sobie, że "Step Up: All In" to po prostu zapis zawodów tanecznych, w których kolejny raz występują ci sami zawodnicy. Nic poza tym.

2/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Step Up: All In", reż. Trish Sie, USA 2014, dystrybucja: Monolith Films, premiera kinowa: 18 lipca 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje