"Sobibór" [recenzja]: Ucieczka z piekła

W "Shoah" Claude’a Lanzmanna jednym ze sprawców, który zabierał głos i opowiadał o obozach zagłady, był Franz Suchomel. Kilkadziesiąt lat po wojnie starszy pan udzielał wywiadu dokumentaliście, pokazując na mapie Treblinki, jak wyglądał obóz i na w jaki sposób prowadzono ludzi z rampy kolejowej do komór gazowych. Suchomel służył również w Sobiborze. Po wojnie otrzymał wyrok kilku lat więzienia.

Christopher Lambert w filmie "Sobibór"

Konstantin Chabienski wraca do historii obozu w Sobiborze, żeby pokazać nie tylko proces eksterminacji ludności żydowskiej w okresie II wojny światowej. Głównym tematem "Sobiboru" miała być próba opowiedzenia o oporze więźniów przeciwko władzy SS tuż przed likwidacją obozu w II połowie 1943 roku.

Reklama

Temat buntu Żydów w tym obozie zagłady został już pokazany ponad dwie dekady temu w filmie "Ucieczka z Sobiboru" (reż. Jack Gold). Wtedy w rolę nieformalnego przywódcy powstania, Saszy Pieczerskiego, wcielił się Rutger Hauer. Partnerowali mu Joanna Pacuła i Alan Arkin. Chabienski ewidentnie próbuję uciec od tego obrazu, ale nie ma narzędzi, żeby zbudować całkowicie nową narrację. Czerpie garściami ze wspomnień tych, którzy przeżyli, m.in. z relacji Philipa Bialowitza, ale koncentruje się na ekstremach.

W "Sobiborze" punktem ciężkości staje się studium Zagłady w sensie bardzo dosłownym. Kolejne sceny są coraz bardziej brutalne i naturalistyczne. Nie ma żadnych granic. Kamera pokazuje to, co działo się z ludźmi w komorach gazowych. Niektóre obrazy są nie do zniesienia. Od pewnego momentu film Chabienskiego przypomina serię parateatralnych epizodów, w których liczy się tylko i wyłącznie przemoc i zdziczenie sprawców. Odnosi to skutek odwrotny od założonego. 

"Sobibór" powiela wszystkie znane klisze filmów holokaustowych. Trudno oglądać ten obraz, mając za sobą projekcję "Syna Szawła" Laszlo Nemesa, "Diamentów nocy" Jana Nemeca czy monumentalnego "Shoah" Lanzmanna. Trudno zrozumieć sposób podejścia do historii Zagłady, który prezentują twórcy. Brutalizacja, ekstremalny naturalizm i symboliczni, momentami wręcz papierowi bohaterowie - to wszystko potęguje jeszcze fakt, że jeden z najważniejszych aktów oporu żydowskiego w okresie Holokaustu został sprowadzony do pretensjonalnej, symbolicznej opowiastki.

SS to albo sadyści, albo milczący szaleńcy, którzy zachowują się po prostu dziwacznie. Po drugiej stronie są więźniowie, których historie są opowiadane jako seria "modelowych" epizodów, zawsze okraszonych puentującą sentencją. Finałowa metafora to już ekstremalne przekroczenie rodem z najbardziej znanych obrazów spod znaku holokaustowego kiczu.

Chabienski nie tylko wyreżyserował "Sobibór". Zagrał w nim główną rolę Saszy Paczerskiego. Partnerował mu m.in. Christopher Lambert w roli SS-Oberscharführera Karla Frenzla. Najprawdopodobniej główna oś narracyjna filmu miała się opierać na pojedynku tych dwóch postaci. Pozostaje to jednak w sferze domysłu i kilku mało znaczących scenek, w których liczy się tylko i wyłącznie spojrzenie. Sam bunt i ucieczka więźniów to zaledwie kilkanaście minut filmu. Co ciekawe, na samym początku tej sekwencji ginie Leo (Dainius Kazlauskas) - żydowski przywódca buntu, który przeżył i został wyzwolony przez Armię Czerwoną. Zastrzelono go dużo później, w kwietniu 1945 roku w Lublinie. I nie zrobili tego naziści.

4/10

"Sobibór" [Sobibor], reż. Konstantin Chabienski. Rosja, Niemcy, Litwa 2018, dystrybutor: NovaFilms, premiera kinowa: 11 maja 2018

Dowiedz się więcej na temat: Sobibór (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje