Reklama

"Śniegu już nigdy nie będzie": Dużo pomysłów, mało treści [recenzja]

Alec Utgoff i Agata Kulesza w filmie "Śniegu już nigdy nie będzie" /Kino Świat/Lava Films, Match Factory Productions /materiały prasowe

"Śniegu już nigdy nie będzie", najnowszy film Małgorzaty Szumowskiej i Michała Englerta, przywodzi na myśl wcześniejsze dokonania pary twórców. Niestety, umieszczając swoje dzieło między pisaną dużymi literami satyrą rodem z "Twarzy" i ironicznym potraktowaniem metafizyki późnych dzieł Krzysztofa Kieślowskiego niczym w "Body/Ciało", tworzą limbo pięknych, acz pustych ujęć. Składają wiele obietnic, ale nie wywiązują się z ani jednej.

Żenia (znany z trzeciego sezonu "Stranger Things" Alec Utgoff) pojawia się na ogrodzonym podwarszawskim osiedlu domków jednorodzinnych. Chodząc od drzwi do drzwi, mężczyzna oferuje swoje usługi - jest masażystą, hipnotyzerem, być może także uzdrowicielem. Codziennie wraca na osiedle, stając się tym samym biernym świadkiem trosk swoich klientów, dalekich od szczęścia, mimo świetnej sytuacji materialnej.

Początkowo Żenia trafia do domu Marii (Maja Ostaszewska), znerwicowanej matki trójki dzieciaków, których ojca wiecznie nie ma w domu. Sceny te sugerują, że dostaniemy powtórkę z "Twarzy", tyle że tym razem wymierzoną w najbogatszych. Chociaż reżyserski duet nie dokręca tak bardzo śruby, ich ironia opiera się ponownie na powierzchownej obserwacji, wzbogaconej o odrobinę empatii. Jednak podczas wizyty u kolejnego klienta strategia ulega zmianie. Zamiast ciągłej narracji twórcy proponują serię epizodów, powiązanych ze sobą miejscem akcji i osobą masażysty.

Reklama

Niektóre z nich są bardzo udane, jak dramat ciężko chorującego mężczyzny (Łukasz Simlat), szukającego alternatywnych metod na przedłużenie swojego życia. Inne, historia Katarzyny Figury jako właścicieli trzech psów, zahaczają o nieśmieszny i opowiadany stanowczo za długo dowcip. Problem leży w tym, że Szumowska i Englert rozpoczynają wiele wątków, przy każdym z nich zaznaczają nieco inną strategię twórczą, ale żadnego z nich nie prowadzą do satysfakcjonującego końca. Chociaż osiedle domków-klonów zasiedlają różnorodnymi postaciami, o ani jednej nie mają za dużo do powiedzenia.

Najmocniejszym punktem "Śniegu..." okazuje wcielający się w Żenię Utgoff, który w czasie filmu przyjmuje wiele twarzy, zawsze odpowiednich do oczekiwań mieszkańców osiedla, u których akurat przebywa. Z naiwnym uśmiechem sprawdza się jako milczący obserwator i ujmujący kochanek. Udaje mu się także nadać swojemu bohaterowi aury tajemniczości, przez co do końca nie wiemy, czy jest on obdarzonym nadprzyrodzonymi mocami uzdrowicielem, czy może żerującym na nieszczęściu innych hochsztaplerem. Niestety, twórcy także w jego przypadku mają o wiele za dużo nigdzie niezmierzających pomysłów - m.in. wątek tragicznego dzieciństwa Żeni. Nie wybrzmiewa on także jako zwiastun nadziei dla kolejnych bohaterów.

Film rzuca nas w objęcia plejady najlepszych polskich aktorów, zachwyca stroną formalną, czasem cytuje mistrzów kina, a pod koniec wprost wskazuje proekologiczną lekcję za pomocą planszy informacyjnej - wszystko to nie odwraca uwagi od braku motywu przewodniego. Podróż Żeni okazuje się koniec końców festiwalem prostych śmiechów i pytań bez odpowiedzi. Oczekiwania były o wiele większe.

5/10

"Śniegu już nigdy nie będzie", reż. Małgorzata Szumowska i Michał Englert, Niemcy/Polska 2020, dystrybucja: Kino Świat, premiera kinowa: 4 czerwca 2021 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Śniegu już nigdy nie będzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama