Reklama

"Serena" [recenzja]: Strzeżcie się Jennifer Lawrence

U duńskiej mistrzyni dramatu psychologicznego Susanne Bier ("Bracia") Jennifer Lawrence zjawia się na ekranie z jasnoczerwoną szminką na ustach, z charakterystyczną falą idealnie przylegających do porcelanowych policzków blond włosów. Bradley Cooper zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, a widz natychmiast wie, że ta pasja zniszczy nie tylko kochanków.

Czaruje swoim uśmiechem, dowcipem i bezpośredniością, błyszczy na salonach, bawi na galach, zachwyca mężczyzn i kobiety. Jako Mystique czy Katniss Everdeen - w imię sprawiedliwości i w obronie pokrzywdzonych - potrafi mocno skopać tyłek złoczyńcom. Ta urocza dziewczyna, którą próbował poderwać Jack Nicholson, ma jednak też i bardziej mroczne oblicze. Jej Serena z filmu Susanne Bier to kobieta niebezpieczna, femme fatale, z którą niewielu odważyłoby się na romans...

Reklama

Akcja "Sereny" osadzona została w latach 20. minionego wieku. W cieniu rozpoczynającego się Wielkiego Kryzysu, dumny i pewny siebie George Pemberton (Cooper) prowadzi w Smoky Mountains w Karolinie Północnej wycinkę lasu na wielką skalę. Chociaż interes wydaje się kwitnąć, potrzebuje dużego zastrzyku gotówki. Niespodziewanie, razem z pieniędzmi udaje mu się zdobyć żonę - piękną woltyżerkę i dziedziczkę fortuny Serenę (Lawrence). Parę łączy nie tylko gwałtowne pożądanie i wzajemna fascynacja, ale przede wszystkim ambicja.

Serena nie jest delikatną kobietą-ozdobą. To zdecydowana wspólniczka, która z jednej strony wie, jak wykorzystać swój seksapil, z drugiej nie boi się błota, brudu, krwi i siekier. Razem bezwzględnie prą do przodu. Gdy on w końcu zaczyna mieć pewne opory, ona twardo stawia sprawę, nie zważając na prawo czy moralność. Prawdziwie złowrogie oblicze kobieta pokaże jednak dopiero wtedy, gdy dowie się o nieślubnym dziecku George'a...

Gwiazdy w obsadzie i mocny, oparty na książce Rona Rasha temat... A jednak "Serenę" od początku prześladował jakiś pech. Zanim scenariuszem zainteresowała się Bier, reżyserią miał pokierować Darren Aronofsky, który w głównej roli widział Angelinę Jolie. Twórca "Requiem dla snu" ostatecznie wycofał się z prac, poświęcając się superprodukcji "Noe. Wybrany przez Boga", a zamiast Jolie na planie zjawiła się Lawrence.

Zdjęcia zrealizowano wiosną 2012 roku - dla oszczędności w Czechach. Chociaż już wtedy w mediach pojawiły się pierwsze informacje o projekcie, naprawdę głośno zrobiło się o nim wraz z premierą "Poradnika pozytywnego myślenia". Duet Cooper-Lawrence okazał się tak dobry, że wszyscy chcieli go ponownie zobaczyć. Coś jednak poszło nie tak. Krótki poślizg w pracach montażowych przekształcił się w kilkunastomiesięczną dziurę, w trakcie której zarówno Bier, jak i aktorzy zakończyli inne przedsięwzięcia: aktorka para zagrała w "American Hustle", a reżyserka nakręciła "Drugą szansę z Nikolajem Costerem-Waldau (premiera 27 lutego!).

Gdy "Serena" wróciła w końcu na stół montażowy, pech nadal mocno się jej trzymał. Żaden z dużych festiwali - ani Wenecja, ani Toronto, ani Locarno - nie zainteresował się tytułem. W Londynie, gdzie ostatecznie film doczekał się światowej premiery, pokazany został bez żadnej fety, czerwonego dywanu - w multipleksie. W Stanach dopiero niedawno zapadła decyzja, że produkcja trafi do dystrybucji - tyle że jedynie w internecie. Co się stało? Na pewno zabrakło mocnego PR-u, ale i film nie do końca spełnia oczekiwania, które rozbudził.

Z jednej strony "Serena" to wspaniałe, budujące surowy klimat zdjęcia Mortena Soborga ("Valhalla: Mroczny wojownik"), kostiumy i rekwizyty z epoki. Jej aura. Duet Lawrence - Cooper sprawdza się wyśmienicie. Sama Jennifer budzi dreszczyk emocji, niepokój i fascynację zarazem. Udowadnia, że popularność zawdzięcza nie tylko ładnej buzi, ale i temperamentowi oraz talentowi. Ciekawie wypada również drugi plan - David Dencik - jako Buchanan, dotychczasowy współpracownik George'a, bardzo nieufny wobec Sereny, czy Rhys Ifans - jako Galloway, silny i śmiertelnie niebezpieczny drwal, który staje się wiernym sługą kobiety. Aktorzy przykuwają uwagę, ale od historii dystansuje sam scenariusz.

Mogła "Serena" przeżerać trzewia jak "Aż poleje się krew". Osadzony w brutalnych realiach Wielkiego Kryzysu film, mógł zyskać bardzo uniwersalny i współczesny wydźwięk. Mógł stać się przeszywającą analizą chorej ambicji, stawiającej biznes przed człowiekiem, rodziną czy przyjaciółmi. Serena to niezmiernie intrygująca bohaterka - uroda, silny i bezwzględny charakter i tajemnica z przeszłości czynią z niej wymarzoną postać dla kina. Do czasu, gdy zmianie ulegają jej motywacje - i z wojującej bizneswoman staje się mściwą zazdrośnicą, stopniowo popadającą w histerię i szaleństwo.

Choć po seansie w głowie zostają piękne panoramy czeskich lasów, grających amerykańskie Smoky Mountains, to trochę nie wiadomo, czy oglądało się gorzki moralitet czy ckliwy kostiumowy melodramat. Czegoś naprawdę zabrakło i pozostał spory niedosyt.

6/10

---------------------------------------------------------------------------------------


"Serena", reż. Susanne Bier, USA, Francja, Czechy 2014, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 6 lutego 2015 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje