Reklama

"Sceny z życia małżeńskiego": Rozwód w pięciu aktach [recenzja]

Oscar Isaac i Jessica Chastain w serialu "Sceny z życia małżeńskiego" /HBO /materiały prasowe

Ten seans może zaboleć, ale może też zapalić w głowie czerwone lampki i pomóc w przepracowaniu własnych związkowych traum. Wciąga, chociaż nie jest ani lekki, ani łatwy, ani przyjemny. Padają tu słowa ostrzejsze niż brzytwa.

Kochają się, rozmawiają ze sobą, dzielą swoimi emocjami i obowiązkami, starają się być szczerzy i otwarci, a jednak z każdą chwilą oddalają się od siebie coraz bardziej. Miłość przekształca się w dystans, a nawet wrogość - jak w tym porzekadle o cienkiej granicy między miłością i nienawiścią... Według statystyk, ponoć aż 30 do 40% małżeństw kończy się rozwodem. "Sceny z życia małżeńskiego" w pięciu rozdziałach poddają rozpad relacji szczegółowej wiwisekcji. Z precyzją równą tej, którą mogliśmy oglądać w "Historii małżeńskiej" Noah Baumbacha, tudzież w "Drodze do szczęścia" Sama Mendesa, może nawet jeszcze bardziej pogłębionej i rozbudowanej. Równie szczerej.

Reklama

"Sceny z życia małżeńskiego": Wiwisekcja rozpadu związku

Nie mylą się ci kinomani, którzy sądzą, że gdzieś już ten tytuł słyszeli. Hagai Levi, reżyser i współscenarzysta (w pracy przy części odcinków wspierała go Amy Herzog) wchodzi w dialog z klasycznym dziełem Ingmara Bergmana - "Scenami z życia małżeńskiego" z 1974 roku, z Liv Ullmann i Erlandem Josephsonem w rolach głównych. A może raczej odbija się od niego, tworząc serial podobny pod względem punktu wyjścia, czyli opowieści o rozpadzie małżeństwa, skrajnie inny, jeżeli idzie o dynamikę postaci i otaczający ich świat.

Nie chodzi bynajmniej o zamianę Sztokholmu na amerykańskie przedmieścia. Levi opowiada przede wszystkim o współczesnej parze, całkiem innej niż ta sprzed czterech czy pięciu dekad, o ludziach wyposażonych w multum narzędzi i wiedzę na temat związku. Bardzo go świadomych, analitycznych. Unika też pułapki stereotypu - a to za sprawą prostego, a jednak rewolucyjnego posunięcia, jakim jest odwrócenie ról: słaba płeć, delikatna, naiwna kobieta i silny mężczyzna, zimny drań. To dopiero byłaby zgroza. To dopiero byłaby naiwność.

Ona - Mira (Jessica Chastain) to ambitna kobieta, która realizuje się w pracy na wysokim stanowisku w korporacji, jest główną żywicielką rodziny, bo pozwala jej na to pensja. On - Jonathan (Oscar Isaac) jest głównym opiekunem dziecka, swoją pracę naukową może rozwijać w domu, zarabia dużo gorzej. I to Mira inicjuje rozstanie. Gdy zatrzaskuje za sobą drzwi, choć mówi Jonathanowi rzeczy najokrutniejsze, nie da się jej jednoznacznie osądzić jako tej wyrodnej, "złej kobiety", która rujnuje coś pięknego. Może tak jest, a może tkwienie w kłamstwie czy fałszywej nadziei byłoby znacznie bardziej toksyczne i gorsze dla wszystkich, także dla dziecka? Czy aborcja, do której dochodzi w pierwszym odcinku, jest przyczyną czy skutkiem? W serialu Levi pozostawia olbrzymie pole dla widzów i ich uczuć, przemyśleń. "Sceny z życia małżeńskiego" A.D. 2021 to właśnie ten rodzaj produkcji, którą każdy musi przefiltrować przez siebie i swoje doświadczenia, przekonania, emocje, oczekiwania.

"Sceny z życia małżeńskiego": Intymny charakter

Serial ma bardzo kameralny, wręcz intymny charakter - ale to też nie ten słynny Bergmanowski styl ekstremalnych zbliżeń, które śledzą każdy milimetr twarzy i drgnięcie źrenicy. Chociaż przez większość czasu jesteśmy z dwójką lub jednym z bohaterów w zamkniętej przestrzeni, a główny nacisk kładziony jest na dialog, to w obrazie nie ma ani chwili nudy czy teatralności. Kamera przygląda się twarzom, ale bez emfazy. Jest z bohaterami, ale nie tłamsi ich. Ruch wprowadza też charyzma i energia samych aktorów - Chastain i Isaac są w swoich kreacjach bardzo wiarygodni i szczerzy, choć Levi daje im możliwość "udawania", nawet sztuczności. Odcinki otwierają ujęcia "zza kulis". Widzimy ekipę w maseczkach (zdjęcia odbyły się w pandemicznym rygorze sanitarnym), słyszymy urywki dialogu związanego z przygotowaniami do kręcenia kolejnej sceny. Taka zabawa, mrugnięcie okiem, cudzysłów, a może ukłon w stronę Bergmana, podkreślenie elementu dialogu z klasykiem.

Wszystko jest tu na właściwym miejscu i w wyważonych proporcjach, o ile szuka się realizacji z zacięciem psychologicznym. W końcu Levi ma wprawę w prowadzeniu takich opowieści, jest autorem słynnej "Terapii", która doczekała się kilku "narodowych" wersji. Swoją drogą ciekawe jak "Sceny z życia małżeńskiego" wyglądałyby w polskiej odsłonie, w kraju, gdzie hasło "urlop tacierzyński" ciągle potrafi wzbudzić kpiący uśmiech na twarzy rozmówcy?

7/10

"Sceny z życia małżeńskiego" (Scenes from a Marriage), reż. Hagai Levi, USA 2021, produkcja: HBO, premiera w HBO: 13 września 2021 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje