Reklama

"Psy mafii" [recenzja]: Pocztówki z bagna

Od XIX-wiecznych australijskich pustkowi ("Propozycja"), przez postapokaliptyczne gruzowisko ("Droga"), po USA czasów prohibicji ("Gangster") - John Hillcoat lubi zabierać widzów do niebezpiecznych miejsc, tam, gdzie obowiązuje prawo pięści, noża i obrzyna. W jego najnowszym filmie jest to współczesna amerykańska metropolia: Atlanta.

Kadr z filmu "Psy mafii"

Pośród drapaczy chmur i ulic nędzy trwa bezpardonowa walka. Nieliczni policjanci z prawdziwego zdarzenia uparcie stawiają czoła zbrodni, chcąc uczynić świat lepszym miejscem lub przynajmniej poczuć namiastkę satysfakcji. Ich skorumpowani koledzy po fachu w biały dzień próbują zachować pozory uczciwości, ale pod osłoną nocy spiskują z przestępcami. Najpotężniejszym graczem w mieście pozostaje rosyjska mafia, do której ulubionych metod działania należą szantaż i morderstwo.

Czuć w filmie Hillcoata duże ambicje. Chęć zarysowania szerokiego tła, na którym widoczne byłyby cechujące wielkomiejską rzeczywistość skrajności i dziwactwa. Pokazania, jak uwikłani w przeróżne układy bohaterowie starają się zachować resztki niezależności. Zderzenia ze sobą przeciwstawnych postaw. Widać, że "Psy mafii" zaplanowano jako fresk na miarę "Gorączki" Michaela Manna. Niestety, film przez większość czasu ciąży w stronę produkcji klasy B.

Reklama

Jest to w dużej mierze wina scenariusza, w którym roi się od niedopracowanych i niepotrzebnych wątków. Chociaż nie brakuje tu barwnych epizodów z życia przestępczego podziemna, to nie składają się one na szeroki, ciekawy obraz, nie oferują niczego poza sztampową wizją wszechobecnej degrengolady. Poszczególne postacie zostają wyposażone w przeszłość lub życie rodzinne, ale niewiele to o nich mówi i nie za bardzo wpływa na ich postępowanie. Kolejne informacje i dygresje tylko wprowadzają wrażenie chaosu, zamiast pogłębiać i niuansować historię.

Innym problemem "Psów mafii" jest obsada. O samych aktorach nie da się powiedzieć wiele złego - prawie wszyscy, na czele z wcielającym się w idealistycznego glinę Caseyem Affleckiem, są charakterystyczni i wiarygodni. Jednak część z nich zostaje zaangażowana do ról zbyt bardzo przypominających ich poprzednie dokonania, co skutkuje poczuciem wtórności i banału. Woody Harrelson po raz kolejny jest zgorzkniałym twardzielem, Aaron Paul pozostaje sfrustrowanym gówniarzem z "Breaking Bad", a Norman Reedus nie przestaje być zarośniętym łowcą z "Żywych trupów". Nieco wbrew swojemu emploi gra Kate Winslet, ale efekt jest poroniony - jej rosyjska matrona, wyglądająca jak Stephanie Forrester z "Mody na sukces" i usilnie kaleczącą język angielski, to postać w niezamierzony sposób kampowa, pochodząca z zupełnie innej bajki niż reszta bohaterów.

Styl "Psów mafii" jest szorstki i efektowny. Kamera trzęsie się, ale nie odwraca spojrzenia od krwawych lub po prostu nieestetycznych detali; wibrująca, elektroniczna muzyka i ekspresjonistyczne oświetlenie kreują fatalistyczną atmosferę. To jednak za mało, aby ożywić i uszlachetnić pełen wad materiał. Za mało, aby po skończonym seansie zostało w głowie coś poza serią pocztówek z asfaltowo-betonowego bagna.

5/10

"Psy mafii" (Triple 9), reż. John Hillcoa, USA 2016, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 19 marca 2015 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Psy mafii

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje