Reklama

"Prawdziwa historia króla skandali": Król Soho na emeryturze

Najnowszy film Michaela Winterbottoma ze Stevem Cooganem w tytułowej roli to opowieść o "królu Soho"- Paulu Raymondzie.

"Striptizerka musi być przede wszystkim sugestywna!" - twierdzi Paul Raymond w jednym z wywiadów zaraz na samym początku swojej oszałamiającej kariery największego brytyjskiego skandalisty. Sfilmowanie biografii Raymonda - erotomana i biznesmena w jednym, który w 2008 roku odszedł z tego świata, było tylko kwestią czasu. Dziesiątki nagich kobiet, tętniąca życiem, pachnąca kilogramami narkotyków dzielnica Soho, plus szaleniec - czarodziej, który wierzył tylko w dobrą rozrywkę i nieruchomości.

Reklama

Winterbottom w "Prawdziwej historii króla skandali", czy może mniej tandetnie - po angielsku tytuł filmu brzmi "The Look of Love" - do roli Raymonda wybrał jednego z najbardziej sugestywnych i charakterystycznych brytyjskich aktorów. Króla Soho "podrabia" sam Steve Coogan i rzeczywiście robi to wyśmienicie. Niestety tylko w scenach prawdziwego szaleństwa i nieustannej zabawy. Wszystkie "tragiczne" momenty, życiowe potknięcia i załamania wydają się być wyssane z palca i niepotrzebne. Orgia zdominowała cały film, w którym bynajmniej nie ma miejsca na jakiekolwiek łzy.

Raymond - chłopiec z Liverpoolu, który przyjechał do Londynu z pięcioma szylingami w kieszeni, zaczynał od "klubów dla dżentelmenów". Od samego początku chciał zarabiać na rozrywce i erotycznej przyjemności. Po jakimś czasie sięgnął po teatr i magazyny dla panów. Był jednym z najbogatszych obywateli Wielkiej Brytanii. W "Prawdziwej historii..." rama narracyjna biografii Raymonda to retrospekcja wywołana przez tragedię rodzinną już w jesieni życia skandalisty. Król ogląda stare materiały, wywiady i kasety VHS. Wraca przede wszystkim do gorących lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Im starszy, tym smutniejszy - jak w każdej przypowieści o grzesznym erotomanie.

"Prawdziwej historii króla skandali" niestety daleko do "Skandalisty Larry'ego Flinta" Milosa Formana. W filmie Winterbottoma wszystko zostało podporządkowany czystej rozrywce. Problemy z dziećmi, uzależnienie od narkotyków, porzucenia, rozwody, choroby - to wszystko wydaje się być jedynie niepotrzebnym, dramatycznym przerywnikiem szampańskiej zabawy. Jednym słowem - sfilmowana biografia-błyskotka, w której pewnie bardziej chodzi o "oddanie" klimatu tamtych lat. Gdyby Winterbottom był konsekwentny i wierny takiej wizji świata Raymonda - nie byłoby zgrzytów. Niestety tragiczna, rodzinna klamra retrospekcji i spowiedź grzesznika po latach to jeden z najbardziej przewidywalnych sposobów oswajania biografii skandalicznego bogacza.

Dzięki takim "zabiegom" oswajającym Raymonda "Prawdziwą historię króla skandali" można uznać co najwyżej za film poprawny, przyjemny - informacyjno-ilustracyjny. Przy okazji "odpowiednio" wyuzdanych, ekscentrycznych scen z życia Midasa z Soho mimo wszystko najważniejszy jest wątek pokuty. Pieniążki szczęścia nie dają, a zdrada nigdy nie popłaca. I to byłoby na tyle w sprawie nowego filmu Winterbottoma - reżysera m.in. "9 Songs", "Tristrama Shandy'ego" i "Mordercy we mnie". Niestety.

5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Prawdziwa historia króla skandali" (The Look of Love), reż. Michael Winterbottom, USA, Wielka Brytania 2013, dystrybutor: ITI Cinema, premiera kinowa: 31 maja 2013

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: \ Film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje